O człowieku nieuznającym niemożliwości – Henry Ford i jego historia

Zaczynał od pensji wynoszącej 45 dolarów miesięcznie, warsztatu ulokowanego w szopie i powszechnej opinii wariata. Umarł jako milioner, który przez długi czas nie miał sobie równych. A wszystko dlatego, że jako mały chłopiec zobaczył w mieście lokomotywę. Taki był początek sukcesu i kariery Henry’ego Forda.

Jego ojcu nie podobał się pomysł zostania  mechanikiem. Uważał, że miejsce syna jest na rodzinnej farmie. Przez lata namawiał go, by nie opuszczał gospodarstwa, jednak Henry już jako kilkunastolatek wiedział, że Dearborn w stanie Michigan jest dla niego za ciasne. Marzył o rzeczach wielkich, choć nie wiedział dokładnie, co to mogłoby być. I to właśnie trudne życie na farmie skłoniło go do myślenia o ułatwianiu pracy poprzez wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań. Jak przyznawał w swojej autobiografii, o drodze, którą wybrał, zadecydowały dwa zdarzenia: przyglądanie się sunącej po torach lokomotywie i otrzymanie od rodziców zegarka. Obiekty te rozbudziły w chłopcu nieustanną ciekawość ich mechanizmów. Nie dawały mu one spokoju, dopóki nie przekonał się w praktyce, na jakich zasadach działają. Opanowanie funkcjonowania przeróżnych maszyn przez lata zdobywał w rozmaitych warsztatach. Praca ta tak go pochłaniała, że nie czuł nawet mijającego czasu. Mawiał, że najważniejsze, by robić to, co bezpośrednio łączy się z naszymi zainteresowaniami. Nie traktuje się wtedy swojego zajęcia jako ciężkiej pracy.

Siedem lat prób

Kiedy po godzinach zamykał się w swoim warsztacie, który w rzeczywistości stanowiła szopa koło domu, nie był jedynym, marzącym o stworzeniu bezkonnego pojazdu. Także w Niemczech starano się skonstruować podobną maszynę. Jednak na swoim kontynencie Ford był pionierem, który nie tylko stworzył prototyp samochodu, ale zaczął go produkować na masową skalę. Jedno trzeba mu przyznać – nie poddawał się łatwo. Od momentu pracy nad skonstruowaniem auta do pierwszej przejażdżki, doszło dopiero po siedmiu latach! Poza wytrwałością, musiała cechować go także pewność siebie, bo kiedy wyjechał na ulicę swoim modelem, spotkał się przede wszystkim z szyderczymi uśmiechami i postukiwaniem w czoło. Był rok 1896. Niewielu poza nim wierzyło, że ‘coś takiego’, bo pojazd bardziej przypominał kocioł na kółkach niż samochód, miałoby zastąpić powozy konne. Jak bardzo się mylono, może wskazywać fakt, że w ciągu 19 lat od rozpoczęcia masowej produkcji Forda T, sprzedano w całych Stanach aż 15 milionów egzemplarzy.

Gdyby Henry Ford dostosowywał się do powszechnych opinii i wymagań, być może nigdy nie osiągnąłby tak spektakularnego sukcesu. W swoich wypowiedziach podkreślał, jak ważne jest pokonanie strachu, że ktoś mógłby wziąć nas za nierozsądnych czy nawet szalonych, bo właśnie ten strach tamuje pomysłowość i kreatywność. A tej na pewno nie brakowało wielkiemu przedsiębiorcy. Bo jaki normalny pracodawca z dnia na dzień podnosi pensje swoich pracowników dwukrotnie – przy skróceniu czasu ich pracy? A Ford po pierwszej wojnie światowej zatrudniał, jako właściciel największego koncernu świata, 75 tys. osób. Jednak wynagrodzenie podniósł bez wahanie, kiedy tylko okazało się, że stanie przy taśmie produkcyjnej, której wynalezienie również zawdzięczamy właśnie jemu, jest dla pracowników zbyt monotonne. Dzięki podwyżkom nikt nie myślał już o opuszczeniu fabryki, a wręcz przeciwnie, starał się być jeszcze bardziej efektywny. Ford swoją decyzję tłumaczył jasno: ambicją pracodawcy powinna być płaca, która zapewni mu wierność i wydajność pracowników. Posunięcie przedsiębiorcy prasa uznała za ‘przestępstwo ekonomiczne’. Jednak na przekór opiniom wierzył, że pewność swoich przekonań wygra starcie z powszechną krytyką. Warto dodać, że milioner uchodził z natury za nieśmiałego. Ten nieśmiały, ale trzeźwo myślący człowiek, zdawał sobie sprawę, jak kusząca jest wizja pracy w stałych godzinach i zapomnienia o niej wraz z wyjściem z biura. Czuł jednak, że taki tryb nie może dać poczucia wolności i swobody w działaniu, bez której nie wyobrażał sobie życia.

Metoda w szaleństwie

Opisywał je w książce „Moje życie i dzieło”, wydanej w 1922, zawierającej także własne teorie społeczne i ekonomiczne. Między innymi, przyznawał otwarcie, co stanowi dla niego obiekty pogardy: po pierwsze chciwość, po drugie marnotrawstwo. Patrząc na jego życie z dzisiejszej perspektywy, łatwo zauważyć, że nie były to słowa wyssane z palca. Ford był człowiekiem zasad i działania, nie obietnic bez pokrycia i pustych frazesów. Miał własną definicję biznesu. Uważał, że powinien on nie tyle dawać zarobek, co służyć innym i poprawiać komfort ich życia. Stąd uparte dążenie, by jego samochody były wciąż lepsze i tańsze. Doszedł w końcu do perfekcji. Zależało mu, by robotnik zarabiający 300 dolarów rocznie, mógł pozwolić sobie na zakup auta. Zanim model T opanował rynek, samochody innych marek kosztowały ponad 1000 dolarów, a więc pozostawały w sferze marzeń przeciętnego obywatela. Dlatego Fordowi tak bardzo zależało na stworzeniu auta, na które pozwoli sobie większość Amerykanów. Po latach ulepszania modelu, na ulicę wjechał Ford warty trzy razy mniej od konkurencyjnych samochodów. I to właśnie była największa satysfakcja Forda – zarabiać, a w zamian dawać ludziom lepsze warunki bytu. Dzięki tym przekonaniom marka z czasem opanowała także Europę.

Jeśli spróbować odgadnąć receptę na sukces Henry’ego Forda, można by pokusić się o stwierdzenie, że jego największą siłą było niekonwencjonalne myślenie. Rzeczy, które dla większości uchodziły za szalone czy nieroztropne, dla niego stawały się podstawą w działaniu. Warunek był jeden: pewność swoich racji. Choć nie oznaczało to braku miejsca na porażkę. Wręcz odwrotnie. Nie wyszło? Nic się nie stało, za drugim razem zrobisz to lepiej. Tak w pigułce można by zamknąć kilkudziesięcioletnią karierę człowieka, który na zawsze zmienił oblicze Ameryki i nigdy nie uznał istnienia rzeczy niemożliwych.

Autor: Paula Szewczyk

foto: livebyquotes.com

Magiczna siła słów – niesamowita historia J.K. Rowling

Jeśli myślisz, że milionerką można zostać tylko wtedy, gdy dostanie się spadek po bogatym dziadku albo gdy się bogato wyda, jesteś w wielkim błędzie. Istnieje jeszcze co najmniej jeden sposób, by zarobić pierwszy milion – ciężko na niego zapracować. Brzmi banalnie? Zawsze zostaje zapytać J.K. Rowling, co o tym sądzi.

J.K. to skrót od dwóch imion. Pierwsze – Joanne, urodzonej w Yate koło Bristolu, nadali rodzice podczas chrztu w 1965 roku. Drugie wybrała sobie sama, 32 lata później za radą wydawcy. Wybór padł na Kathleen, bo tak miała na imię babcia Rowling. Aktualne nazwisko J.K. brzmi Murray po mężu lekarzu, za którego wyszła w 2001 roku. Poza tym autorka największego bestsellera przełomu wieków ma dziś 48 lat i przeszło miliard dolarów na koncie, a wszystko za sprawą utknięcia w pociągu, gdzieś w szczerym polu między Londynem a Manchesterem. Cztery godziny, które dla większości pasażerów były tylko bezczynnym czekaniem, dla Rowling okazały się początkiem wielkiej kariery. To właśnie wtedy wpadła na pomysł napisania książki o chłopcu mającym czarodziejskie moce. Jednak nie wszystko było tak kolorowe, jak dziś okładki tomów powieści o Harrym Potterze.

Harry, bieda i kawiarnie

Nowy etap życia zaczynała od zasiłku dla samotnych matek. Nie miała nawet maszyny do pisania czy komputera. Wróciła dopiero z Portugalii, gdzie uczyła języka angielskiego. W czasie niespełna trzyletniego pobytu zdążyła poznać miejscowego dziennikarza, wyjść za niego, urodzić córkę i rozwieść się. Dlatego powrót do Wielkiej Brytanii w 1995 roku był bardzo trudny i bolesny. Zatrzymała się w Edynburgu w nieogrzewanym mieszkaniu, z którego codziennie uciekała do okolicznych kawiarni, by pisać o przygodach czarodzieja. O swoim pomyśle nie powiedziała nikomu, choć o pociągu do pisania wiedziała cała jej rodzina jeszcze zanim poszła do szkoły. Pierwsze opowiadanie napisała, bo lubiła opowieści, postanawiając tym samym wymyślać je dla siebie i młodszej siostry. Pomysł, który przyszedł Rowling do głowy w wagonie latem 1990 roku, zaczęła realizować jeszcze tego samego dnia. Pisanie z przerwami trwało kilka lat, jednak nawet zakończenie powieści nie oznaczało jeszcze wielkiego sukcesu. Każda próba wydania maszynopisu kończyła się niepowodzeniem. Ale zdeterminowana Jo nie zrażała się, wysyłała kopie tekstu do kolejnych wydawców. W sumie od momentu zrodzenia się pomysłu na książkę do chwili wydania pierwszego tomu minęło 7 lat! Niejeden pisarz już dawno by się poddał. Ale nie Rowling. Ona kochała swoją niewydaną powieść.

Tor przeszkód

Dzieciństwo minęło małej Jo na kilku przeprowadzkach i nauce. Surowa dyscyplina, jaką wprowadzały w szkole nauczycielki, nie przeszkodziła Joannie skończyć ostatniej klasy jako najlepsza uczennica. Jej ulubionym przedmiotem był język angielski. Nie dziwi to nikogo, kto przeczytał choć jeden tom przygód Harry’ego Pottera. Wyboru studiów dokonała ze względu na rodziców, którzy nalegali na podjęcie nauki języka francuskiego. Skończyła filologię klasyczną, mimo że nie miała do niej przekonania. Po studiach pracowała jako sekretarka, zajęcie to nie było jednak spełnieniem jej marzeń, stąd pomysł na wyjazd za granicę. Niepowodzenia w życiu osobistym spowodowały u Rowling głęboką depresję. Jedyną nadzieją na wyjście z kryzysu było napisanie książki, na którą pomysł chodził za Jo już od kilku lat.

W roku 1995 pierwszy tom przygód o młodym czarodzieju był już gotowy. Pisana na luźnych kartkach i serwetkach opowieść spotykała się jednak co rusz z negatywną opinią wydawców. Czas mijał a Rowling wciąż żyła z zasiłku i z wiary, że nadejdzie w końcu ten szczęśliwy dzień. Z czasem zaczęła pracować jako nauczycielka języka francuskiego, a skromna pensja pozwoliła jej zatrudnić agenta, któremu zleciła próby negocjacji z wydawcami. Wiedziała, że sama nie jest w stanie ich podejmować, bo wymagano od niej zmiany kształtu i języka książki. Wciąż słyszała, że opowieść jest zbyt skomplikowana w swej fabule i nie przyjmie się wśród ośmiolatków. Dopiero w 1997 roku Christopher Little przekonał niewielkie wydawnictwo do druku powieści. Udało się to między innymi dlatego, że wydawca pokazał swojej córce pierwszy rozdział tomu o kamieniu filozoficznym, a ta natychmiast zażądała dalszej części opowiadania. Dzięki temu powieść w końcu została wydana. Nie doszłoby do tego bez determinacji i wytrwałości autorki w dążeniu do celu.

Ciężką pracą Rowling się bogaci

Tak spektakularnego sukcesu pierwszego tomu, nie spodziewał się nikt. Sama pisarka niejednokrotnie przyznawała, że zależało jej przede wszystkim na wydaniu powieści, nie na komercyjnym sukcesie. Jednak dzięki pieniądzom zarobionym na pierwszej części, mogła porzucić posadę nauczycielki i zająć się pracą nad drugą książką. Warto jednak zaznaczyć, że Rowling nie pisała kolejnej powieści pod wpływem chwili i sukcesu poprzedniej. Pisała, bo taki był jej cel, a wyznaczyła go wiele miesięcy wcześniej. Już wtedy wiedziała, że saga będzie miała siedem części i ani jednej więcej. Liczyło się dla niej przede wszystkim słowo dane samej sobie. Nawet później, gdy na koncie miała już wiele milionów, a presja wydawców i samych czytelników była ogromna, nie zmieniła zdania i nie napisała ósmej części przygód Harry’ego Pottera. Dlaczego? Bo nie pieniądze były jej celem. Osiągnęła to, o czym marzyła i była dumna z dzieła, które wyszło spod jej pióra. Wiedziała, kiedy zejść niepokonaną ze sceny.

Wcześniej przez długi czas autorka uważała, że będzie miała szczęście, jeśli ktokolwiek w ogóle będzie chciał książkę wydać. Nie sądziła także, że odniesie tak wielki sukces komercyjny. Na całym świecie sprzedano 450 milionów egzemplarzy, co najprawdopodobniej jest najlepszym wynikiem w historii. Dziś autorkę najbardziej cieszy to, że może na głos czytać swoje dzieła dzieciom. Wspomina czasem, że na pierwsze czytanie Harry’ego, przyszło cztery osoby. Była potwornie stremowana i zawstydzona, jednak później kontakt z czytelnikami stał się jedną z jej największych radości. Wyznawała także, że pisząc swoje książki nigdy nie myślała o oczekiwaniach czytelnika, a wyłącznie o tym, co chciałaby mu przekazać. Dzięki temu mogła dzielić się także dochodem ze sprzedaży trzech innych ‘magicznych książeczek’. Suma, jaką udało się zebrać, w całości została przekazana na rzecz walki ze stwardnieniem rozsianym, z chorobą, na którą umarła mama pisarki, gdy ta miała niespełna 26 lat. Wczesne odejście matki Jo zdecydowało także o kształcie powieści o Harrym, którego Rowling uczyniła bohaterem osieroconym.

Pisarskiej kariery ciąg dalszy

W okresie pisania kolejnych tomów, Rowling odpowiadała na pytania fanów przez stronę internetową, która funkcjonuje do dziś. Nie zlikwidowała jej wraz z wydaniem ostatniej części powieści, bo nie chciała odcinać się od ludzi, którzy przyczynili się do jej sukcesu. Mimo uwielbienia przez miliony osób na całym świecie, pozostała skromna, żartując, że w gruncie rzeczy nie ma wiele ciekawego do powiedzenia. Między 1997 a 2007 rokiem ukazało się siedem tomów powieści o Harrym Potterze. Autorka uważa, że jego historia jest już zamknięta i nie ma w planach jej kontynuacji. Jest świadoma, że mogłaby na tym zarobić kolejne miliony, jednak nie o pieniądze chodzi, a o radość pisania. Dlatego dwie ostatnie powieści to zdecydowanie książki dla dorosłych. Trafny wybór z 2012 roku i Wołanie kukułki z 2013 być może nie wprowadziły tak wielkiego zamieszania jak Harry Potter, ale mogą stanowić dowód, co dla Rowling jest naprawdę ważne. Wybrała pasję pisania. Chce być prawdziwa w tym, co robi – najpierw tworzyć, później myśleć o zysku. Przede wszystkim jednak podkreśla, że wielki sukces może narodzić się tylko z pasji.

Autor: Paula Szewczyk

foto: salon.com

Max Factor i jego imperium – historia człowieka, który zdobył Hollywood

Kiedy ścigany przez carską straż Max Factor wraz z rodziną ukrywał się w rosyjskim lesie, nie wiedział, czy zdoła przetrwać kolejną noc. Jak więc się stało, że znalazł się w Ameryce, gdzie stopniowo przekuwał swoje życie w zawodowy sukces?

Urodził się w 1877 roku, kiedy Łódź z niewielkiego miasta przemysłowego przekształcała się w przysłowiową ziemię obiecaną. Maksymilian Faktorowicz przyszedł na świat jako jedno z dziesięciorga dzieci fabrykanta. Matka zmarła, kiedy był małym chłopcem, a praca ojca nie pozwalała na utrzymanie tak licznej rodziny. Dlatego Maksymilian, by odciążyć nieco tatę, musiał samemu na siebie zarobić. I tak oto pierwsze płatne zajęcie znalazł mając…7 lat! Sprzedawał na targu owoce i orzechy. Od tego momentu nigdy już nie przestał pracować. Przez trudną sytuację w rodzinie nie miał możliwości kontynuowania nauki w żydowskiej szkole. Nie zdobył nawet podstawowego wykształcenia, ale swoim życiem udowodnił, że wszystko jest możliwe, a naukę można czerpać z tego, co wokół. Pomoc w aptece, roznoszenie leków, asystowanie przy dentystycznym fotelu czy praktyka u łódzkiego perukarza, to tylko nieliczne zajęcia, jakich podejmował się wciąż nieletni Max. Jednak dzięki tym pracom zdobył ogromne doświadczenie w wielu dziedzinach, które jak udowodnił nie poszło na marne.

Niewolnik własnego talentu

Dzięki umiejętności splatania peruk przygotowywał do spektakli aktorów w kraju i za granicą. Po czterech latach wędrowania osiadł w Moskwie, gdzie z kolei malował sławy z teatru Bolszoj. Tutaj też otworzył swój pierwszy sklep z kosmetykami. Cieszyło go, że w końcu może pracować na własny rachunek. Wieść o niezwykłym talencie Polaka docierała do coraz szerszych kręgów, by z czasem dojść i na carski dwór. Rodzina Romanowów zapragnęła mieć ‘magika makijażu’ u siebie. Było to dla niego niezwykłe wyróżnienie, jednak radość trwała bardzo krótko. Okazało się, że car nie prosił o usługi Faktorowicza, a żądał ich, robiąc z wizażysty niewolnika dworu. Pozbawiony w ten sposób prywatnego życia Max stał się niemal marionetką w królewskich rękach. Do sklepu, który był jedynym, co miał, mógł dojeżdżać tylko raz w tygodniu, zawsze pod eskortą. A w czasie cotygodniowych wizyt zakochał się w klientce, widując się z nią potajemnie, by z czasem zostać także ojcem jej dzieci. Zamknięty na dworze nie miał jednak szans na życie z rodziną. Dlatego ryzykując życie, postanowił uciec. Car wysłał za zbiegiem straż, która miała wykonać na nim wyrok. Jednak Faktorowicz miał wiele szczęścia. Mimo niebezpieczeństwa nocowania w lesie, pościgu i kilometrowych wędrówek, udało się Maksymilianowi i jego rodzinie dotrzeć cało do portu, gdzie w ostatnim momencie zdążyli na statek płynący prosto do Ameryki.

Co nie zabije – wzmocni

Pierwszy interes na nowym lądzie niestety nie należał do udanych. Faktorowicz wystawił na targach reklamowych swoje produkty. Pracował 6 dni w tygodniu tylko po to, by po kilku miesiącach pracy jego wspólnik uciekł z całym asortymentem i zarobionymi pieniędzmi. Max musiał znów zaczynać od nowa. Los jednak chciał, że w tym samym czasie zmarła jego żona, a kolejne małżeństwo okazało się porażką. Osobiste niepowodzenia przeplatały się więc z zawodowymi, ale Factor wiedział, że nie może się załamać. Utrzymywał się w tym czasie z zakładu fryzjerskiego, w prowadzeniu którego pomagali mu synowie. Wszystko to działo się w tym samym okresie, gdy w Ameryce zaczęto kręcić pierwsze filmy. Max czuł, że ta branża może być żyłą złota.

Przeprowadzka do Los Angeles była najprawdopodobniej najlepszą decyzją w życiu Maksymiliana. W 1908 roku otworzył tutaj kolejny zakład, który stał się początkiem jego wielkiej kariery. Nie znano wówczas innych technik makijażu, poza tymi stosowanymi w teatrze. Te nie nadawały się jednak do filmu. Zatem Max nie tracąc czasu pracował nad nowym produktami, które byłby nie tylko łatwe w nakładaniu, ale także pozytywnie wpływałyby na jakość obrazu. I tak przez lata pracy udało mu się stworzyć m.in. sztuczne rzęsy, pierwszą szminkę, makijaż wodoodporny czy gumową łysinę. Charakteryzował tak profesjonalnie, że każdy producent chciał czesać i malować swoje gwiazdy tylko u niego. I tak w sklepie Factora zaczęło działać pierwsze na świecie studio makijażu. Jednak nie fakt otwarcia centrum charakteryzacji przyniósł Maxowi sławę. Jego największym sukcesem było przekonanie kobiet w Ameryce, że kojarzony wyłącznie ze sceną make-up, może być w zasięgu każdej z nich.

Samouk perfekcjonista

Max Factor jako pierwszy przekonał kobiety do noszenia makijażu, farbowania i stylizacji włosów. Choć trzeba zaznaczyć, że był zwolennikiem delikatnego make-upu, pomagającego wydobyć z kobiety jak najwięcej naturalnego piękna. Kiedy na ekranie pojawiły się coraz to nowe gwiazdy, amerykanki chciały wyglądać tak jak one. A trzeba przyznać, że Faktorowicz malował największe osobistości kina lat 20’ i 30’: Rithę Hayworth, Gretę Garbo, Elizabeth Taylor czy Polę Negri. Jednak o sukcesie Maksymiliana nie decydowały tylko umiejętności, a raczej to, że był profesjonalistą. Wstawał jeszcze przed wschodem słońca, by malować bez przerwy do późnego wieczora. Czas, który zostawał, przeznaczał na pracę w laboratorium. Rzadko brał wolne, nigdy nie wyjeżdżał na urlop. Kiedy pracował nad kosmetykami, spał w zakładzie, by nie tracić czasu na dojazdy. Znosił kaprysy gwiazd, bo był pewien swojego fachu. Jednak i te nie pozostały mu dłużne. Dzięki ich zaangażowaniu się w reklamę kosmetyki Max Factora stały się najbardziej rozpoznawalnym produktem na rynku.

Kiedy starał się rozszerzyć swoje wpływy poza granicę kraju, niewielu wierzyło, że to się uda. Ameryka początku XX wieku zupełnie różniła się od Europy. Jednak wszyscy, którzy wątpili w dokonania Maxa, musieli zwrócić mu honor, jego marka opanowała także Stary Kontynent, zapewniając przedsiębiorcy z Łodzi niekwestionowaną pozycję na rynku aż do śmierci. Z czasem firma otworzyła także oddziały w Indiach, Meksyku czy Hongkongu. Bo to, co proponował Max Factor w moment stawało się pożądane. Ten niewielkiego wzrostu człowiek wyznaczał trendy całemu światu, mimo że nigdy nie było to jego celem. Zmarł w sierpniu 1938 roku w wieku 61 lat. Nazywany ‘czarodziejem makijażu’ dał światu coś więcej niż tylko make-up. Stworzył imperium, z odkryć którego do dziś czerpią największy firmy kosmetyczne świata. Nie wiadomo, jak wyglądałoby kino, gdyby nie innowacyjne pomysły Polaka.

W czasie Oskarowej gali w 1928 roku złożono Factorowi oficjalny hołd za niepodważalny wkład w sztukę filmu. Nagrody Akademii w kategorii make-upu pierwszy raz przyznano dopiero wiele lat po śmierci wizażysty, w 1981. Zatem wyróżnienie Maxa było w tamtym czasie czymś naprawdę znaczącym. Nic dziwnego, że uważał to wydarzenie za najszczęśliwszy moment swojego życia.

Tekst został stworzony na podstawie książki Freda Bastena “Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz” w tłumaczeniu Anny Gralak.

foto: blog.flauntme.com

Autor: Paula Szewczyk

Angela Merkel – Królowa Europy

Gerhard Schröder może się dziś wstydzić tego, jak wykpiwał Merkel, mówiąc, że nigdy nie zostanie kanclerzem. W Unii Europejskiej poza premierami Luksemburga i Malty, nikt nie rządził dłużej niż ona, a mało tego, po ośmiu latach bycia u władzy merkelmania wciąż trwa.

Arnold Schwarzenegger nazwał ją „najpotężniejszą kobietą na Ziemi”. Firma Mattel stworzyła nawet lalkę Barbie o wyglądzie Angeli Merkel, a magazyn „Forbes” uznał za najbardziej wpływową kobietę świata i zdaje się, że nie ma w tym żadnej przesady. Porównywana do Margaret Thatcher Merkel jako pierwsza kobieta w historii Niemiec znalazła się na tak wysokim stanowisku. Mówi się, że to, co określa sumę jej działań, to kryzys. Jej decyzje są brzemienne w skutkach nie tylko dla Niemiec, ale i całej Europy. Nigdy wcześniej kanclerz Niemiec nie odgrywał tak istotnej roli w polityce światowej. Mimo sukcesów, wciąż spotyka się z wykorzystywaniem w jej ocenie wszelkich stereotypów. Nazywanie jej Hitlerem w spódnicy, rysunki z wąsikami czy w mundurze SS, to już pewien standard. Pytana przez dziennikarzy, jak znosi te karykatury, odpowiada, że cieszy ją możliwość swobodnego wyrażania opinii. W 2005 roku nie dała się sprowokować także na wizji, kiedy jej polityczny rywal był względem niej agresywny i arogancki. Była wówczas powściągliwa. Być może to urzekło jej wyborców, którzy potrzebowali w polityce nieco spokoju. A Merkel do dziś mówi, że „milczenie to coś pięknego”.

Mała Angela i mur

Ważyć słowa nauczyła się już jako mała dziewczynka. Chociaż urodziła się w Hamburgu, dzieciństwo spędziła w niewielkim mieście Templinie na wschodzie kraju. Rodzice przenieśli się tu w 1957 roku, trzy lata po narodzinach córki. Jej dziadek pochodził z Poznania i gdyby nie zmienił rodowego nazwiska, pani kanclerz urodziłaby się jako Angela Kazimierczak. Nie chodziła do żłobka ani do przedszkola i panicznie bała się koni. W siedmioletniej wówczas dziewczynce strach wzbudziło także powstanie berlińskiego muru, który oddzielił ją od reszty rodziny mieszkającej w Zachodnich Niemczech. Rodzina Merkel wykazywała się wówczas dużą świadomością polityczną. Rodzice wiedzieli, jak władze NRD ograniczały wolność jednostek, dlatego „uczyli dzieci otwartości na otaczającą rzeczywistość” – wyznał w jednym z nielicznych wywiadów ojciec Angeli.

Sama Merkel podkreśla: „nigdy nie uważałam NRD za moją ojczyznę”. Nie chciała tkwić w politycznym reżimie. Uczyła się bardzo dobrze, szczególnie rosyjskiego, za co w nagrodę pojechała na wycieczkę do Moskwy. Nie wiedziała wtedy, że przez 35 lat nie będzie mogła wyjechać poza granice rosyjskich wpływów. W dorastaniu towarzyszyło jej poczucie bezsilności. Wobec władz z reguły stosowała taktykę milczenia, choć przeszła także okres buntu, za co groziło jej odebranie możliwości studiowania. Na szczęście pozwolono jej dalej się uczyć, wybrała fizykę na uniwersytecie w Lipsku. Po ukończeniu studiów pracowała w Berlinie, będąc jedyną kobietą zatrudnioną w Instytucie Chemii. Już wtedy czuła, że ówczesny system runie, dlatego na własną rękę zaczęła uczyć się angielskiego. Od wczesnych lat pociągała ją Ameryka, wierzyła w istnienie amerykańskiego snu. Była pewna, że jeśli włoży się w coś dużo wysiłku, można go przekuć w sukces. A niemożność opuszczania kraju, poznawania świata i ludzi spowodowały, że wolność stała się dla niej sprawą największej wagi. Interpretowała ją jako pragnienie rozwoju i odkrywania nowych przestrzeni. Zatem wszystko to, czego brakowało jej w NRD.

Merkel kompleks niższości

Mieszkanie we wschodniej części miasta wciąż powodowało w Merkel poczucie niższości. W prasie do dziś pojawiają się nagłówki przypominające, że pani kanclerz jest „dziewczyną z NRD”. Jednak kiedy upadł mur berliński, śmiało weszła w świat polityki. Była to szansa, by w procesie jednoczenia kraju został usłyszany głos zza wschodniej granicy. Bo kto lepiej mógł wiedzieć, czego potrzebują ludzie po wielu latach odcięcia, jak nie właśnie „kobieta ze Wschodu”? Najpierw Angela Merkel została rzeczniczką prasową partii Demokratycznego Przełomu, potem zastępcą rzecznika ówczesnego kanclerza, by w 1991 roku, dzięki determinacji i zaangażowaniu, zostać mianowana ministrem do spraw kobiet i młodzieży. Przez cały ten czas najpierw oceniano jej wygląd i sposób ubierania, dopiero później to, jak działa. Mimo wielu przykrych komentarzy nie złamała się, udowodniła, że płeć nie ma w polityce żadnego znaczenia, a liczą się tylko fakty. Choć wyznała niedawno, że wielokrotnie myślała, by odejść z polityki. Mówiła, że marzyło się jej czasem zostać w domu i po prostu ugotować obiad. Nie mogła jednak wycofać się nie realizując celów, jakie przed sobą postawiła.

Dzięki ogromnemu zaangażowaniu w sprawy kraju została przewodniczącą CDU – Unii Chrześcijańsko Demokratycznej. Jej przywództwo przyczyniło się do spopularyzowania partii. Sposób rządzenia Merkel już wtedy wyróżniał się spośród konkurencji. Może dlatego, że w polityce szukała raczej porozumień niż sporów. Być może taka była tajemnica jej sukcesu i nominacji na stanowisko kanclerza Niemiec. W 2005 roku w budynku Reichstagu jako pierwsza kobieta kanclerz w historii złożyła przysięgę na wierność narodowi. Swoje pierwsze exposé zaczęła od słów „odważmy się na więcej wolności”. Sześć lat później uzyskała z rąk Baracka Obamy najwyższe odznaczenie cywilne w Ameryce – Medal Wolności.

Żelazna kanclerz na stadionie

Jako kanclerz często się przepracowuje, niewiele śpi, a jakikolwiek czas dla siebie i męża zdarza się jej mieć jedynie w soboty. Mówi, że sukces jest spełnionym obowiązkiem. A poza obowiązkami związanymi z polityką zagraniczną, która jest jednocześnie jej najmocniejszą dziedziną, pracuje nieustannie nad sobą. Wie, że swoją pozycję musi wypracowywać wciąż na nowo, udowadniać, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku. A Merkel nie od zawsze była „żelazną”, pewną siebie osobą, wiele cech musiała w sobie latami wypracowywać. Poza tym imponuje tym, że nie boi się mówić o drugiej wojnie i eksterminacji. Izrael darzy dużą sympatią, czując odpowiedzialność za jego los. Pierwszy doktorat honoris causa przyznał jej właśnie Uniwersytet Hebrajski. Jej praca to także wielkie ryzyko. Zdarzyło się, że z Grecji dostała przesyłkę z bombą w środku, którą na szczęście w odpowiednim czasie przechwycili ludzie z ochrony.

Prywatnie uwielbia operę i piłkę nożną. Od dawna kibicuje Lokomotive Lipsk. Nie lubi pozerstwa, szanuje swoją i cudzą prywatność. Ludzie odbierają ją jako stąpającą twardo po ziemi i normalną. Choć często pytają także o jej tajemnice. Zastanawiają się, jaka jest naprawdę. Stefan Kornelius, jeden z jej biografów odpowiada, że Angela Merkel „jest właśnie taka, jaką ją widzimy, nie ukrywa niczego pod publicznym wizerunkiem.” Chętnie zawiera porozumienia, nie lubi dramatycznych konfliktów, woli załatwiać rzeczy w eleganckim stylu. Interesują ją przede wszystkim fakty i rzeczowe dyskusje. Poza tym szanuje sobie porządek, analityczne myślenie i dokładne planowanie. To jednak za mało, by zrozumieć jej drogę do sukcesu. Jego początek ma swoje korzenie w miejscu, którego już nie ma – dawnym NRD.

Zainteresowanym polecam książkę Stefana Korneliusa “Pani kanclerz”, w tłumaczeniu Eweliny Twardoch.

 Autor: Paula Szewczyk

Gigantyczna Biedronka – historia sieci spożywczego lidera

Czwarta na liście największych firm w Polsce, ma przeszło 2400 sklepów, 29 miliardów złotych przychodu i wzrost obrotów o ponad 30%, a mimo to „codziennie niskie ceny”. Jak to się dzieje, że Biedronka wciąż się bogaci i kto jeszcze nie wie, że jest własnością Portugalczyków? Continue reading “Gigantyczna Biedronka – historia sieci spożywczego lidera”

Podstawy inwestowania, czyli aktywa i pasywa w telegraficznym skrócie

Autor książki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” bez litości krytykuje nasze podejście do pieniędzy. Za nasze problemy finansowe obarcza wyłącznie nas samych. Czy jednak za tą krytyką idą jakieś konkretne rozwiązania? Jak najbardziej.

Najważniejsze jest zrozumienie 2 pojęć: aktywa i pasywa.

Pasywa

Aktywa

Samochód Własne biznesy
Dom / mieszkanie Obligacje
Kredyt hipoteczny Nieruchomości
Kredyt konsumencki Akcje
Karta kredytowa Weksle

Pasywa konsumują nasze pieniądze. Aktywa je tworzą .Podstawowa zasada brzmi:

– Zanim zdecydujesz się na pasywa jak samochód czy mieszkanie, zadbaj najpierw o wystarczającą ilość aktywów (nawet, jeśli miałoby Ci to zabrać wiele lat). Od kredytów najlepiej w ogóle trzymaj się z daleka.

aktywa i pasywa

Łatwo powiedzieć prawda? Już słyszę głosy oburzonych, że bez kredytu nie ma mieszkania, a bez mieszkania nie ma przyszłość.

Nie będę przekonywał tych, którzy mają zabetonowane przekonania na ten temat. Tekst kieruję do osób rozważających podążanie różnymi drogami.

Pytanie: czy byłbyś/byłabyś w stanie po studiach przez kilka lat mieszkać skromnie, w małym wynajmowanym pokoju (zamiast brać kredyt, który będziesz spłacał do końca życia), aby zaoszczędzone w ten sposób pieniądze inwestować (ale NIE odkładać do skarpety ani na zwykłą lokatę), po to, aby za dłuższy czas móc sobie takie mieszkanie kupić za własne środki?

(Przy okazji – statystyki Eurostatu odnośnie mieszkalnictwa w Europie pokazują ciekawą rzecz. Tylko około 40% Szwajcarów jest właścicielem mieszkania, natomiast Polaków aż 80% )

Jeżeli tak, to Robert Kiyosaki poklepał by Cię z uznaniem po plecach i powiedział:

– Inwestuj w aktywa, unikaj pasywów. Pieniądze, zarobione przez aktywa inwestuj w kolejne aktywa, aż do czasu, gdy dwój bierny dochód (czyli pieniądze, które będziesz zarabiał nic nie robiąc) będzie większy, niż pieniądze, jakie jesteś w stanie wydać na swoje potrzeby.

To długi i niełatwy proces. W końcowym efekcie to jednak Ty wygrywasz. Nie musisz więcej pracować dla pieniędzy. Pieniądze pracują dla Ciebie.

No dobra, chcę spróbować. Ale od czego zacząć?

1.  Rozpocznij przygodę z własnym biznesem.

Istnieje wiele możliwości stworzenia własnej firmy (zwłaszcza w Internecie) bez posiadania pieniędzy na jej sfinansowanie. Nawet, jeśli za pierwszym razem Ci się nie uda, zyskasz bezcenne doświadczenie, które w końcu zaowocuje sukcesem. A skoro można próbować bez ryzykowania pieniędzy, to nic nie tracisz.

Już niedługo rozpoczynam na portalu nowy cykl artykułów – „Biznes w Internecie – jak za darmo rozkręcić własną firmę.”

Sprawdź także prowadzone przeze mnie seminaria online „Jak stworzyć i rozwinąć firmę w Internecie” .

2.  Poczytaj o inwestowaniu.

Znajdziesz mnóstwo dobrej literatury na temat inwestowania. Czytaj dużo i traktuj wszystko krytycznie. Poznaj różne opinie i gdy poczujesz się wystarczająco kompetentny, zainwestuj swoje pierwsze pieniądze.

3.  Porozmawiaj z doświadczoną osobą

Jeśli nie masz nikogo takiego w swoim najbliższym otoczeniu, szukaj dalej. Przeszperaj Internet, napisz prośbę do kilku ekspertów, wybierz się na kilka konferencji / wydarzeń biznesowych (wiele z nich jest darmowych) i rozmawiaj z ludźmi. Wbrew pozorom bardzo chętnie dzielą się swoją wiedzą, zwłaszcza z kimś, kto wykazuje entuzjazm wobec ich umiejętności.

Bycie bogatym zacznij od dzisiaj.

Autor: Michał Szymański

foto: newsnorth.com, yespassiveincome.com

 

Płatny staż w siedzibie NATO w Brukseli

1

 

 

Termin aplikowania: 14 kwietnia 2014

Dla kogo: dla studentów i młodych absolwentów (wiek powyżej 21 lat)

Przedmiot: Płatny staż w siedzibie NATO w Brukseli 800 euro /mc + zwrot kosztów podróży

Czas trwania: 6 miesięcy w dwóch możliwych terminach rozpoczęcia stażu w marcu lub wrześniu następnego roku.

Język: angielski lub francuski

 

[betteroffer]Aby móc aplikować i mieć dostęp do całości oferty, kliknij w obrazek poniżej i dołącz do klubu BiznesFlow[/betteroffer][betterpay amount=”” button=”http://biznesflow.pl/wp-content/uploads/2013/10/bf-club.png” description=”” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=”0″ redirect_button=”http://biznesflow.pl/czlonkostwo-biznesflow/”]

Nazwa: NATO Internship Programme

Od 2004 roku NATO organizuje staże dla studentów i młodych absolwentów studiów wyższych. Zajęcia w ramach stażu odbywają się zarówno w siedzibie głównej NATO w Brukseli, jak również w innych strukturach organizacyjnych Paktu.

Formularz aplikacyjny oraz więcej informacji o stażu TUTAJ

___________________________

Wymagania wobec kandydatów:

  • obywatelstwo jednego z krajów członkowskich NATO;
  • wiek powyżej 21 lat;
  • status studenta lub młodego absolwenta studiów wyższych;
  • w przypadku studentów konieczne jest ukończenia minimum drugiego roku studiów;
  • w przypadku absolwentów – kandydować mogą osoby do roku po uzyskaniu dyplomu;
  • bardzo dobra znajomość przynajmniej jednego z oficjalnych języków NATO (francuskiego lub angielskiego).

Odbycie stażu uzależnione jest od wydania przez krajowe władze bezpieczeństwa certyfikatu dostępu do informacji niejawnych.

Oferta stażowa:

  • stażyści otrzymują wynagrodzenie w wysokości 800 euro miesięcznie (wynagrodzenie podlega opodatkowaniu);
  • stażyści mogą otrzymywać uposażenie (np. stypendium) z innych źródeł;
  • organizatorzy zwracają koszty podróży w wysokości do 1 200 euro.

 

foto: thenewsdoctors.com
źródło: www.skrzydlatestudia.pl

[/betterpay]


10 miesięczny wyjazd EVS do Liechtensteinu

1

[betterpay amount=”” button=”http://biznesflow.pl/wp-content/uploads/2014/03/app.png” description=”” validity=”0″ validity_unit=”d” ids=”” redirect_button=”http://biznesflow.pl/czlonkostwo-biznesflow/”]

Jak aplikować:

List motywacyjny, CV (najlepiej wypełnione po niemiecku) oraz zdjęcie należy wysłać pod adres : annelies.buerzle@haus-gutenberg.li

Przed rozpoczęciem projektu należy znaleźć organizacje wysyłającą z Polski – BAZA ORGANIZACJI (wszystkie organizacje z akredytacją “Sending organisation” są odpowiednie).

Organizator: ahaTipps Infos für junge Leute

[/betterpay]

`
Miejsce wyjazdu: Balzers, Liechtenstein
Termin aplikowania: 07/04/2014
Rozpoczęcie projektu: 01/08/2014
Zakończenie projektu: 31/05/2015

Rodzaj projektu: Wolontariat europejski ( EVS )

Profil aplikującego:

– Wiek: pomiędzy 18-30 lat
– Podstawowa znajomość niemieckiego i angielskiego
– Podstawowa znajomość obsługi komputera
– Szacunek wobec praktyk religijnych
– Ambitny, zmotywowany, przyjacielski, pomocny
– Chętny do rozwijania swoich pomysłów w trakcie pobytu

Zadania wolontariusza:

– Pomoc codziennych zadaniach organizacji
– Organizacja seminariów i spotkań
– Pomoc podczas wydarzeń w kuchni i obsłudze

Czym jest wyjazd EVS (European Voluntary Service) oraz co ma zapewnione i finansowane wolontariusz można przeczytać TUTAJ

Przed podjęciem decyzji o wyjazd na EVS należy koniecznie zapoznać się z niniejszym instruktażem ”Jak zostać wolontariuszem”

Pytania i wątpliwości:
W razie potrzeby pytanie zostawić można w komentarzach.

foto: bubblews.com


10 miesięczny wyjazd EVS do Holandii

Organizator: Mission House
Miejsce wyjazdu: De Glind/Amersfoort, Holandia
Termin aplikowania: 31/03/2014
Rozpoczęcie projektu: 01/09/2014
Zakończenie projektu: 30/06/2015

Rodzaj projektu: Wolontariat europejski ( EVS )

Profil aplikującego:

-Wiek: pomiędzy 18-30 lat

Wolontariusz będzie mieszkał i pracował w Jeugddorp De Glind, wiejskiej społeczności gdzie działa kilka organizacji wspierających lokalne dzieci. De Glind jest małą, nieco wyizolowaną miejscowością na wsi. Posiada około 650 mieszkańców, w tym wiele dzieci i młodzieży. W De Glind znajduje się centrum kultury z kawiarnią oraz sportową i eventową infrastrukturą, a także przestrzenią do działań młodzieżowych. Wolontariusz będzie mieszkał wraz z 4 innymi wolontariuszami. Będą mieli do dyspozycji własną łazienkę, toaletę oraz pokój dzienny, kuchnię. Do ich dyspozycji będą także rowery.

Zadania wolontariusza:

-Pomoc w działaniach lokalnego Centrum Kultury
-Praca z rodzinami i dziećmi wymagającymi wsparcia

Jak aplikować:

Należy napisać pod następujący adres i poprosić o dalsze informacje odnośnie procedury aplikowania (jako temat proszę podać “EVS project in Jeugddorp De Glind): care4families@gmail.com

Przed rozpoczęciem projektu należy znaleźć organizacje wysyłającą z Polski – BAZA ORGANIZACJI (wszystkie organizacje z akredytacją “Sending organisation” są odpowiednie).

Czym jest wyjazd EVS (European Voluntary Service) oraz co ma zapewnione i finansowane wolontariusz można przeczytać TUTAJ

Przed podjęciem decyzji o wyjazd na EVS należy koniecznie zapoznać się z niniejszym instruktażem ”Jak zostać wolontariuszem”

Pytania i wątpliwości:
W razie potrzeby pytanie zostawić można w komentarzach.

foto: kroonappels.nl


Dlaczego bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi?

Wierzysz, że przyjdzie taki czas, gdy wszyscy będziemy bogaci? Zazdroszczę optymizmu. W naszym społeczeństwie dysproporcje rosną powoli, ale nieubłaganie. Krótko mówiąc, moim zdaniem, bogaci będą się bogacili, a biedni biednieli. Chyba, że odważą się przełamać narzucony schemat: praca na etat -> kredyt na mieszkanie -> wakacje w Egipice -> byle do emerytury.

Co jest rozwiązaniem moim zdaniem? Przedsiębiorczość, która tkwi w każdym z nas.

Tekst ten jest 2 częścią rozpoczętego cyklu na temat przedsiębiorczości i prowadzenia własnego biznesu. Rzuć okiem na poprzednią, jeśli masz ochotę.

Postaram się odpowiedzieć na pytanie: dlaczego bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi? no i co mogę zrobić, żeby należeć do tej pierwszej grupy? . Z pomocą przyjdzie mi Robert Kiyosaki, autor wyjątkowej ksiązki “Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Usiądź wygodnie i posłuchaj fragmentu jego fascynującej opowieści.

Robert Kiyosaki
– Miałem dwóch ojców: biednego i bogatego. Jeden był bardzo dobrze wykształcony i inteligentny; posiadał doktorat, a czteroletnie studia ukończył w czasie krótszym niż dwa lata. Następnie kontynuował dalsze studia na Stanford University, University of Chicago i Northwestern University, korzystając za każdym razem z pełnego stypendium. Drugi ojciec nigdy nie ukończył ósmej klasy.

bogaty
jesteś przedsiębiorczy?

Obaj mężczyźni odnieśli sukces w trakcie swojej kariery, ciężko pracując przez całe życie. Obaj mieli świetne dochody, ale pierwszy z nich miał kłopoty finansowe przez całe swoje życie. Ten drugi stał się jednym z najbogatszych ludzi na Hawajach. Jeden umarł, pozostawiając rodzinie dziesiątki milionów dolarów, dary dobroczynne i kościół; drugi – długi do spłacenia. Obaj mężczyźni byli silni, posiadali charyzmę i mieli wpływ na innych.
Obaj dawali mi rady, ale nie doradzali tych samych rzeczy. Obaj mocno wierzyli w edukację, ale nie zalecali zgłębiania tej samej dziedziny wiedzy.

Problemem w tamtym czasie było to, że bogaty ojciec nie był jeszcze bogaty, a biedny nie był jeszcze biedny. Obaj dopiero rozpoczynali swoje kariery i obaj borykali się z problemami finansowymi i rodzinami. Mieli jednak bardzo różny punkt widzenia, jeżeli chodzi o pieniądze. Jeden z ojców zwykł mawiać: „Miłość do pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła”. Drugi zaś: „Brak pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła”.
_______________

No dobra, piękny fragment, ciekawy i w ogóle, ale co z odpowiedzią na zadane w początkowym akapicie pytanie? Otóż odpowiedź jest na tyle złożona, że rozpisywał się na jej temat będę jeszcze przez kilka artykułów. Kolejny już jutro. Dzięki za cierpliwość!

Autor: Michał Szymański

foto: dkgm.blogspot.com, bripblap.com