Euroscola – czyli co może dać Ci UE? Relacja z wydarzenia w Strasburgu

Parlament Europejski w Strasburgu. Akredytacja prasowa. Sala obrad. Kilkaset młodych osób z 20 państw Unii Europejskiej debatuje nad istotnymi kwestiami. Dzięki projektowi Euroscola udało mi się uczestniczyć w tym wydarzeniu w grudniu 2013, a co równie ważne – cały koszt wyjazdu pokryła UE.

Jak się tam znalazłam?

Konkurs Euroscola organizowany jest co roku przez Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego w Polsce. W 2013 wzięło w nim udział ponad 300 szkół z całego kraju, ale zwyciężyli nieliczni, a wśród nich – I LO im. W. Broniewskiego w Świdniku. Zwycięzcy mogli zabrać ze sobą dziennikarza lokalnej gazety, którego zadaniem miało być opisanie obrad w PE. Jestem absolwentką tego liceum i pracuję w lokalnej gazecie, więc zostałam zaproszona przez dyrekcję szkoły na ten wyjazd. Nie ukrywam, że było to dla mnie wielkim i pozytywnym zaskoczeniem i z radością się zgodziłam. Bo czy istniałaby inna szansa, żebym bezpłatnie odwiedziła Strasburg i tamtejszą siedzibę Parlamentu? Szczerze w to wątpię.

I speak English but…

Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele czy dziennikarze musieli posługiwać się jednym z trzech języków: angielskim, niemieckim, francuskim. W praktyce różnie to wychodziło, bo z Czechami czy Słowakami mogliśmy rozmawiać po polsku, zaś z Francuzami nie dało się prawie w ogóle porozumieć po angielsku. Tłumacze też obsługiwali tylko te trzy języki. Warto także wspomnieć, że byłam tam jedną z dwóch dziennikarek (Czechy), co pokazuje, że dla zachodnich państw, założycieli UE, takie wyjazdy nie są niczym szczególnym. Natomiast dla nas i naszych sąsiadów ciągle jest to coś niespotykanego i traktujemy to jako swoistą nobilitację

Siedząc na sali plenarnej i mając założone słuchawki z tłumaczem czułam, że uczestniczę w prawdziwych obradach. Młodzież zadawała trudne pytania, na które często przedstawiciele PE nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć. Wcześniej uczniowie współpracowali w różnych tematycznie grupach, zajmując się kwestiami środowiska naturalnego, wolności informacji i kultury obywatelskiej, przyszłością Europy, wyborami do PE oraz migracji i integracji. Dla nas wszystkich była to lekcja szacunku, tolerancji, przełamywania stereotypów.

Francja – Czechy

Dzięki temu, że UE pokryła koszy wyjazdu dla wszystkich uczniów, nauczycieli i dla mnie (w sumie 28 osób), udało się zwiedzić też inne miasta. W Paryżu podziwialiśmy Wersal i Luwr, zobaczyliśmy Katedrę Notre Dame, Pałac Inwalidów, Łuk Triumfalny i wjechaliśmy na Wieżę Eiffela. Strasburg zwiedziliśmy późnym wieczorem, gdzie dech w piersiach zapierała skąpana we mgle Katedra Najświętszej Marii Panny. A na zakończenie odwiedziliśmy cudowną Pragę ze słynnym Mostem Karola. Mogę śmiało powiedzieć, że była to jedna z najpiękniejszych podróży w moim życiu i chcę ponownie wrócić do tych miejsc.

Zachęcam Was do regularnego odwiedzania stron i profili na Facebooku Parlamentu Europejskiego i Euroscoli, gdzie zamieszczane są informacje o organizowanych przez nich konkursach, wyjazdach i stażach. A do 31 grudnia br. możecie aplikować na European Youth Event, który odbędzie się w maju 2014 w Strasburgu (http://www.europarl.europa.eu/eye2014/en/news/news.html).

Autor: Magdalena Gładysz

foto: europarl.be

Moneyhack – jak wydawać mniej i oszczędzać więcej

Mówi się, żeby nie odkładać marzeń, a odkładać na marzenia. Jak to zrobić, kiedy pieniądze po prostu wyparowują z portfela?  Okazuje się, że zasobność naszego konta bankowego w dużej mierze zależy od naszej świadomości i sposobu myślenia. Na sklepowych półkach toczy się niewidzialna batalia pomiędzy konsumentami, a specjalistami ds. marketingu. Wystarczy stosować się do kilku punktów, aby z tej bitwy wyjść zwycięsko.

1.       Płać najpierw sobie
Złotą zasadą tworzenia tzw. bufora finansowego, przez nasze babki nazywanym „odkładaniem na czarną godzinę”, jest płacenie samemu sobie. Cała operacja jest bezbolesna i polega na tym, iż w przypadku każdorazowego przypływu gotówki – obojętnie czy to kieszonkowe, wypłata czy prezent urodzinowy – odkładać optymalnie 10% kwoty, najlepiej na osobne konto bankowe. Pieniądze te powinny stanowić zabezpieczenie w przypadku utraty źródeł zarobku lub innych nagłych potrzeb. Jeśli zarabiasz 1200 zł to po roku odłożysz 1440 zł + odsetki.
2.       Sprawdzaj ceny inaczej
Nie chodzi o to, byś kupował to, co najtańsze, ale to co najbardziej korzystne. Hipermarkety na wywieszce z ceną podają oprócz ceny za produkt również jej przeliczenie na litr lub kilogram. Porównuj właśnie te ceny, które są zapisane małym druczkiem. Jest to szczególnie pomocne przy mylących wielkościach opakowań oraz przy decyzjach czy lepiej kupić większe czy mniejsze opakowanie – nie zawsze większe znaczy tańsze.
3.       Bądź lojalnym klientem

Masz swój ulubiony sklep, w którym zawsze kupujesz ubrania? A może swojego fryzjera nie zamieniłabyś na żadnego innego? Jeśli jesteś lojalnym klientem wymagaj też tego od usługodawcy. Poproś o kupon zniżkowy lub kartę stałego Klienta. Przejrzyj domowy budżet i zobacz na co wydajesz najwięcej pieniędzy. Jeśli są to np. książki znajdź sklep, gdzie kupisz je najtaniej– nie odmawiaj sobie przyjemności, spraw tylko, żeby była tańsza.

4.       Zadaj sobie krytyczne pytanie
Stoisz przed półką z kolejną czarną sukienką/ nowa wersją gry na PS/ wypasionym tabletem, a zaoszczędzone pieniądze idealnie pokrywają się z kwotą na zakup nowego gadżetu. Zadaj sobie pytanie krytyczne: „Jak do tej pory udało mi się bez tego funkcjonować”? Być może faktycznie ta rzecz jest Ci potrzebna. Jeśli nie – pamiętaj, że przy zakupie jednej rzeczy tracisz możliwość kupienia innej.
5.       Odkryj prawdziwą cenę
W filmie „In time” (pol. Wyścig z czasem) nie istnieją pieniądze, ich funkcję pełni czas. Ludzie zarabiają czas i płacą nim za kupowane dobra. Właściwie niewiele różni się to od rzeczywistości. Spędzamy konkretną ilość godzin pracy, za którą dostajemy różne wynagrodzenie, dlatego cena danego dobra nie dla wszystkich jest taka sama. Jeśli pracujesz 8 godzin dziennie i zarabiasz 2 500 zł i chcesz kupić laptop za 1600 to kosztuje Cię on 108 godzin (14 dni) Twojej pracy, jeśli zarabiasz 1 800 to musisz pracować ponad 149 godzin (19 dni) by go mieć. Przelicz ile otrzymujesz za godzinę Twojej pracy i przy zakupach stosuj tą miarę jako cenę produktu.
6.       Zrób porządki
Nie chodzi tu oczywiście o zwykłe sprzątanie, a o wyprzedanie niepotrzebnych, nieużywanych lub nieprzydatnych rzeczy. Jeśli nie znajdzie się osoba chętna na kupno którejś z nich to pamiętaj, że możesz przekazać je na cele charytatywne. Twój współlokator będzie zadowolony, a Ty zdobędziesz więcej miejsca i pieniędzy.

Autor: Anna Gembalczyk

Foto: zwdia.biz

Jesteś swoją najlepszą inwestycją

W dobie konsumpcjonizmu pieniądze i bogactwo stały się synonimem willi z basenem wraz z stojącym przed nią czarnym Rolls Royce’m, zaparkowanym pod idealnym kątem. Dlaczego więc Kamil Cebulski, „najmłodszy polski milioner”, który skończył pracować mając 25 lat, kojarzony jest z jedną żółtą koszulą, w której udziela wszystkich wywiadów? Z jakiego powodu najbogatsza kobieta świata – Gina Rinehart – ani urodą, ani stylem życia nie przypomina Jennifer Lopez? Pośrednio odpowiedzią na te pytania są historie osób, które zostały milionerami dzięki loteriom. Callie Rogers (wygrana 1,9 mln £) wygraną roztrwoniła na implanty, zakupy i kokainę – dziś pracuje jako pielęgniarka.  Billy Bob Harrell (wygrana 31 mln $) kupił 6 domów, ranczo i mnóstwo samochodów – po wydaniu wszystkich pieniędzy rozwiódł się z żoną i popełnił samobójstwo. Te historie pokazują, że nie wystarczy być milionerem. Trzeba myśleć jak milioner.  Z drugiej strony czy nie po to zarabiamy, by móc wydać? Jak zatem wydawać, aby dalej mieć?

Inwestuj w siebie

Pomyśl, że zaoszczędziłeś 10 tysięcy złotych. Chętnie rozkręciłbyś jakiś biznes, ale nie ma na niego pomysłu; może zainwestowałbyś w czyjś projekt, ale boisz się jego porażki; albo kupiłbyś nowe auto czy wyjechał na luksusowe wakacje, choć trochę Ci szkoda. Jeśli nie masz pomysłu jak wydać pieniądze, to na pewno wydasz je źle. Jedyną dobrą radą jest inwestowanie w to, czego nikt nie może Ci zabrać. Rachunki za ogromny dom pożrą Twoje oszczędności, tak samo jak koszty paliwa i części do drogiego samochodu. Inwestuj w siebie. Kto zabierze Ci dyplom renomowanej uczelni, znajomość obcych języków czy umiejętności nabyte na kursach? Najgorszą wizją naszych czasów stało się widmo utraty pracy. A co gdyby to firma bałaby się stracić Ciebie? Specjalizuj się i bądź najlepszy. Chcesz zostać księgową? Bądź na bieżącą z ustawodawstwem i nowinkami w świecie finansów. Szukaj kursów i szkoleń – nie wszystkie z nich są płatne. A co się stanie, gdy połączysz ten zawód np. ze znajomością języka norweskiego? Twoja konkurencja na rynku pracy zaczyna topnieć. Marzysz o tym by zostać trenerem personalnym? Zrób kurs w tym kierunku, zdobędziesz tam nie tylko wiedzę, ale poznasz ludzi, którzy już pracują w tym zawodzie lub mają podobne aspiracje. Poznaj ich i pomyśl o tym, jak być o krok przed nimi.

Jak to zrobić?

Inwestowanie Unii Europejskiej w edukację Polaków sięga kilku miliardów Euro. Skoro Ty z niego nie skorzystałeś, to znaczy że zrobił to ktoś inny i to on jest o krok przed Tobą. Na lata 2014-2020 przygotowano nowy program dofinansowań. Warto śledzić te informacje na stronie: www.biznesflow.pl. W ofercie znajdą się kursy, szkolenia, studia oraz wyjazdy zagraniczne.

Wyrób sobie markę

Inwestowanie w siebie nie opiera się jedynie na faktycznie wiedzy i umiejętnościach, ale też na poinformowaniu innych, że je posiadamy. Spaw, żeby ludzie Cię poznali, czy poprzez bezpośrednie spotkania z specjalistami z branży (sprawdź ofertę targów i konferencji, na których spotkasz ludzi w interesującym Cię zawodzie), czy przez Internet. Buduj swój wizerunek nie tylko przez profile na profesjonalnych portalach czy w mediach społecznościowych. Nie chodzi tylko o to byś tam był, ale też o to, żebyś wypracował sobie renomę specjalisty w dziedzinie. Dlatego wypowiadaj się na forach, blagach czy stronach tematycznych podpisując się imieniem i nazwiskiem. Pozwól ludziom się poznać, a wszystko, co robisz zaprocentuje. Najlepszą drogą do sukcesu jest działanie niekonwencjonalne. Może sam zorganizujesz szkolenie lub webinar, żeby podzielić się swoją wiedzą? Nie bój się wychodzić poza schematy: sięgaj wyżej, osiągnij więcej.

foto: blog.smartypig.com

Autor: Anna Gembalczyk

 

Zarządzanie czasem – jak go nie marnować?

Codziennie rozpoczyna się pierwszy dzień z reszty Twojego życia. Choć w pierwszej chwili brzmi to jak ostrzeżenie bandyty planującego zaczajenie się na nas w ciemnej alejce, po głębszym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że to święta prawda. Pozostaje tylko pytanie, co zrobić z tą wiedzą? Po pierwsze (i najważniejsze): nie marnować żadnego dnia. Upływ czasu jest nieubłagany i ani się obejrzysz, jak siedząc w bujanym fotelu i dziergając na drutach szaliki dla wnuków będziesz wspominać stare dzieje. Dzięki temu artykułowi dowiesz się, jak świadomie planować swój czas i optymalnie go wykorzystywać. Ale nie marnujmy czasu – do dzieła!

 Przeprowadź mały remanent

Największy paradoks czasu brzmi: „Tylko niektórzy mają dostatecznie dużo czasu, a jednak każdy ma go tyle, ile go jest”. Powiedzmy sobie szczerze, czy nie marzysz o tym, by doba wydłużyła się o kilka godzin? Przecież te dwadzieścia cztery, które mamy do dyspozycji, to jakaś kpina. A ile z nich wykorzystujesz naprawdę efektywnie? Aby nauczyć się umiejętnie gospodarować czasem, przede wszystkim musisz odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań, zrobić tzw. „remanent czasu”. Zastanów się, na co przeznaczasz go najwięcej (nauka, praca, wyjścia z przyjaciółmi) i jakie czynniki zazwyczaj zakłócają wcześniej ustalony harmonogram dnia (telefony, niezapowiedziani goście). Jeśli dodatkowo spiszesz wyniki swoich refleksji na kartkę, będziesz miał czarno na białym (dosłownie!), co należałoby zmienić, aby marnować jak najmniej czasu. Oprócz tego, przy każdej czynności zadaj sobie dwa pytania: czy czynność była konieczna? Czy nakład czasu można czymś uzasadnić? Jeśli przy większości odpowiedziałeś „nie”, znasz już swoje słabe strony. Pamiętaj, że już sama metoda sporządzania notatek przynosi błyskawiczny efekt samopoznawczy.

Jasno określ swój cel

Kiedy już wiesz, na co zwracać uwagę przy planowaniu czasu i jakich „zakłóceń” się wystrzegać, przejdź do kroku numer dwa, czyli określenia celu swoich działań. Przyjmijmy, że masz do zrealizowania ogromny projekt na zaliczenie semestru lub napisanie dwóch rozdziałów pracy magisterskiej. Termin upływa za miesiąc, a Ty zupełnie nie wiesz, jak się do tego zabrać. Aby nie dać się panice, pamiętaj: tylko spokój może Cię uratować. No, może nie tylko, gdyż niezwykle pomocne jest również ustalenie celu na każdy dzień. Ukierunkuj swoje wysiłki na to, co masz do zrobienia w ciągu najbliższej doby. Nie wybiegaj w przyszłość, skup się na jednym, konkretnym zadaniu, którym zajmiesz się dzisiaj. Cele determinują wyniki, gdyż nie chodzi o to, co się robi, lecz po co się to robi. Stają się wyzwaniem i uwalniają energię niezbędną do podjęcia odpowiednich działań. Są również miarą służącą do oceny wydajności. Nie ma co owijać w bawełnę: nawet najlepsza metoda, nadzwyczaj kreatywne działanie stają się bezwartościowe, jeśli nie ustalisz przedtem jasno i jednoznacznie, co właściwie chcesz osiągnąć. Pamiętaj, że cel jest mot(ywat)orem i siłą napędową naszego postępowania.

Planowanie długoterminowe

Praca magistereska obroniona, projekt zrealizowany na piątkę, ale co dalej? Planowanie z dnia na dzień masz już w małym paluszku, teraz pozostaje jedynie zastanowić się, co z tym życiem. Darujmy sobie jednak filozoficzne przemyślenia i przejdźmy od razu do sedna: pora na utrwalenie pragnień i celów życiowych, które będą realizowane w dalszej przyszłości. Jeśli nie masz pomysłu na siebie, weź do ręki kartkę i długopis i stwórz swój własny obraz pożądanej kariery zawodowej. Odpowiedz na pytania: co właściwie zawodowo robiłbym najchętniej? Gdybym miał możliwość wyboru pozycji, funkcji i branży, kim zostałbym najchętniej? Uwierz, że od tak stworzonej wizji promieniuje silna motywacja do wzmożonej pracy. Dzięki jasno określonym celom łatwiej pokierujesz swoimi działaniami i procesem decyzyjnym na drodze do realizacji pragnień. Przelanie myśli na papier sprawia, że życiowe cele nabierają charakteru wyzwania, a Ty sam stajesz się człowiekiem czynu, a nie tylko marzycielem.

Autor: Katarzyna Woźniak

Pozytywne myślenie – jakie są zalety i wady takiego nastawienia?

Harold Wilson, premier Wielkiej Brytanii w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, powiedział kiedyś o sobie: „Jestem optymistą, ale optymistą, który bierze ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy”. Dla wszystkich tych, którzy mogą utożsamiać się ze stwierdzeniem Wilsona, zawsze istnieje jakieś „ale”: niby optymiści, ALE przygotowani na każdą, niezbyt szczęśliwą ewentualność. Nie lepiej mieć nadzieję (notabene nieodłączną towarzyszkę optymizmu), że deszcz jednak nie spadnie? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak pozytywne myślenie i postrzeganie świata może zmienić w codziennym życiu. 

Bez nadziei jest beznadziejnie

Nadzieja odgrywa w naszym życiu bardzo znaczącą rolę. Jest nie tylko pociechą w chwilach załamania i pogodnym patrzeniem w przyszłość. Przede wszystkim stanowi przekonanie, że ma się nie tylko chęci, ale także możliwości osiągnięcia obranego celu, bez względu na to, jak wielkie przeszkody staną nam na drodze. Ludzie różnią się wielkością posiadanego potencjału nadziei, co z kolei dzieli ich na pesymistów, realistów i – stanowiących przedmiot tego artykułu – optymistów. Ci ostatni nawet w totalnie beznadziejnej sytuacji, jak na przykład zgubienie się w lesie rodem z horroru „The Blair Witch Project”, będą potrafili zachować zimną krew i z uśmiechem na ustach wytrwale dążyć do celu (czytaj: do miejsca, gdzie nie ma szemrzących niepokojąco drzew). Trzymanie się nadziei oznacza w praktyce ni mniej, ni więcej, że nie poddajemy się przygniatającemu niepokojowi. Stany depresyjne, kiedy nie mamy ochoty na nic innego, oprócz zaszycia się przed telewizorem z pudełkiem lodów lub zgrzewką piwa (zależnie od upodobań), również są nam obce. Krótko mówiąc, pozytywne myślenie i jego siostra nadzieja to wielcy motywatorzy, którzy nierzadko stoją na straży naszego dobrego samopoczucia.

Optymista kontra reszta świata

Przewaga osób optymistycznie nastawionych do życia polega na tym, że swoje niepowodzenia wyjaśniają jako rezultat czegoś, co bez większego problemu można zmienić, udoskonalić, jeśli tylko się o to postarają. Po drugiej stronie barykady stoją pesymiści, którzy zazwyczaj mają o sobie tak kiepskie mniemanie, że biorą na siebie całą winę za poniesioną klęskę. Zazwyczaj przypisują niepowodzenie jakiejś cesze swojej osobowości. Takie podejście znajduje oczywiście swoje odzwierciedlenie w codziennym życiu. Przykładem niech będzie jedno z najbardziej stresujących wydarzeń – zwolnienie z pracy. Udowodniono, jak bardzo różnią się od siebie reakcje optymistów i pesymistów. Pierwsi z nich na wiadomość o rozwiązaniu współpracy z pracodawcą reagują zazwyczaj wzmożoną aktywnością, układając punkt po punkcie plan dalszego postępowania i szukając jednocześnie pomocy lub rady u zaufanych osób. Słowem – skupiają się na znalezieniu rozwiązania. Pesymiści natomiast od razu przyjmują, że do niczego się nie nadają, a ich poczucie własnej wartości niebezpiecznie oscyluje między zerem a minus sto. Nie trzeba chyba dodawać, że nie robią nic, by uporać się z zaistniałym problemem. Kolejny dowód, że pozytywne myślenie przynosi bardzo wymierne skutki.

Jeszcze tylko jedno „ale”…

Na tym prostym przykładzie widać więc, jak wielkie znaczenie odgrywa bycie realnym optymistą. „Realny” to słowo-klucz, a jednocześnie sedno powyższych rozważań. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że o wiele bezpieczniejsze jest podejście do życia właśnie z tym małym „ale”, o którym mowa we wstępie. Zawsze lepiej zostawić sobie margines bezpieczeństwa (bo a nuż ten deszcz jednak spadnie) niż ślepo wierzyć, że zza chmur grubości stratosfery wyjrzy słońce. Zbyt naiwny optymizm może przynieść wiele rozczarowań. Chodźmy więc z głową w chmurach, ale pamiętajmy, by czasem zejść na ziemię. Koniecznie w różowych okularach. 

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: good-life-yoga.com