It`s ok to fail

W sierpniu tego roku opublikowano słynny Szanghajski Ranking najlepszych uczelni świata. Z 20 pierwszych miejsc 17 jest okupowanych przez szkoły z USA. Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Jagielloński (najlepsze polskie uniwersytety) zajmują miejsca w czwartej setce. Co jest przyczyną tej kosmicznej dysproporcji i co ma z tym wspólnego tytuł tego artykułu?

Dlaczego USA włada światem?

Rozważania nad tym zagadnieniem doprowadziły mnie do ważnego wniosku. Polskę i Stany Zjednoczone (a co za tym idzie również ich uczelnie wyższe) różnią możliwości finansowe – to fakt, któremu nie sposób zaprzeczyć. Jednak prawdziwa przepaść pomiędzy naszymi narodami leży w umysłach. Powiedzieć, że Polacy i Amerykanie różnią się mentalnością byłoby niedopowiedzeniem. Według mnie to zupełnie inne światy patrzenia na rzeczywistość. Z tego też względu to za oceanem, a nie nad Wisłą tą rzeczywistość się kreuje. Najbardziej znane marki, największe odkrycia technologiczne, korporacje z dochodem większym niż państwa – to wszystko dzieje się niestety po drugiej stronie Atlantyku. Dlaczego właśnie tam?

Autorytet nie musi mieć racji

Na amerykańskich uczelniach zachęca się młodych ludzi do poddawania w wątpliwość wiedzy swoich wykładowców. Możecie sobie wyobrazić podobną sytuację w Polsce? Pan Profesor uparcie namawiający swoich studentów,a żeby udowodnili mu, że nie ma racji? Z własnego doświadczenia na uniwersytecie wiem, jak rzadko coś takiego się zdarza. Nie dyskutuj, wkuj materiał, zdaj egzamin i zapomnij – oto polski przepis na umysłowy beton.

To nic złego, że tym razem przegrałeś.

Stany Zjednoczone słyną z zachęcania młodzieży, do rozwijania własnych pomysłów. Próbuj, upadaj, podnieś się i spróbuj raz jeszcze. Następnie upadnij jeszcze sto razy i sto razy się podnieś. Każda porażka to powód do dumy, ponieważ świadczy o tym, że walczysz. Klęski przybliżają Cię do sukcesu bardziej niż cokolwiek innego i nauczą Cię więcej, niż jakikolwiek profesor. Ideał amerykańskiego snu ucieleśnia Thomas Edison i jego żartobliwe słowa na temat tysięcy nieudanych prób stworzenia żarówki: „Nie odniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 sposobów, jak nie wynaleźć żarówki”.

Wstawaj i walcz dalej

Nawet z miliardami dotacji z Unii Europejskiej ciężko będzie w Polsce zmienić coś na lepsze, jeśli nie zmienimy naszego postrzegania rzeczywistości. Dopóki nie zaczniemy akceptować porażek jako naturalnych elementów na ścieżce do sukcesu, dopóty żadnych przełomów w Polsce nie dokonamy. Cieszmy się drogą, bądźmy dumni z naszej walki i pamiętajmy – it`s ok to fail!

Autor: Michał Szymański

Author: Michał Szymański

Specjalista od social media, bloger, fascynat startup`ów i nowych technologii. Twórca portalu BiznesFlow.pl. Autor licznych artykułów z tematyki produktywności, efektywnej nauki, biznesu internetowego. Prezes stowarzyszenia Tea Club wspierającemu młodych ludzi w rozwoju zawodowym na arenie międzynarodowej. Prywatnie pasjonat tańca "breaking" (breakdance), tańczący nieprzerwanie od 11 lat.

5 thoughts on “It`s ok to fail”

  1. Nie mam porównania ze Stanami, ale wiem jak nauka wygląda w Niemczech. To, co szczególnie nie podoba mi się w studiach w Polsce, to: robienie po łebkach, ze strony studentów (bo się udaje tak zdać) i prowadzących. Do większości egzaminów w Polsce można nauczyć się w weekend, bo zadania się z poprzednich lat się powtarzają i sprowadza się to do nauczenia tych zadań, nie do zrozumienia problemu. Z tego powodu jakakolwiek większa porażka na polskiej uczelni (np. powtarzanie semestru) uważana jest za tragedię, bo WSZYSCY zdają.

    1. Dodałbym do tego jeszcze tony ściąg na egzaminach i kompletnie zero wstydu z tego powodu. Ba, umiejętne ściąganie to u nas powód do dumy.
      Nie wiem jak u Ciebie Jasia, ale u mnie na kierunku prezentacje kopiowane z wikipedii i bezmyślnie czytane (bez ani jednego własnego wniosku, ani jednego pytania postawionego pod dyskusję) były na porządku dziennym na ćwiczeniach i konwersatoriach.
      Co z tą Polską? 😉

  2. Zgadzam się z przedmówcami- mam porównanie, bo częściowo studiowałam w Niemczech, gdzie również musiałam przygotowywać prezentacje. Byłam w kompletnym szoku, jak zobaczyłam na przykładzie grupy przede mną sposób, w jaki oni prezentują, a z czym wyjdę za chwilę ja na forum. Przy pierwszej myślałam, że spalę się ze wstydu, następne podejścia były bardziej udane, ale i tak nie udało mi się dorównać do ideału, za które uważałam prezentacje moich niemieckich kolegów. Zapytałam ich w końcu w jaki sposób oni przygotowują prezentacje, że jest tak dobra, co ja robię źle, że nie ma takiego efektu i czy długo pracują nad każdą z nich. Okazało się, że przygotowanie dobrej prezentacji zabiera im 1/3 czasu, jaki ja spędzam nad przygotowaniem mojej. Długo zachodziłam w głowę JAK TO MOŻLIWE? Okazało się później, że już w gimnazjum uczyli się, jak robić prezentacje, dyskutowali w szkole latami nad jakością wykonywanych prezentacji i, że z tego co pamiętają, był to nawet oddzielny przedmiot w szkole…Teraz ja sama jestem nauczycielką i rok w rok, z każda nowa klasą wałkowany jest u mnie na lekcjach temat prezentacji- ćwiczymy, dyskutujemy i robimy 99% z nich od nowa 🙂 Niestety jest to JUŻ szkoła średnia i często zastanawiam się, jak to możliwe, że w naszych tak skomputeryzowanych czasach młodzież 17, 18 letnia potrafi przedstawić taką chałę, zawsze dziwiąc się na początku, że ja pierwsza mam jakieś uwagi do sposobu wykonania ich prezentacji i jej przedstawienia, bo zawsze dostawali za taką ocenę bardzo dobrą lub celującą… Czy tez mam zakończyć mój post ostatnimi słowami z postu p. Michała? 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *