Kocha, LUBI, szanuje… – rady, jak być lubianym

„Nie polubię cię, jak powiedzieć prościej? Zbliżysz się o krok, porachuję kości” – śpiewała Monika Brodka. Więc jak to jest z tym lubieniem? Najczęściej w kilka minut po poznaniu kogoś potrafimy stwierdzić, czy obdarzymy tę osobę sympatią. Ale zaraz… co zrobić, żeby inni polubili nas? Jeśli dręczy Cię wizja zostania adresatem podobnych słów, jak te w piosence Brodki, najwyższy czas na małą lekcję „bycia lubianym”.

Po pierwsze – szczere zainteresowanie

Prawda stara jak świat głosi, że to, co najbardziej interesuje ludzi, to oni sami. W związku z tym każda próba zaimponowania drugiej osobie własnymi osiągnięciami najpewniej skończy się jej cichą modlitwą, by ten chwalipięta nareszcie zniknął z pola widzenia. Krótko mówiąc – porażka na całej linii. Najszybszą drogą do sukcesu będzie więc szczere zainteresowanie ludźmi i bezinteresowny podziw. Zadawanie tysiąca pytań o rodzinę, zdrowie, a nawet ulubiony film z Robertem de Niro sprawi, że będziesz postrzegany jako osoba potrafiąca słuchać, a to, jak wiadomo, jedna z najważniejszych cech dobrego przyjaciela.

Uśmiech proszę!

Nawet zwykłe „cześć” okraszone szerokim uśmiechem ma siłę rażenia sto razy większą niż to samo powitanie wypowiedziane ze smętną miną. Wydaje się to oczywiste, ale żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić tę „najprawdziwszą prawdę” przeprowadź mały eksperyment. Jednego dnia w drodze do pracy lub szkoły uśmiechaj się do każdego mijanego człowieka. Mogę się założyć, że 99 % odpowie ci tym samym. Zdziwisz się, ile korzyści, i to obopólnych, płynie z tak prostego gestu. Zarówno Tobie, jak i wszystkim tym ludziom nawet najbardziej ponury dzień wyda się piękniejszy, a ochota do pracy czy nauki przyjdzie ze zdwojoną mocą. W tym tkwi magia uśmiechu.

Mów o tym, co ważne dla rozmówcy 

Droga do serca drugiej osoby nie zawsze wiedzie tylko przez żołądek. Nie musisz być mistrzem kuchni, by zdobyć czyjąś sympatię. Wystarczy, że nauczysz się mówić o rzeczach, które są ważne dla Twojego rozmówcy, a z pewnością zyskasz w jego oczach. Zasada jest prosta: jeśli wiesz, że kolega interesuje się żeglugą, rozmawiaj z nim z o tym, mimo że Ty nie masz na ten temat bladego pojęcia. Bez obaw, nie uzna Cię za nieduouczonego laika, a wręcz przeciwnie – będzie mile zaskoczony, że chcesz dowiedzieć się więcej o jego pasji. Taka rozmowa niesie ze sobą o wiele więcej emocji (pozytywnych!) niż nawet najbardziej zażarta dyskusja o pogodzie.

Możesz powtórzyć swoje nazwisko?

Na koniec rada, która może Cię zaskoczyć. Przeciętny człowiek z racji tego, że – tak jak zostało wspomniane wcześniej – najbardziej zainteresowany jest samym sobą, uwielbia także własne nazwisko. Jest ono dla niego ważniejsze niż imiona i nazwiska z całego świata razem wzięte. Możesz wykorzystać tę świadomość, aby zdobyć czyjąś sympatię. Wystarczy, że nauczysz się zapamiętywać imiona nowo poznanych osób, by przy kolejnym spotkaniu móc przywitać się bez gorączkowego zastanawiania się, czy masz do czynienia z Olą, Alą czy Ulą. Najlepiej zaraz po przedstawieniu się powtórz kilka razy w myślach imię nowego znajomego. To nie tylko świetne ćwiczenie na pamięć. Prawidłowe zapamiętanie imienia to również subtelny i bardzo skuteczny komplement, dzięki któremu już nigdy nie usłyszysz złowrogo brzmiacych słów z refrenu Brodki.

 Autor: Katarzyna Woźniak

Przypowieść o słoniu i paliku

Kilka lat temu byłem w cyrku. Widziałem tam akrobatów, klaunów, połykaczy ognia, tresera lwów. Był też słoń. Ogromny słoń.

Wielkie i potężne zwierzę przykute do małego palika. Bardzo małego palika.

Słoń bez żadnych oporów trzymał się w zasięgu łańcucha przykutego do tego małego kawałka drewna. Posłusznie wykonywał polecenia tresera ku uciesze publiczności.

„Dlaczego nie ucieka?” Zastanawiałem się w myślach. Przecież gdyby chciał, dałby nogę nie tylko z samym palikiem, ale i połową tego cyrku. Na pewno są rzeczy, które wolałby robić bardziej niż dawać się dręczyć na oczach głupiego tłumu.

Po występach podszedłem do tresera i zapytałem: „Jakim cudem ten gigant jest tak pokorny i uległy?”.

„Widzi pan – odpowiedział cyrkowiec – gdy zwierzak jest jeszcze mały, od razu przyczepia się go do tego palika. On wtedy szarpie i szarpie, jakby się wściekł. Ale nic z tego, łańcuch nie puści. W ten właśnie sposób słoń uczy się posłuszeństwa i dzięki temu w przyszłości może spełniać oczekiwania moje i innych ludzi. A potem, gdy już dorasta, cały czas pamięta o tym paliku i swojej nieudanej walce. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że teraz jest wielki, silny i mógłby zerwać ten łańcuch przy odrobinie wysiłku. Już do końca życia będzie wykonywał moje polecenia, ot co”. Na potwierdzenie swoich słów z miną pełną pychy treser zdzielił kijem słonia po zadzie, a ten potulnie usiadł.

Odszedłem bez słowa z dręczącym mnie w myślach pytaniem – do jakiego palika mnie przykuto w dzieciństwie i jakie łańcuchy od tamtej pory ciągnę za sobą?

Autor: Michał Szymański

Jak nauczyć się szczęścia?

Często bywam we Włoszech. Ciągnie mnie mocno do tego kraju pełnego zabytków, zapachu oliwek i uśmiechniętych ludzi. Kiedyś zapytałem swojego przyjaciela z Rzymu: „Z czego Ty się tak cały czas cieszysz, Andrea?”. Jego odpowiedź natchnęła mnie do napisania tego artykułu.

„Ciekawsze jest, dlaczego Ty się nie cieszysz, Michał. Przecież przytrafiło Ci się dzisiaj tyle pięknych rzeczy” odpowiedział mi Andrea. Wzburzyła się we mnie na te słowa moja polska krew, a melancholijna słowiańska dusza zagrała we mnie pełną bólu nutę, ostrzegając przed zgubnym optymizmem tego włoskiego wariata.

Rozmówki polsko – włoskie

„Andrea, mój dobrze opalony przyjacielu z południa, jakich pięknych rzeczy? Od godziny stoimy w cholernym korku nad morze i w dodatku wychodzi na to, że akurat dzisiaj będzie ten jedyny dzień włoskiego lata, kiedy spadnie deszcz. Pięknie, to mi się co najwyżej udało porządnie wyspać. No i może jeszcze śniadanie było smaczne. Skoro już przy tym jesteśmy – musisz mi dać dla rodziców butelkę tej oliwy wyciskanej przez Twojego tatę, jest naprawdę niesamowita. Przy okazji muszę Ci przyznać, że lodziarnia Fassiego serwuje naprawdę najlepsze lody na świecie. To był świetny pomysł pójść tam z samego rana. Uwierzysz, że znalazłem dzisiaj 1euro? Będzie jak znalazł na wieczorne peroni, w końcu jedno piwko nikomu nie zaszkodzi…”

Jest lepiej niż myślisz

Moja litania trwała jeszcze długo. Każda pozytywna rzecz, jaka mi się przypomniała ukazywała mi kolejne, które się dzisiaj wydarzyły. Andrea z minuty na minutę uśmiechał się coraz bardziej, a żeby w końcu wybuchnąć śmiechem i tym samym wyszydzić mój „nieszczęśliwy” dzień. Nie pozostało mi nic innego niż ratować własną godność i obrażonym głosem powiedzieć „Słoneczko za bardzo mi przygrzało, to dlatego”. Mimo wszystko ze zdziwieniem odkryłem, że poczułem się zdecydowanie lepiej. Ciężko mi było przyznać przed samym sobą, iż nawet proste powiedzenie na głos wszystkich pozytywnych, nawet pozornie nieistotnych rzeczy, sprawiło mi ogromną radość. Czułem jak wzbiera we mnie energia. Nie mogąc powstrzymać śmiechu, a jednak wciąż trochę nadąsany spojrzałem na Włocha: „A więc tak to działa, Ty draniu…”.

Naucz się szczęścia.

Odczuwanie szczęścia i przyjemności jest umiejętnością. Jak możesz się jej nauczyć? To proste. Poświęć 5 minut dziennie aby przygotować Listę Dobrych Rzeczy. Wypisz na niej wszystkie pozytywne wydarzenia, które Ci się dzisiaj przytrafiły. Staraj się dostrzegać nawet najmniejsze dobro, zwracaj uwagę na optymistyczne aspekty nawet w nieprzyjemnych sprawach. Rozmowa z przyjacielem, godzina spędzona z ulubiona książką, udany trening, ciekawy artykuł w gazecie, chwila słońca w pochmurny dzień – wypisz jak najwięcej, a później dokładnie wyobraź sobie te sytuacje raz jeszcze. Bierz z nich energię i zasypiaj z myślą, że dzisiaj był dobry dzień. Tuz po pobudce rzuć okiem na swoją Listę Dobrych Rzeczy i naładuj się pozytywnie na dobry początek.

Pamiętaj, dzisiaj będzie wspaniały dzień!

 Autor: Michał Szymański

Tajemnicza księga, która spełni Twoje marzenia

Księga celów – bo taką ma nazwę, jest lepsza niż lampa z dżinem. Spełnia więcej niż 3 życzenia, w dodatku bez żadnych kruczków pisanych małymi literami. Żeby ją mieć nie musisz zaprzedawać duszy diabłu ani oddawać domu pod hipotekę. Czym jest ta magiczna rzecz?

Jeśli wyobraziłeś zwoje starożytnych papirusów i siebie samego drżącą ręką przeglądającego w blasku lampy naftowej zaginione teksty to trochę się zagalopowaliśmy. Zanim wyjaśnię Ci o co dokładnie chodzi, najpierw przytoczę pewną istotną prawdę.

Skuteczność realizacji naszych celów rośnie 100 krotnie, jeśli za tymi celami stoją marzenia.

Możemy mieć zamiar zostać bogatym prawnikiem, ale zapewne nie dlatego, że śnią nam się po nocach stosy dokumentów, które z ekstazą wypełniamy. Pragniemy zostać tym prawnikiem, gdyż marzymy o rodzinie, której zapewnimy dobry byt. Marzymy o domku nad brzegiem morza niedaleko Neapolu. Marzymy o podróży na Malediwy, słonecznej plaży, złotym piasku i wodzie w kolorze błękitu. To właśnie te marzenia mają moc i myślenie o nich pomoże nam zrealizować nasze plany zawodowe – po to, byśmy później mogli spełnić swoje pragnienia.

Wszyscy ludzie sukcesu zgodnie powtarzają – to marzenia zaprowadziły ich tam, gdzie teraz są.

Księga celów jest narzędziem, które wspiera Cię w dążeniu do ich realizacji. Zasada jest bardzo prosta:

1.   Na górze strony wypisujesz swój cel: stworzyć dochodowy biznes, zostać lekarzem, nauczyć się języka niemieckiego, mieć pięknie wyrzeźbione ciało etc.

2.     Pod spodem wklejasz obrazki, które są wizualizacją Twojego marzenia (tego, który spełni się gdy tylko zrealizujesz wyżej wymieniony cel). Popuść wodze fantazji. Umieszczaj zdjęcia najpiękniejszych miejsc, które chciałbyś zwiedzić. Naszkicuj swój przyszły dom. Wklej grafikę przedstawiająco pięknie zbudowanego człowieka, jakim i Ty niedługo się staniesz.

3.   Najważniejszy swój cel oraz związane z nim marzenie (wraz jego wizualizacją) umieść nad swoim łóżkiem. Tuż przed pójściem spać popatrz na nie przez 5 minut i powyobrażaj sobie najpiękniejsze scenariusze Twojego życia. Po obudzeniu niech to będzie pierwsza rzecz, którą zobaczysz – da Ci to energię na cały dzień.

4.    Przeglądaj swoją księgę celów regularnie. Ustal sobie, że o którejś konkretnej godzinie codziennie poświęcisz 5 minut na cieszenie się swoimi marzeniami. Zyskasz ogromną motywację, a poczucie szczęścia i ekscytacji będzie Ci towarzyszyć o wiele częściej niż dotychczas.

Przyjemnego bujania w obłokach!

 Autor: Michał Szymański

Przyjaciel potrzebny od zaraz, czyli kilka zasad w kontaktach z ludźmi

Masz wielu przyjaciół, którzy nie wahaliby się skoczyć za Tobą w ogień? Na Facebooku systematycznie powiększasz liczbę znajomych, dodając do nich nawet kasjerkę z Tesco, która raz była Ci winna grosika? Wydaje Ci się, że o nawiązywaniu kontaktów z ludźmi wiesz wszystko? A może jednak potrzebujesz kilku wskazówek, jak zdobyć uznanie nie tylko na gruncie towarzyskim, ale również służbowym? Jeśli tak, ten artykuł jest dla Ciebie.

Zjednywanie sobie ludzi to sztuka

Benjamin Franklin, współautor amerykańskiej Deklaracji niepodległości był wspaniałym dyplomatą, a swój sukces zawdzięczał wyznawaniu jednej podstawowej zasady: „Nie powiem źle o nikim, a będę mówił wszystko dobre, co wiem o każdym”. Unikał krytyki i czynienia innym wyrzutów, gdyż doskonale wiedział, że prowadzi to donikąd. Ta złota zasada sprawdza się również dziś i okazuje się niezwykle pomocna w codziennych kontaktach z ludźmi. Zamiast potępiać, strofować i wyśmiewać czyjeś postępowanie, zastanów się, czemu ta osoba zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Odłóż na bok swoje uprzedzenia, pohamuj wychowawczo pedagogiczne zapędy i nie pouczaj. Z pewnością na początku będzie to nie lada wyzwanie, bo przecież trudno powstrzymać irytację, gdy  po półgodzinnym czekaniu do okienka na poczcie, naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem „Przerwa”. Z czasem jednak stanie się to o wiele łatwiejsze, a słowo „krytyka” przestanie istnieć w Twoim słowniku. Kontakty z ludźmi będą przynosić Ci o wiele więcej satysfakcji i staną się cenniejsze niż walizka pełna studolarowych banknotów z wizerunkiem starego, dobrego Franklina.

Potrzeba każdego człowieka – bycie ważnym

Ludzie uwielbiają komplementy. Lubią czuć się ważni, a w ich naturze tkwi głęboko zakorzenione pożądanie, by być docenianym. Czemu więc nie wykorzystać tej (wcale nie tajemnej) wiedzy w kontaktach z nimi? Wystarczy szczera, płynąca prosto z serca pochwała, by sprawić komuś przyjemność i mało tego! – uczynić go szczęśliwszym. Zamiast krytykować coś, co Ci się nie podoba, szukaj cech i umiejętności, które zasługują na uznanie. Jeśli nauczysz się rozbudzać w ludziach entuzjazm i doceniać ich, w zamian ofiarują Ci coś najcenniejszego – swoją przyjaźń. Nawet jeśli znasz kogoś bardzo długo (wydaje się, że całe wieki), a za jego lojalność dałbyś sobie uciąć rękę, nie zapomnij, by raz na jakiś czas powiedzieć mu, jak bardzo go cenisz. Uwierz – okazywanie ludziom uznania naprawdę uskrzydla.

Mów ludziom o tym, czego chcą

Głównym sposobem, który pozwoli Ci usprawnić kontakty z ludźmi i zdobyć na nich wpływ jest mówienie im o tym, czego oni chcą i potrzebują. Brzmi intrygująco? Aby rozjaśnić nieco, na czym polega tajemnica sukcesu, przytoczę pewien przykład. Twój znajomy pali mnóstwo papierosów i nie masz pojęcia, jak odciągnąć go od nałogu. Po lekturze tego artykułu wiesz już, że krytyką nic nie wskórasz. Najlepiej więc uzmysłowić mu szkodliwość nikotyny poprzez subtelne przypomnienie, że papierosy odbiorą mu szansę na grę w piłkę nożną/wygranie maratonu/znajomość z uroczą dziewczyną, która nie lubi palaczy (niepotrzebne skreślić). Jeśli postawisz się na miejscu znajomego i przyjmiesz jego punkt widzenia, łatwiej wzbudzisz w nim chęć do zrezygnowania z nałogu. Aby wywołać w ludziach dążenie do zmian i samorealizacji, nie musisz być magistrem psychologii. Wystarczy, że spojrzysz na problem ich oczami i odpowiesz sobie na pytanie „Czego oni chcą?”. Stąd już tylko krok do zrozumienia ich potrzeb, a co za tym idzie – usprawnienia kontaktów międzyludzkich.

 Autor: Katarzyna Woźniak

Sztuka pomagania – relacja uczestniczki z projektu w Warszawie

pasja podróże

Przyjaźń, jedność, niesienie pomocy poprzez taniec. Tym charakteryzuje się projekt Hip Hop One Love, tworzony przez ludzi z ogromną pasją i zapałem do zmieniania świata na lepsze, zaczynając od własnego podwórka.

Sztuka pomagania

Druga edycja projektu minęła szybko, jak zwykle za szybko. Miała miejsce w Warszawie, w dniach 2 – 12 sierpnia 2013. Była kontynuacją One Love – International Bboy Dream z 2010 roku. Brały w niej udział grupy B-Boys i B-Girls z Hiszpanii, Włoch oraz Polski.

W ciągu dziesięciu dni trwania projektu zrobiliśmy wspólnie wiele dobrych rzeczy. Nie bez przyczyny nazywa się on One Love – The Art of Helping. Kultura Hip Hop od samego początku sprawia, że ludzie czują się lepiej, uśmiechają się, są radośni, nawet w trudnej sytuacji życiowej. Dlatego głównym celem, jaki sobie postawiliśmy była pomoc w wielu znaczeniach tego słowa. Zaczęliśmy od samych siebie. Wiedziałam już wcześniej, że tancerze to pełne dobrej energii osoby, mimo to ich otwartość i chęć współpracy zaskoczyły mnie bardziej niż się spodziewałam. Na każdym treningu uczyliśmy się nawzajem nowych ruchów lub doskonaliliśmy te, które już znaliśmy. To było COŚ wielkiego. Dzięki temu wróciłam do domu ze sporą ilością świeżych pomysłów, które sprawiły, że mój styl stał się jeszcze lepszy. Przez cztery dni odbywały się również warsztaty taneczne. W poniedziałek, wtorek i środę dzieci ze Skierniewic z zaprzyjaźnionego zespołu „Obsesja” uczyły się Breakingu i Poppingu od naszych uczestników. Znakomicie odnalazły się one w tej sytuacji – potwierdziły to uśmiechy na buziach młodych tancerek. W piątek natomiast odbył się pokaz i warsztaty w Centrum Aktywności Lokalnej dla chłopców i dziewcząt, znajdujących się w trudnej sytuacji rodzinnej. Taniec z nimi jest jak podziękowanie za Bboying. Każdy człowiek związany z Hip Hopem wie, że tę kulturę stworzyły właśnie takie dzieciaki z biednych dzielnic, z różnymi problemami.

Nie zapomnieliśmy jednak o innych, o tych starszych, którzy także pragną radości w sercach. W czwartek został zorganizowany wspaniały występ w Domu Pomocy Społecznej w Warszawie. Najpierw my zatańczyliśmy dla mieszkańców, co spotkało się z bardzo pozytywnym odbiorem. Dyrektor ośrodka powiedziała, że przywieźliśmy ze sobą dużo słońca i dostarczyliśmy wszystkim wiele uśmiechu. Następnie oni zaśpiewali dla nas dwie piosenki. Byliśmy pod wielkim wrażeniem talentu zespołu. Jak widać, pomoc była wszechobecna na naszym projekcie.

Buenos Dias! Buongiorno! Cześć!

Czas spędzony w Warszawie był pełnym emocji tygodniem. Na wyjeździe poznałam wielu ciekawych, nieco szalonych ludzi. Ten klimat jest niezapomniany. Oprócz świetnych treningów, we wspomnieniach mam wspaniałe wspólne wieczory, inspirujące dyskusje, narodowe kolacje, przygotowane z humorem prezentacje krajów i wzajemną naukę rodzimych języków. Oczywiście, że zdarzały się potknięcia, ale dzięki nim w przyszłości unikniemy podobnych sytuacji. Rodzina One Love dała mi ogrom motywacji, dzięki niej zrozumiałam, jak ważny jest dla mnie Breaking. Przeżyłam kolejną cudowną przygodę i czekam na One Love – Each One Teach One 2014, ponieważ jedna miłość nigdy się nie kończy.

Autor: Marta Szymańska

Komunikacja interpersonalna jako sygnał ostrzegawczy

Komunikacja interpersonalna stanowi niezwykle istotną – jeśli nie najistotniejszą – część życia codziennego. Stosunki z kolegami z pracy, szefem i bliskimi znacząco wpływają na nasze samopoczucie, jednak na dwoje babka wróżyła: albo mogą nas uszczęśliwić, albo wywołać smutek czy żal głęboki niczym Rów Mariański. W związku z tym tak istotne jest właściwe porozumiewanie się twarzą w twarz z drugim człowiekiem. Tej umiejętności nie da się posiąść ot, tak, jednak można ją zgłębiać dzięki zrozumieniu zarówno procesu komunikowania się, jak i sposobu zachowania ludzi. W poniższym artykule postaram się przedstawić zagadnienie relacji międzyludzkich w nieco innym świetle. Jakim? Czas uchylić rąbka tajemnicy.

Uwaga, uwaga!

Na początek pytanie za sto punktów: jak sądzisz, czy prawidłowe odczytywanie sygnałów, jakie niesie ze sobą komunikacja interpersonalna, może ocalić Ci życie? Uważasz, że to nierealne? W takim razie zacznij kręcić głową z niedowierzaniem, ponieważ to prawda. Udowodniono bowiem, że napastnicy wykorzystują na ogół pewne strategie komunikacyjne po to, aby zdobyć zaufanie swoich potencjalnych ofiar. Owe strategie obliczone są na komunikowanie zaufania i niewinności, a co za tym idzie potrafią doprowadzić do sytuacji, w której istnieje nikła szansa na zauważenie lub przerwanie ataku. Choć brzmi to niczym formułka rodem z podręcznika do walki z bandytami, warto mieć ją na uwadze. Rozpoznanie sygnałów ostrzegawczych, o których wspomnę za chwilę, umożliwi wyplątanie się z niebezpiecznych okoliczności.

Punkt pierwszy: nawiązanie kontaktu

Pierwsza strategia stosowana przez napastników polega na tzw. wymuszonym dołączaniu, kiedy atakujący próbuje zasugerować ofierze, że jadą na tym samym wózku. Przykład? Oczekiwanie na autobus późno w nocy, w miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc, a dookoła, jak okiem sięgnąć, żywej duszy. Nagle podchodzi do Ciebie nieznajomy zagajając rozmowę niewinnym, jak by się zdawało, komentarzem: „Pani/Pana autobus także się spóźnia? W dzisiejszych czasach trudno zaufać rozkładom jazdy”. W takiej sytuacji nie sposób odgadnąć, czy jest to jedynie próba nawiązania relacji i okazywanie przyjacielskiego nastawienia, czy też może wręcz przeciwnie. Nie sugeruję oczywiście, że każda osoba zagadująca do Ciebie na przystanku w środku nocy jest złoczyńcą czyhającym na Twoje życie, jednak wiedząc już, że jest to jedna ze strategii stosowanych przez napastników, warto podwoić swoją czujność.

Punkt drugi: wzbudzanie zaufania

Druga strategia znana jest jako nadmiar „wdzięku i uprzejmości”. Jak sama nazwa wskazuje, polega na natarczywym okazywaniu pozytywnych uczyć, wręcz podlizywaniu się, co ma na celu wzbudzenie zaufania, o co w takiej sytuacji nie trudno, gdyż każdy człowiek ma zakodowane w podświadomości, by na sympatię odpowiadać sympatią. Gorzej, gdy jest to sympatia urojona, która ma zapewnić jedynie fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Podobnie więc jak w poprzednim przypadku, może to być całkiem niewinna wymiana uprzejmości, niemniej równie dobrze można mieć  tutaj do czynienia z dobrze przemyślaną strategią.

Punkt trzeci: opowiem ci moją historię…

„Zbyt wiele szczegółów” to nazwa ostatniej strategii. Pozostając w temacie przystanku autobusowego, wyobraź sobie, że Twój nowo poznany towarzysz niedoli zaczyna opowiadać bardzo interesującą historię, dotyczącą na przykład jego przyjazdu do miasta lub powodów, dla których musi złapać właśnie ten autobus. Czy nie wydaje Ci się to podejrzane? Jeśli gdzieś głęboko zapaliło Ci się nawet najmniejsze światełko ostrzegawcze, zaufaj intuicji i nie daj się wciągnąć w rozmowę. Przeproś grzecznie i oddal się szybkim krokiem w stronę najbliższych zabudowań lub oświetlonej i ruchliwej drogi. Stosowanie wszystkich trzech strategii naraz to sygnał, że sytuacja nie jest tak niewinna, jak by się mogło wydawać. Widać więc, że komunikacja interpersonalna ma również swoją ciemną stronę. Skoro ją już znasz, bez problemu dasz sobie radę w każdej walce (na słowa).

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: buzzle.com

6 rzeczy, o których musisz pamiętać rozpoczynając studia

Zastanawiasz się co zrobić, aby 5 lat spędzonych na uczelni było naprawdę dobrą inwestycją? Jeśli sądzisz, że na studiach wystarczy studiować, pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu. Nie mógłbyś zrobić nic gorszego niż gdybyś cały swój czas poświęcał jedynie nauce i przygotowaniom do egzaminów. Śmiało odrzucaj akademicką abstrakcję i zwróć się ku życiu – podróżuj, poznawaj ludzi, nabieraj praktyki, żyj intensywnie i ucz się języków.

Przed Tobą 6 rzeczy, o których musisz pamiętać rozpoczynając studia.

1.      Postaw przed sobą cel

Ustal, co jest dla Ciebie priorytetem na ten rok : poznanie ciekawych ludzi? Zwiedzenie 3 zagranicznych miejsc? Zdobycie pierwszego doświadczenia zawodowego związanego z wymarzonym zawodem? Całoroczny melanż? Z tym ostatnim trzeba uważać, impreza 24/7 to najlepszy sposób na zaprzepaszczenie marzeń. Wybierz swój cel, napisz go na dużej kartce i powieś nad łóżkiem. Każdego dnia odpowiedz sam sobie – „czy zrobiłem dzisiaj coś, co przybliżyło mnie do mojego celu?”.

2.      Selekcjonuj

Nowe otoczenie oferuje wiele pokus, a nowa uczelnia wiele obowiązków. Nie wszystkie z nich są warte Twojej uwagi. Nie musisz mieć piątek ze wszystkich przedmiotów (większość z nich i tak do niczego Ci się nie przyda), ani nie jest sprawą Twojego honoru zaliczyć wszystkie melanże w Warszawie. Patrz na świat zawsze przez pryzmat swoich ustalonych celów, a następnie nie bój się odrzucać rzeczy, które Cię do tego celu nie przybliżą. Pamiętaj, to Twoje marzenia są najważniejsze, a nie to, czego oczekują od Ciebie inni.

3.      Podróżuj i doświadczaj

Skąd miałbyś wiedzieć, co chciałbyś robić w przyszłości, skoro nie wiesz, co masz do wyboru? Świat stoi przed Tobą otworem. Naprawdę. Podróżowanie jest łatwiejsze niż myślisz. Jeśli nie wierzysz, przejrzyj dokładnie naszą stronę www.biznesflow.pl . W ciągu ostatnich kilku miesięcy kilkadziesiąt młodych ludzi dzięki nam wyjechało lub wyjedzie do takich miejsc jak Włochy, Austria, Hiszpania, Węgry, Estonia, Chorwacja, Francja czy Portugalia.

Przekonaj się sam, jakie to łatwe.

4.      Zaangażuj się w działania jakiejś organizacji

Jakie rzeczy są najważniejsze dla pracodawców? Z pewnością nie teoretyczna wiedza wyniesiona z uczelni. Kluczem do sukcesu są praktyczne umiejętności, doświadczenie, kompetencje społeczne i kontakty. Nigdzie lepiej nie zadbasz o te elementy, niż angażując się w działalność jakiejś organizacji. Sprawdź listę kół naukowych na swojej uczelni. Posprawdzaj jakie organizacje pozarządowe działają w Twojej okolicy. Pójdź do biura karier i postaraj się o praktyki lub staż. Nie odkładaj tego na późniejsze lata studiów, to się naprawdę kiepsko kończy. Zacznij już teraz, nie pożałujesz.

5.      Wykaż się inicjatywą

Pełnią życia żyją Ci, którzy nie czekają, co świat ma im do zaoferowania, ale sami wychodzą z inicjatywą. I tylko takim udaje się mieć później pracę marzeń. Wykorzystaj swoje zainteresowania lub mocne strony i zorganizuj coś. Może spotkanie lokalnego klubu książki? Może turniej piłki nożnej dla Twojego akademika? Może podróż do Berlina dla swoich przyjaciół? Aktywni zostaną nagrodzeni i nawet nie będziesz się spodziewał, gdy organizowane przez Ciebie koncerty jazzowe w lokalnym klubie zamienią się w imprezę na miarę Woodstocku.

6.      Ucz się języków

Bez języków po prostu się nie da. Zaakceptuj to i znajdź w tym przyjemność. Oglądaj ulubione seriale po angielsku. Gdy jedziesz autobusem słuchaj nagrań po hiszpańsku. Kup sobie czytnik e-booków z funkcją dotykowego słownika i czytaj gazety oraz książki po niemiecku. Podróżuj i rozmawiaj z ludźmi, nie obawiaj się swojej wymowy. W krajach takich jak Włochy, Hiszpania czy Francja rzadko kiedy spotkać można kogoś z perfekcyjnym angielskim. Nikt nie wstydzi się mówić łamanym engliszem, po prostu wszyscy wiedzą, że najważniejszy jest kontakt z drugim człowiekiem i chęć zrozumienia go.

Wykorzystując te wskazówki, przez rok nauczysz się więcej, niż przez lata nauki w szkole.

A teraz uśmiechnij się szeroko i pamiętaj – właśnie zaczyna się najpiękniejszy okres w Twoim życiu!

 Autor: Michał Szymański

Geniusz za kamerą – wzloty, upadki i Roman Polański

Mimo że Roman Polański przez dziesięciolecia podkreślał, że doszukiwanie się wątków autobiograficznych w dziełach, które tworzy jest stratą czasu, jednego nie można odmówić- jego życie było równie widowiskowe, jak wszystkie kręcone przez lata filmy.

Przyszedł na świat w Paryżu, w roku, w którym Hitler został kanclerzem Niemiec. Kiedy kilka lat później wraz z rodzicami, będącymi w połowie Żydami, przenosił się do Krakowa, nie mógł przewidzieć ani wybuchu wojny, ani tego, że w jej efekcie zamieszka w getcie, że jego ojciec zostanie złapany na ulicy i przewieziony do obozu koncentracyjnego w Austrii, a matka w zaawansowanej ciąży zginie wkrótce zagazowana w Auschwitz. On sam w tym czasie błąkał się po opustoszałym mieście. Był jednym z niewielu dzieci, którym udało się uniknąć wywózki. Dorastał w bardzo trudnym czasie, bez pewności czy kiedykolwiek zobaczy rodzinę. Jadał to, co dostał od życzliwych osób lub znalazł w gruzach. Być może właśnie te okoliczności wzbudziły w nim tak wielki apetyt na życie. Dziś trudno uwierzyć, że mimo tylu okrucieństw, zarówno czasów wojny, jak i tych, które dotknęły go później, pozostanie tak pogodnym człowiekiem, zawsze mającym w zanadrzu anegdotę czy dowcip.

Zacznijmy od upadków

Całe lato przed wybuchem wojny spędził w kinie, oglądając, co tylko było możliwe. Dzięki seansom nauczył się czytać, rozszyfrowując napisy na ekranie. Kino zafascynowało go od pierwszego wejrzenia, a dzięki temu zauroczeniu, zmontował swój pierwszy projektor, nie mając jeszcze dziesięciu lat. Po wojnie utrzymywał się z drobnego handlu, stając się z czasem niezależnym. Nigdy nie narzekał na swój los, a gdy w przyszłości krytycy próbowali tłumaczyć brutalność jego filmów doświadczeniami wojny, mówił „można mi wierzyć lub nie, ale miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo”.

Jako nastolatek zauważył, że koledzy lubią jego towarzystwo, przyznają, że jest zabawny i umie zainteresować opowiadanymi historiami. Zamarzył więc o szkole aktorskiej, choć jego ojciec sugerował, by został spawaczem. Ale młody Romek ciągle marzył o scenie, udało mu się nawet wystąpić kilkakrotnie w Teatrze Młodego Widza. Poza tym oglądał każdą sztukę, jaką tylko wystawiano w Krakowie. Na niektóre potrafił chodzić tygodniami. Przez pewien czas uczył się w Liceum Przemysłu Węglowego, ale cały czas ciągnęło go w stronę sztuki. Dlatego zdecydował się przenieść do Liceum Sztuk Plastycznych, z którego, podobnie jak z przedszkola, został wyrzucony. Nie przejął się jednak zbytnio tym faktem, przyznając później, że wciąż chciał stać się „bohaterem wielkiej przygody”. Nie przewidział tylko, że przygody często będą przeradzać się w tragedie.

“Filmówka” i emigracja

Na początku nowej drogi chciał wyjechać z Polski i zostać pisarzem. Później zdawał do szkoły aktorskiej, ale PWST nie przyjęło go z powodu niskiego wzrostu. Niezrażony złożył papiery na Krakowski AWF, ale i tu go odrzucono. Mimo tylu porażek, z wielką determinacją ciągle poszukiwał dla siebie odpowiedniego miejsca. Ostateczną próbą miał okazać się egzamin do Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Po trwających tydzień przesłuchaniach w końcu został zauważony i wybrany do szczęśliwej 9 spośród 312 kandydatów zdających na reżyserię. Z czasem okazał się zdolnym studentem, egzaminy zdawał przeważnie jako jeden z najlepszych. Za czasów „Filmówki” zaprzyjaźnił się na długie lata z muzykiem Krzysztofem Komedą, scenarzystą Jerzym Skolimowskim i pisarzem Jerzym Kosińskim.

Choć film dyplomowy został przyjęty przez wydział, Polański nigdy nie został absolwentem łódzkiej szkoły, z powodu nieoddania pracy pisemnej. Po opuszczeniu murów uczelni na Targowej nakręcił swój pierwszy pełnometrażowy film, który wywołał w prasie burzliwą dyskusję „po co i dla kogo robi się takie filmy”. Pisano, że nic w tym obrazie nie porusza. Rok później Nóż w wodzie został nominowany do Oscara, a Polański zdał sobie sprawę, że jeśli pragnie osiągnąć sukces w kinematografii, musi wyjechać z Polski. Po emigracji nie odwiedził kraju przez najbliższe 19 lat.

Tragedii ciąg dalszy

Początek zagranicznej kariery był dla reżysera niezwykle trudny. Doskwierał mu brak pieniędzy, często nie stać go było nawet na bilet na metro. Żył dzięki pożyczkom i gościnności poznanych osób. Poza fatalną sytuacją materialną, miał kłopoty osobiste, opuściła go żona. Został w Paryżu sam, bez pracy i mieszkania. Mimo trudnego początku nie zrezygnował ze swoich planów. Zaczął uczyć się angielskiego z płyt, ćwicząc bez przerwy, po 10 godzin dziennie. W przyszłości wspominał ten okres, słowami: „im ciężej pracowałem, tym bardziej czułem się szczęśliwy”. Był perfekcjonistą, na palnie powtarzał sceny czasem po 30 razy, dopóki nie stwierdził, że w pełni mu odpowiadają. Kiedy pracował przychodził do studia pierwszy, a wychodził ostatni. Pomagał aktorom, jak mógł, potrafił wejść po pas do lodowatej wody, by pokazać im, jak mają odegrać daną scenę. Sam także zagrał w wielu produkcjach, a postać sympatycznego fajtłapy, jaką wykreował, była w przyszłości inspiracją dla bohaterów filmów Woody’ego Allena.

Premiery jego produkcji zwykle wzbudzały wielkie zamieszanie. Było tak choćby z Dzieckiem Rosemary, gdy jedni nazwali film arcydziełem, inni sugerowali reżyserowi, by zaczął się leczyć. Zdarzało się, nawet, że dostawał listy z pogróżkami. Miał opinię dziwaka i wariata. Podejrzewano go o kontakty z sektą, szczególnie w okresie, gdy jego druga żona została brutalnie zamordowana. Przyjaciele pamiętają, że Roman był wówczas wrakiem człowieka. Miał jednak w sobie na tyle siły, by wziąć się do pracy jeszcze ciężej, niż kiedykolwiek. Sam decydował o tym, co i jak chce robić. Marzył o zekranizowaniu sztuki Szekspira? Producenci nastawiali się do tego pomysłu negatywnie? Nieważne, kręcił mimo braku wsparcia i nieprzychylnych opinii. Przyzwyczaił się, że często był jedyną osobą, która wierzyła w sukces. I pewnie dzięki temu uporowi z czasem współpracował z największymi gwiazdami kina, wymieniając choćby Jack’a Nicholson’a, Johnnego Deppa czy Harrisona Forda.

Od krytyki do Oscara

Z biegiem lat jego filmy zaczęły zarabiać ogromne pieniądze, najwięcej, bo aż 57 milionów dolarów dochodu przyniosły Dziewiąte wrota. Aż trudno sobie wyobrazić, że reżyser nie wykazywał zainteresowania zyskami. Kiedy kręcił, liczył się tylko efekt obrazu. A za honoraria wydawał dla przyjaciół przyjęcia, płacił za nich rachunki czy pożyczał, na co potrzebowali. I mimo sukcesów, wciąż cierpiał niesprawiedliwość, bo postrzegano jego filmy przez pryzmat prywatnego życia, wydając najczęściej niesłuszne opinie. Jednak być może, gdyby nie kontrowersje wokół jego osoby, filmy przez niego reżyserowane nie zdobywałyby tak wielkiego rozgłosu. Faktem jest, że prace Polańskiego, pomimo potwornej krytyki, zdobywały uznanie na całym świecie. Dla przykładu film Chinatown, reklamowany jako „nadchodząca klapa”, dziś określa się jako rewolucję w kinematografii, (nominowaną do Oscara w 11 kategoriach).

Ale prawdziwy przełom w karierze Polańskiego miał nastąpić dopiero w 2002 roku, gdy na ekrany kin wszedł najnowszy film reżysera Pianista. Po premierze we Francji twórca dostał ośmiominutowe owacje na stojąco. Okrzyknięto go bohaterem narodowym, legendą i geniuszem kina. Potwierdzeniem tych słów stało się zdobycie Oscara dla najlepszego reżysera, którego Polański otrzymał po ponad 40-stu latach pracy (stał się jednocześnie najstarszym laureatem w tej kategorii). Powiedział później, że wspomnienia Szpilmana „były opowieścią, której szukał od lat”. Zatem cierpliwość reżysera została w końcu nagrodzona. A może odniósł tak ogromny sukces, bo miał zasady, których przestrzegał, niezależnie od okoliczności, w jakich się znalazł? Nie robił filmu, pod którym nie mógłby się z dumą podpisać. Dzięki ciężkiej pracy i niezrażaniu się opinią krytyków, zasłużył sobie na miano Mozarta, Picassa czy Michała Anioła sztuki filmowej.

Kiedy prawie 60 lat temu Roman Polański, student polskiej szkoły filmowej, ogłosił na forum, że zamierza zostać światowej sławy reżyserem, koledzy poklepali go z uśmiechem po plechach, mówiąc, że miło jest sobie pomarzyć. Kto mógł odgadnąć, że powtarzane przez niego „najważniejsze, by bujać w obłokach” będzie najlepszą dewizą na start? Od czegoś musiał zacząć, a szanse miał takie jak wszyscy.

Pomocną w uzyskaniu informacji o życiu i twórczości reżysera była książka Christophera Sandforda “Polański”, w tłumaczeniu Zbigniewa Kościuka.

Autor: Paula Szewczyk

Interpersonalne komunikowanie – jaki jest Twój styl ?

Teoretycznie wszyscy wiemy, czym jest komunikowanie się interpersonalne. No właśnie – teoretycznie. Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że jest to wymiana poglądów, informacji, ot, taka sobie zwykła rozmowa/dyskusja/debata. W praktyce pod pojęciem „komunikowanie się” kryje się o wiele, wiele więcej, a ilość definicji można by mnożyć bez końca, bo wiadomo – ile głów, tyle opinii. Kiedy jednak zbierzemy je wszystkie do jednego worka, możemy spróbować wyłonić z tej swoistej mieszanki jasny i klarowny obraz tego, czym tak naprawdę jest komunikowanie.

Strzała, obieg i taniec

Do najbardziej powszechnych koncepcji komunikowania się należą: teoria strzały, teoria obiegu i teoria tańca. Pierwsza mówi o komunikowaniu jako „strzelaniu z łuku do celu”. Oznacza to, że jest ono postrzegane jako „jednokierunkowe działanie oparte przede wszystkim na umiejętnościach nadawcy”. Tę teorię można przedstawić przy pomocy prostego równania: efektywne wyrażanie = efektywne komunikowanie się. Ma jednak jeden, za to znaczący słaby punkt: określa odbiorcę informacji jako zbyt pasywnego. W drugim modelu (obiegu) przyjmuje się, że komunikowanie jest dwukierunkowe, a jego efektywność zapewniona jest przez zrozumienie. Ostatnia teoria, w której wykorzystano analogię do tańca mówi o tym, że interlokutorzy muszą skoordynować swoje ruchy i wspólnie obrać cel, do którego zmierzają. W tym rozumieniu komunikowaniem rządzą określone zasady i umiejętności, istnieją jednak pewne czynniki zmienne, bowiem „tancerze” mogą nadać rozmowie własny styl. Co ciekawe, mimo, że koncepcja tańca wydaje się być najbardziej trafna, ludzie powołują się na nią najrzadziej, wybierając teorię strzały lub obiegu.

Halo, mówi się

Komunikowanie się interpersonalne wymaga bezpośrednich spotkań jego uczestników. I choć to stwierdzenie nie jest zbyt odkrywcze, to jednak warto je podkreślić. Dlaczego? Otóż większość osób (idę o zakład, że 99% społeczeństwa) wychodzi z założenia, że rozmowa telefoniczna również zalicza się do komunikowania. To nie do końca jest prawdą. O ile przepływ informacji faktycznie następuje, to jednak użycie sztucznego przekaźnika – w tym wypadku aparatu telefonicznego – wyklucza „prawdziwość” rozmowy. Jest to spowodowane tym, że ludzie są skłonni do korzystania z telefonu w bardzo określony sposób, a to wpływa na komunikowanie. Często przecież wybieramy rozmowę „ucho w ucho” zamiast w cztery oczy po to, aby przekazać wiadomość danego typu. Słuchawka stanowi pewnego rodzaju parawan bezpieczeństwa, wyłączając tym samym intymność i naturalność, które zazwyczaj towarzyszą bezpośredniej rozmowie. Podobnie rzecz ma się z komunikowaniem mailowym czy też na portalach społecznościowych.

komunikowanie interpersonalne
foto: vinailor.efoliomn.com

Non stop, na okrągło

Kiedy przychodzi Wam na myśl jakieś wydarzenie, wspominacie coś konkretnego, co miało miejsce w określonym czasie i miejscu. Inaczej rzecz ma się z komunikowaniem, które jest procesem ciągłym, nieprzerwanym. Aby lepiej zobrazować to twierdzenie, posłużę się przykładem: wyobraź sobie, że siedzisz w poczekalni jako jeden z kandydatów na wymarzone stanowisko. Jak myślisz, kiedy rozpocznie się Twoja komunikacja z osobami, które przeprowadzają rozmowę kwalifikacyjną? Czy nastąpi to w momencie, gdy znajdziesz się na terenie budynku, czy może dopiero wtedy, gdy usiądziesz naprzeciwko rekrutującego i odpowiesz na pierwsze pytanie? Nie da się tego określić, bowiem w każdej z tych sytuacji Twoje zachowanie może mieć znaczący wpływ na to, co się dzieje. Wynika to właśnie z ciągle rozwijającego się procesu komunikowania. Widzisz więc, że zagadnienie to tylko na pozór jest banalnie proste, bo czy aby na pewno wiemy, co się za nim kryje?

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: tibbr.com