Zarządzanie czasem – jak robić to skutecznie.

W swojej wieloletniej pracy nad zwiększeniem własnej efektywności i lepszym zarządzaniu sobą w czasie korzystałem z różnych metod. Inspirowałem się wieloma ludźmi sukcesu i badałem ich sposoby funkcjonowania. Nadal nie poprzestaję w poszukiwaniach, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że stworzyłem sobie taki system, który daje mi ogromną satysfakcję i pozwala zyskać zadziwiającą produktywność. Efektami mojej pracy chciałbym podzielić się z Tobą.

Zarządzanie czasem nie istnieje.

Pierwsza ważna rzecz, którą chciałbym, żebyś sobie uświadomił może Cię zaskoczyć – nie masz możliwości zarządzać czasem. Możesz co najwyżej zarządzać sobą w czasie. Istotne jest, abyś dobrze przemyślał i zrozumiał różnicę pomiędzy tymi dwoma pojęciami. W pierwszym bowiem („zarządzanie czasem”) odwołujesz się do czynników zewnętrznych, do zupełnie niezależnego aspektu jakim jest czas. Tym samym Twój umysł podświadomie przyswaja sobie taką myśl : „Będę zarządzał czasem, czyli czymś czego nie mogę kontrolować. Jeśli mi się nie uda, nie będzie to moją winą. Po prostu czynniki kontroli leżały poza moim zasięgiem i nic nie mogłem na to poradzić”. Poprzez taki schemat zostawiasz sobie furtkę do usprawiedliwień i osłabiasz swoją motywację do realizacji swoich celów i marzeń (osiągania których  ma przecież służyć Twoje zarządzanie sobą w czasie).

Natomiast używając stwierdzenia „będę zarządzał sobą w czasie” dajesz swojemu mózgowi jasno do zrozumienia, że to Ty jesteś sprawcą danego stanu rzeczy i także Ty kontrolujesz sytuację. Tym samym za wszelkie wymówki będziesz musiał sam ponieść odpowiedzialność. Taka perspektywa na początku być może nie wydaje się zachęcająca, ale wzięcie całej odpowiedzialności za swoje życie (nawet jeśli pojawiają się w nim czynniki od nas niezależne) to jedyny skuteczny sposób na zdyscyplinowanie samego siebie i skuteczną realizację swoich planów.

Jeśli ten artykuł skłoni Cię do postawienia sobie celu w obszarze własnej organizacji gorąco zachęcam Cię, abyś sformułował go zgodnie z powyższą zasadą. Gdy ja stawiam sobie jakiś cel lubię stanąć przed lustrem , spojrzeć sobie w twarz i głośno powiedzieć sam do siebie, co postanowiłem. W przypadku własnej organizacji brzmiało to tak: „ Będę dobrze zarządzał sobą w czasie. Mam tylko jedno życie, które warte jest tego, aby zrealizować wszystkie moje marzenia. Nie chcę tracić czasu i wiem, że wszystko zależy ode mnie” .

Wierzę, że jesteś w stanie dokonać zmiany i zrealizować swoje cele.

Ten artykuł jest pierwszą częścią cyklu o zarządzaniu sobą w czasie. Niedługo pojawią się kolejne teksty, w których podzielę się swoim doświadczeniem w obszarze organizacji samego siebie. Szczerze opowiem Ci o błędach, które popełniłem, o momentach zwątpienia i rezygnacji – dzięki temu sam będziesz mógł tego uniknąć. Powiem Ci także o tym, co okazało się najskuteczniejsze oraz jak doszedłem obecnego stanu, z który zapewnia mi niesamowitą efektywność.

Autor: Michał Szymański

Sztuka pomagania – relacja uczestniczki z projektu w Warszawie

pasja podróże

Przyjaźń, jedność, niesienie pomocy poprzez taniec. Tym charakteryzuje się projekt Hip Hop One Love, tworzony przez ludzi z ogromną pasją i zapałem do zmieniania świata na lepsze, zaczynając od własnego podwórka.

Sztuka pomagania

Druga edycja projektu minęła szybko, jak zwykle za szybko. Miała miejsce w Warszawie, w dniach 2 – 12 sierpnia 2013. Była kontynuacją One Love – International Bboy Dream z 2010 roku. Brały w niej udział grupy B-Boys i B-Girls z Hiszpanii, Włoch oraz Polski.

W ciągu dziesięciu dni trwania projektu zrobiliśmy wspólnie wiele dobrych rzeczy. Nie bez przyczyny nazywa się on One Love – The Art of Helping. Kultura Hip Hop od samego początku sprawia, że ludzie czują się lepiej, uśmiechają się, są radośni, nawet w trudnej sytuacji życiowej. Dlatego głównym celem, jaki sobie postawiliśmy była pomoc w wielu znaczeniach tego słowa. Zaczęliśmy od samych siebie. Wiedziałam już wcześniej, że tancerze to pełne dobrej energii osoby, mimo to ich otwartość i chęć współpracy zaskoczyły mnie bardziej niż się spodziewałam. Na każdym treningu uczyliśmy się nawzajem nowych ruchów lub doskonaliliśmy te, które już znaliśmy. To było COŚ wielkiego. Dzięki temu wróciłam do domu ze sporą ilością świeżych pomysłów, które sprawiły, że mój styl stał się jeszcze lepszy. Przez cztery dni odbywały się również warsztaty taneczne. W poniedziałek, wtorek i środę dzieci ze Skierniewic z zaprzyjaźnionego zespołu „Obsesja” uczyły się Breakingu i Poppingu od naszych uczestników. Znakomicie odnalazły się one w tej sytuacji – potwierdziły to uśmiechy na buziach młodych tancerek. W piątek natomiast odbył się pokaz i warsztaty w Centrum Aktywności Lokalnej dla chłopców i dziewcząt, znajdujących się w trudnej sytuacji rodzinnej. Taniec z nimi jest jak podziękowanie za Bboying. Każdy człowiek związany z Hip Hopem wie, że tę kulturę stworzyły właśnie takie dzieciaki z biednych dzielnic, z różnymi problemami.

Nie zapomnieliśmy jednak o innych, o tych starszych, którzy także pragną radości w sercach. W czwartek został zorganizowany wspaniały występ w Domu Pomocy Społecznej w Warszawie. Najpierw my zatańczyliśmy dla mieszkańców, co spotkało się z bardzo pozytywnym odbiorem. Dyrektor ośrodka powiedziała, że przywieźliśmy ze sobą dużo słońca i dostarczyliśmy wszystkim wiele uśmiechu. Następnie oni zaśpiewali dla nas dwie piosenki. Byliśmy pod wielkim wrażeniem talentu zespołu. Jak widać, pomoc była wszechobecna na naszym projekcie.

Buenos Dias! Buongiorno! Cześć!

Czas spędzony w Warszawie był pełnym emocji tygodniem. Na wyjeździe poznałam wielu ciekawych, nieco szalonych ludzi. Ten klimat jest niezapomniany. Oprócz świetnych treningów, we wspomnieniach mam wspaniałe wspólne wieczory, inspirujące dyskusje, narodowe kolacje, przygotowane z humorem prezentacje krajów i wzajemną naukę rodzimych języków. Oczywiście, że zdarzały się potknięcia, ale dzięki nim w przyszłości unikniemy podobnych sytuacji. Rodzina One Love dała mi ogrom motywacji, dzięki niej zrozumiałam, jak ważny jest dla mnie Breaking. Przeżyłam kolejną cudowną przygodę i czekam na One Love – Each One Teach One 2014, ponieważ jedna miłość nigdy się nie kończy.

Autor: Marta Szymańska

6 rzeczy, o których musisz pamiętać rozpoczynając studia

Zastanawiasz się co zrobić, aby 5 lat spędzonych na uczelni było naprawdę dobrą inwestycją? Jeśli sądzisz, że na studiach wystarczy studiować, pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu. Nie mógłbyś zrobić nic gorszego niż gdybyś cały swój czas poświęcał jedynie nauce i przygotowaniom do egzaminów. Śmiało odrzucaj akademicką abstrakcję i zwróć się ku życiu – podróżuj, poznawaj ludzi, nabieraj praktyki, żyj intensywnie i ucz się języków.

Przed Tobą 6 rzeczy, o których musisz pamiętać rozpoczynając studia.

1.      Postaw przed sobą cel

Ustal, co jest dla Ciebie priorytetem na ten rok : poznanie ciekawych ludzi? Zwiedzenie 3 zagranicznych miejsc? Zdobycie pierwszego doświadczenia zawodowego związanego z wymarzonym zawodem? Całoroczny melanż? Z tym ostatnim trzeba uważać, impreza 24/7 to najlepszy sposób na zaprzepaszczenie marzeń. Wybierz swój cel, napisz go na dużej kartce i powieś nad łóżkiem. Każdego dnia odpowiedz sam sobie – „czy zrobiłem dzisiaj coś, co przybliżyło mnie do mojego celu?”.

2.      Selekcjonuj

Nowe otoczenie oferuje wiele pokus, a nowa uczelnia wiele obowiązków. Nie wszystkie z nich są warte Twojej uwagi. Nie musisz mieć piątek ze wszystkich przedmiotów (większość z nich i tak do niczego Ci się nie przyda), ani nie jest sprawą Twojego honoru zaliczyć wszystkie melanże w Warszawie. Patrz na świat zawsze przez pryzmat swoich ustalonych celów, a następnie nie bój się odrzucać rzeczy, które Cię do tego celu nie przybliżą. Pamiętaj, to Twoje marzenia są najważniejsze, a nie to, czego oczekują od Ciebie inni.

3.      Podróżuj i doświadczaj

Skąd miałbyś wiedzieć, co chciałbyś robić w przyszłości, skoro nie wiesz, co masz do wyboru? Świat stoi przed Tobą otworem. Naprawdę. Podróżowanie jest łatwiejsze niż myślisz. Jeśli nie wierzysz, przejrzyj dokładnie naszą stronę www.biznesflow.pl . W ciągu ostatnich kilku miesięcy kilkadziesiąt młodych ludzi dzięki nam wyjechało lub wyjedzie do takich miejsc jak Włochy, Austria, Hiszpania, Węgry, Estonia, Chorwacja, Francja czy Portugalia.

Przekonaj się sam, jakie to łatwe.

4.      Zaangażuj się w działania jakiejś organizacji

Jakie rzeczy są najważniejsze dla pracodawców? Z pewnością nie teoretyczna wiedza wyniesiona z uczelni. Kluczem do sukcesu są praktyczne umiejętności, doświadczenie, kompetencje społeczne i kontakty. Nigdzie lepiej nie zadbasz o te elementy, niż angażując się w działalność jakiejś organizacji. Sprawdź listę kół naukowych na swojej uczelni. Posprawdzaj jakie organizacje pozarządowe działają w Twojej okolicy. Pójdź do biura karier i postaraj się o praktyki lub staż. Nie odkładaj tego na późniejsze lata studiów, to się naprawdę kiepsko kończy. Zacznij już teraz, nie pożałujesz.

5.      Wykaż się inicjatywą

Pełnią życia żyją Ci, którzy nie czekają, co świat ma im do zaoferowania, ale sami wychodzą z inicjatywą. I tylko takim udaje się mieć później pracę marzeń. Wykorzystaj swoje zainteresowania lub mocne strony i zorganizuj coś. Może spotkanie lokalnego klubu książki? Może turniej piłki nożnej dla Twojego akademika? Może podróż do Berlina dla swoich przyjaciół? Aktywni zostaną nagrodzeni i nawet nie będziesz się spodziewał, gdy organizowane przez Ciebie koncerty jazzowe w lokalnym klubie zamienią się w imprezę na miarę Woodstocku.

6.      Ucz się języków

Bez języków po prostu się nie da. Zaakceptuj to i znajdź w tym przyjemność. Oglądaj ulubione seriale po angielsku. Gdy jedziesz autobusem słuchaj nagrań po hiszpańsku. Kup sobie czytnik e-booków z funkcją dotykowego słownika i czytaj gazety oraz książki po niemiecku. Podróżuj i rozmawiaj z ludźmi, nie obawiaj się swojej wymowy. W krajach takich jak Włochy, Hiszpania czy Francja rzadko kiedy spotkać można kogoś z perfekcyjnym angielskim. Nikt nie wstydzi się mówić łamanym engliszem, po prostu wszyscy wiedzą, że najważniejszy jest kontakt z drugim człowiekiem i chęć zrozumienia go.

Wykorzystując te wskazówki, przez rok nauczysz się więcej, niż przez lata nauki w szkole.

A teraz uśmiechnij się szeroko i pamiętaj – właśnie zaczyna się najpiękniejszy okres w Twoim życiu!

 Autor: Michał Szymański

Studiowanie psychologii – czy to się opłaca

Studiowanie psychologii wiąże się ze sporym ryzykiem. Pomimo jednak licznych pesymistycznych opinii kierunek ten nadal uważany jest za stosunkowo prestiżowy. Świadczy o tym chociażby liczba chętnych (12 osób na jedno miejsce na Uniwersytecie Warszawskim) oraz wysokie progi punktowe (84,42 % na UW) z wyników maturalnych w 2012 roku. Mimo to zewsząd dochodzą głosy o przesyceniu rynku absolwentami psychologii. Problemy ze znalezieniem pracy dla młodych psychologów stały się chlebem powszednim. Czy oznacza to początek trudnych czasów dla adeptów „nauki o duszy” ? Dla tych, którzy nie wykażą się właściwym podejściem z pewnością tak.

Weź sprawy w swoje ręce

Współczesny rynek pracy zweryfikował marzenia wielu młodych ludzi kończących kierunki humanistyczne. W walce o posadę doświadczenie zawodowe i praktyczne umiejętności bez litości nokautują teoretyczną, abstrakcyjną wiedzę. Jak na tym polu bitwy odnajdują się studia psychologiczne? Wszystko oczywiście zależy od studiującego. Jeżeli ktoś liczy, że uczelnia wyposaży go we niezbędne na rynku pracy instrumenty i uczyni pożądanym wśród pracodawców, może mocno się rozczarować. Kluczem do sukcesu jest własna inicjatywa i szeroka, ponadobowiązkowa aktywność już od pierwszych chwil po otrzymaniu upragnionego indeksu na uniwersytecie.

Ktoś jednak powie – „jak mam być aktywny od samego początku studiów, kiedy nawet do odbycia darmowych praktyk wymagają doświadczenia i umiejętności?”.  Dla studentów psychologii odpowiedź jest jedna: III sektor Panie i Panowie.

III sektor?

Czym jest III sektor? To ogół organizacji pozarządowych (stowarzyszeń, fundacji) realizujących ważne społecznie cele oraz wypełniających luki pomiędzy działalnością instytucji państwowych a biznesem i sektorem prywatnym. Organizacje pozarządowe są wyrazem inicjatywy obywateli i służą najczęściej lokalnym społecznościom, w którym funkcjonują. Zakres ich aktywności jest naprawdę szeroki – od promocji przedsiębiorczości po opiekę nad bezpańskimi psami lub działalnością na rzecz ekologii. Wszystkie sprawy, wartości i idee, które jakaś grupa ludzi uzna ważne, mogą znaleźć swoje odzwierciedlenie w III sektorze i służyć społeczeństwu.

Organizacje pozarządowe Twoją trampoliną sukcesu

Ale jak się mają organizacje pozarządowe do psychologii? Odpowiedź jest prosta – w branży zawodów związanych z psychologią najważniejszy jest kontakt z ludźmi. Na nic zdadzą się stosy książek i setki godzin wykładów, jeśli nie będziemy potrafili nawiązać relacji z drugim człowiekiem. Organizacje pozarządowe pozwalają nabyć oraz doprowadzić do mistrzostwa umiejętności komunikacyjne i społeczne. Zgromadzony w ten sposób potencjał jest później ogromnym atutem na rynku pracy. Różnorodność pośród NGO`sów (non-governmental organizations) pozwala każdemu odnaleźć coś dla siebie. Jeśli marzy Ci się w przyszłości praca terapeuty – zostań wolonatriuszem w fundacji zajmującej się pracą z osobami uzależnionymi. Chcesz zostać coachem lub trenerem? Liczne stowarzyszenia organizujące szkolenia i działające na rzecz rozwoju osobistego pomogą Ci zrealizować swoje plany. A może uważasz, że public relations oraz reklama to właśnie coś dla Ciebie? Każda większa organizacja pozarządowa musi dbać o swój wizerunek i promocję , w związku z czym posiada odpowiednie działy oraz specjalistów do realizacji tych celów – spróbuj więc wkręcić się w ich działania. Wymieniać można długo. Jedynym ograniczeniem jest najczęściej własna wyobraźnia oraz motywacja.

Gdzie szukać? Jak zacząć?

Jeżeli przedstawione powyżej argumenty trafiają do Twojego przekonania i chciałbyś jak najwcześniej zacząć dbać o zdobycie doświadczenia zawodowego oraz praktycznych umiejętności – zacznij działać. Znajdź organizację, której działania odpowiadają Twoim zainteresowaniom i zaoferuj swoją pomoc w realizacji jej projektów. Poszukiwania najlepiej zacząć w Internecie. Sprawdź stronę www.ngo.pl, wejdź w zakładkę „Bazy” w lewym górnym rogu i skorzystaj z wyszukiwarki organizacji pozarządowych. Gdy trafisz na odpowiednie stowarzyszenie bądź fundację napisz lub zadzwoń i umów się na spotkanie.

Dbaj o swój rozwój zawodowy, nawiązuj kontakty i wzbogacaj CV – bądź pewien, że to zaprocentuje.

 Autor: Michał Szymański

Kulturka musi być – czyli zasady biznesowego savoir vivre’u

Popełniłeś biznesowe faux pas na spotkaniu z nowym klientem? Ponoć pierwsze wrażenie liczy się najbardziej. Ale nic to. Wszystko jest jeszcze do nadrobienia. W odpowiednim zachowaniu się w oficjalnych sytuacjach pomogą Ci…zasady savoir vivre’u.

Tendencja do ciągłego wartościowania i oceniania innych widoczna jest także w biznesie. Środowisko zawodowe jest niezwykle wyczulone na kwestie nienagannej postawy i kultury osobistej. Nikt nie chciałby, aby przerywano mu jego wypowiedź, spóźniano się na spotkanie czy odbierano na nim telefon. Dlatego warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych zasad, dzięki którym w przyszłości unikniesz kłopotliwych sytuacji, a przy okazji uda Ci się ocenić poziom kultury u potencjalnych klientów i pracodawców.

Grunt to dobrze zacząć

Wydawałoby się, że przywitanie jest banalną sprawą. Jednak i w tym aspekcie obowiązują zasady, których warto przestrzegać, by sprawić jak najlepsze, przysłowiowe pierwsze wrażenie. Zwykle witającym jest ten, który wchodzi do danego miejsca. Jeśli w pomieszczeniu pojawia się przełożony, osoba niższa rangą zobowiązana jest wstać. Podczas przedstawiania siebie i innych należy podać imię i nazwisko danej osoby. Warto, by uścisk dłoni (choć nieobowiązkowy!) był jednostajny i zdecydowany, ale nigdy gwałtowny. Podawanie ręki nie powinno z kolei odbywać się przez biurko czy stół. Wyjście zza nich nie kosztuje wiele, a na pewno przyczynia się na ogół do sprawienia odpowiedniego wrażenia. W kwestii dotyczącej kobiet- nawet w relacjach zawodowych, to panie decydują o wyciągnięciu ręki. Jeśli klientka nie da sygnału, że jest gotowa do powitania, mężczyzna nie musi narzucać jej swojej uprzejmości. Podobne warunki dyktują osoby starsze, o wyższym stanowisku i prestiżu – to na ich krok w przywitaniu powinieneś czekać. Lepiej wykazać się cierpliwością, niż zostać odebranym jako nachalny.

Często przy rozpoczynaniu spotkania pojawia się dylemat – co zrobić z kurtką? W każdym biurze powinno znajdować się odpowiednie miejsce na wierzchnią odzież. Wypada rozebrać się przed wejściem na rozmowę lub spotkanie. Niedopuszczalne jest przywitanie się w płaszczu czy czapce. Gospodarz powinien dać czas swym gościom na swobodne rozebranie się. Jeśli w zasięgu wzroku nie widać wieszaka, na którym można by zawiesić płaszcz, warto zapytać, gdzie go odłożyć. Pamiętaj, że trzymanie ubrań na kolanach, z braku odwagi zapytania o szatnię, na pewno nie będzie dobrym rozwiązaniem.

Jak Cię widzą

Wygląd zewnętrzny w kontaktach biznesowych to zdecydowana podstawa, a raczej aspekt, bez którego trudno będzie Ci nawiązać współpracę, mimo kompetencji czy doświadczenia. Warto pamiętać, że poza firmą czy organizacją, reprezentujesz samego siebie, a to powinno być największą motywacją w dobraniu odpowiedniego stroju. Ubiór musi być schludny, staranny i czysty, a nawet dopasowany do odpowiedniej pory. Dla przykładu: czarny garnitur powinno nosić się tylko wieczorem, po godzinie 20. W dzień najlepiej dobierać szare, popielate czy granatowe marynarki. Takie skomponowanie stroju świadczyć będzie o Twoim obyciu i wiedzy w kwestiach kulturalnych. Z kolei kobiety, którym zależy na dobrej współpracy, zdecydowanie powinny zrezygnować z wielu elementów garderoby i wyglądu, które w innych okolicznościach uchodziłyby za typowe. Na czarną listę trafiają zatem: spódniczki mini, obcisłe stroje, ubrania z odsłoniętymi ramionami i obuwie odkrywające palce czy stopy. Niemile widziane są także długie, rozpuszczone włosy, ostry makijaż i intensywne perfumy. Warto również zrezygnować z biżuterii i długich, pomalowanych paznokci.

Wizytówki w ruch

Kwestią nie do pominięcia jest także wręczanie wizytówek. Zdobywanie kontaktów poszerza przestrzeń w środowisku. Nie dziwi zatem fakt, że powstały one we Francji w towarzyskich celach Ludwika XIV. Niewiele, poza formą, zmieniło się w tej kwestii. Karty wymienia się zawsze na końcu spotkania. Wręczanie wizytówek opiera się na wymianie, dlatego obowiązkowym jest w zamian za kartę rozmówcy, podać własną. Jeśli aktualnie nie posiadasz  osobistej karty, zaznacz powód i obiecaj kontakt ze swojej strony. W sytuacji, gdy spotkanie odbywa się między kilkoma osobami, wizytówkę wręcza się każdej z nich. Nie należy wyróżniać żadnego z rozmówców, mogłoby to urazić pozostałych. Przekazując kartę, trzymaj ją za brzeg w taki sposób, by osoba odbierająca mogła swobodnie chwycić za drugi. Zapis dodatkowych informacji na podarowanej karcie nie jest niczym niekulturalnym. Wizytówki tworzone są właśnie w taki sposób, by na ich odwrocie można było zanotować ewentualne godziny czy daty następnych spotkań. Trudniej byłoby o notatkę w Japonii, tam wizytówki komponowane są obustronnie i dopisek nie byłby mile widziany. Jeszcze jeden, mały szczegół: o kartę nie wypada prosić.

Telefony, telefony

Dzwoniące telefony w sklepach, tramwajach czy kinach, są już normą. Mało kto pamięta czy wie, że rozmowy w obecności innych są oznaką nieodpowiedniego zachowania. Dlatego warto zwrócić uwagę na ten aspekt w tak oficjalnych sytuacjach, jak właśnie spotkania biznesowe. O ile to możliwe, najlepiej telefon wyłącz. Jeśli jednak z istotnych przyczyn nie możesz tego zrobić, wypada uprzedzić kulturalnie swojego rozmówcę o oczekiwaniu na ważną wiadomość i wyciszyć dzwonek, a rozmawiać tylko poza pokojem czy biurem – możliwie jak najkrócej. W liczniejszym gronie, nawet gdy atmosfera jest sprzyjająca, a rozmówcom udało się nawiązać swobodne relacje, przy odbieraniu połączenia należy przeprosić grupę i oddalić się, wedle możliwości, na jak największą odległość, by dialog nie zakłócał spotkania innym. Eksponowanie telefonu uchodzi za równie nieeleganckie, co rozmowa przy stole. Trzymanie go na smyczy czy w kaburze nie sprawia dobrego wrażenia. „Bycie pod telefonem” nie musi świadczyć o naszym rozchwytywaniu i przedsiębiorczości. Może wskazywać za to na brak umiejętności zarządzania własnym czasem. Sugeruje także, że jesteśmy uwiązani z szefem, partnerem czy dzieckiem. Podobnie jest z wykładaniem telefonu na biurko czy stół. Powinien on znajdować się w kieszeni, teczce lub torebce.

Zawsze i wszędzie

Poznanie zasad kindersztuby może być pierwszym krokiem w swobodnym poruszaniu się w biznesowym środowisku. Z pewnością nie jest jednak jedynym wyznacznikiem sukcesu. Dlatego owszem, warto znać wymogi, nie oznacza to jednak, że możemy zapomnieć o własnej osobowości i pozwolić zdominować się sztywnym regułom. Stąd jedna, najstarsza zasada, dotycząca każdej dziedziny – nigdy nie należy bać się być sobą.

Autor: Paula Szewczyk

Zdobywaj doświadczenie zawodowe podróżując

Do lamusa odchodzi pogląd, w myśl którego studia to jedynie wykłady, kolokwia, egzaminy i pani Bożena z dziekanatu. Współczesny student sukcesu to człowiek przede wszystkim przedsiębiorczy – ma głowę pełną pomysłów i wie jak na nich zarobić. Jednak idee nie spadają z nieba, a pierwszy milion też się sam nie zarobi. Skąd inspirację czerpią Ci, którym udało się zrealizować swoje marzenia? Odpowiedzią są trzy proste słowa : pasja, podróże, ludzie. Te trzy ważne elementy zmieszane ze sobą w odpowiednich proporcjach, z domieszką determinacji i ciężkiej pracy, są przepisem na biznesowe natchnienie. Za chwilę przedstawię Ci jedną z możliwości, dzięki której zadbasz o wszystkie wyżej wymienione składniki – będziesz mógł rozwijać swoje zainteresowania podróżując po świecie i poznawać inspirujących ludzi z różnych krajów. Zanim jednak uchylę rąbka tajemnicy zadam Ci małe pytanie.

A może Indonezja?

Czy wiedziałeś, że Unia Europejska umożliwia każdemu swojemu obywatelowi (przed skończeniem 30tego roku życia, bez znaczenia czy jesteś studentem, uczniem, czy aktualnie nic nie robisz) wyjazd w dowolne miejsce na świecie, opłacając mu transport, zakwaterowanie, wyżywienie, naukę lokalnego języka oraz opiekuna? Taki pobyt za granicą (w swojej formie przypominający staż zagraniczny lub praktyki zagraniczne) może trwać od 2 do 12 miesięcy i jest świetną okazją,  aby zdobyć doświadczenie zawodowe, podszkolić język obcy i co być może najciekawsze – odbyć podróż marzeń.  Skorzystać z tego można tylko raz w życiu. Zaciekawiony?  W takim razie jedziemy dalej.

Opisana powyżej możliwość to tak zwany EVS, czyli wolontariat europejski (wpisując te hasła w google bez problemu znajdziesz masę informacji na ten temat). Osoba decydująca się na taką podróż spośród długiej listy organizacji w różnych krajach wybiera taką, której działania związane są z jej zainteresowaniami. Jeden z moich znajomych spędził rok w Rzymie, pomagając przy organizacji koncertów. Inny opiekował się kameralnym kinem na Cyprze. Kilku zdecydowało się na tak egzotyczne miejsca jak Peru czy Indonezja. Wychodzi na to, że jedynym ograniczeniem jest własna wyobraźnia…oraz odwaga.

Działaj!

Kolejną okazją do inwestowania w swój rozwój (a przy okazji do podróżowania) są tak zwane wymiany młodzieżowe. W odróżnieniu od wolontariatu korzystać z nich można bez żadnych limitów. Wyjazdy są też znacznie krótsze, trwają najczęściej około 10 dni. Jedynym warunkiem uczestnictwa jest chęć robienia czegoś więcej niż leżenie na plaży.  Dla przykładu, w październiku 2012 roku wraz ze swoją grupą studencką poleciałem do Palermo wziąć udział w tego typu projekcie. W tym przypadku uczestnicy z kilku krajów brali udział w różnych działaniach mających na celu przeciwdziałanie rasizmowi w Palermo. Kolejny przykład – wymiana w Rzymie na temat tańca ulicznego. W Barcelonie o graffiti. W Brukseli o państwie obywatelskim.

Każdy taki projekt był dla mnie wspaniałym doświadczeniem, pozwolił mi rozwinąć siebie, poznać świetnych ludzi, a także zwiedzić kawałek świata. Czemu Ty miałbyś nie skorzystać z takiej okazji?

Jak to zrobić?

Co musisz zrobić, żeby wziąć udział w wymianie młodzieżowej? Internet wskaże Ci drogę. Wpisz adres www.mlodziez.org.pl i sprawdź dokładnie tą stronę. Znajdziesz tam wszystkie potrzebne informacje, które postawią przed Tobą świat otworem.

Warto zaznaczyć, że każda taka wymiana to mały unijny projekt, a jego realizacja wymaga pewnego wysiłku i zaangażowania. Jeżeli jednak nie zniechęcisz się łatwo, Twoje życie będzie usłane inspirującymi podróżami, które zaowocują w Twoim życiu może nawet bardziej, niż kolejny wykład o teorii tego i owego.

Pamiętaj, że w ramach wyżej wymienionych działań nie musisz wykładać własnych funduszy. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze będziesz mógł ze spokojnym sumieniem wydać na książki, kino, wieczór ze znajomymi czy suplementy na siłownie. Powodzenia!

 Autor: Michał Szymański

Euroscola – czyli co może dać Ci UE? Relacja z wydarzenia w Strasburgu

Parlament Europejski w Strasburgu. Akredytacja prasowa. Sala obrad. Kilkaset młodych osób z 20 państw Unii Europejskiej debatuje nad istotnymi kwestiami. Dzięki projektowi Euroscola udało mi się uczestniczyć w tym wydarzeniu w grudniu 2013, a co równie ważne – cały koszt wyjazdu pokryła UE.

Jak się tam znalazłam?

Konkurs Euroscola organizowany jest co roku przez Biuro Informacyjne Parlamentu Europejskiego w Polsce. W 2013 wzięło w nim udział ponad 300 szkół z całego kraju, ale zwyciężyli nieliczni, a wśród nich – I LO im. W. Broniewskiego w Świdniku. Zwycięzcy mogli zabrać ze sobą dziennikarza lokalnej gazety, którego zadaniem miało być opisanie obrad w PE. Jestem absolwentką tego liceum i pracuję w lokalnej gazecie, więc zostałam zaproszona przez dyrekcję szkoły na ten wyjazd. Nie ukrywam, że było to dla mnie wielkim i pozytywnym zaskoczeniem i z radością się zgodziłam. Bo czy istniałaby inna szansa, żebym bezpłatnie odwiedziła Strasburg i tamtejszą siedzibę Parlamentu? Szczerze w to wątpię.

I speak English but…

Zarówno uczniowie, jak i nauczyciele czy dziennikarze musieli posługiwać się jednym z trzech języków: angielskim, niemieckim, francuskim. W praktyce różnie to wychodziło, bo z Czechami czy Słowakami mogliśmy rozmawiać po polsku, zaś z Francuzami nie dało się prawie w ogóle porozumieć po angielsku. Tłumacze też obsługiwali tylko te trzy języki. Warto także wspomnieć, że byłam tam jedną z dwóch dziennikarek (Czechy), co pokazuje, że dla zachodnich państw, założycieli UE, takie wyjazdy nie są niczym szczególnym. Natomiast dla nas i naszych sąsiadów ciągle jest to coś niespotykanego i traktujemy to jako swoistą nobilitację

Siedząc na sali plenarnej i mając założone słuchawki z tłumaczem czułam, że uczestniczę w prawdziwych obradach. Młodzież zadawała trudne pytania, na które często przedstawiciele PE nie potrafili jednoznacznie odpowiedzieć. Wcześniej uczniowie współpracowali w różnych tematycznie grupach, zajmując się kwestiami środowiska naturalnego, wolności informacji i kultury obywatelskiej, przyszłością Europy, wyborami do PE oraz migracji i integracji. Dla nas wszystkich była to lekcja szacunku, tolerancji, przełamywania stereotypów.

Francja – Czechy

Dzięki temu, że UE pokryła koszy wyjazdu dla wszystkich uczniów, nauczycieli i dla mnie (w sumie 28 osób), udało się zwiedzić też inne miasta. W Paryżu podziwialiśmy Wersal i Luwr, zobaczyliśmy Katedrę Notre Dame, Pałac Inwalidów, Łuk Triumfalny i wjechaliśmy na Wieżę Eiffela. Strasburg zwiedziliśmy późnym wieczorem, gdzie dech w piersiach zapierała skąpana we mgle Katedra Najświętszej Marii Panny. A na zakończenie odwiedziliśmy cudowną Pragę ze słynnym Mostem Karola. Mogę śmiało powiedzieć, że była to jedna z najpiękniejszych podróży w moim życiu i chcę ponownie wrócić do tych miejsc.

Zachęcam Was do regularnego odwiedzania stron i profili na Facebooku Parlamentu Europejskiego i Euroscoli, gdzie zamieszczane są informacje o organizowanych przez nich konkursach, wyjazdach i stażach. A do 31 grudnia br. możecie aplikować na European Youth Event, który odbędzie się w maju 2014 w Strasburgu (http://www.europarl.europa.eu/eye2014/en/news/news.html).

Autor: Magdalena Gładysz

foto: europarl.be

Moneyhack – jak wydawać mniej i oszczędzać więcej

Mówi się, żeby nie odkładać marzeń, a odkładać na marzenia. Jak to zrobić, kiedy pieniądze po prostu wyparowują z portfela?  Okazuje się, że zasobność naszego konta bankowego w dużej mierze zależy od naszej świadomości i sposobu myślenia. Na sklepowych półkach toczy się niewidzialna batalia pomiędzy konsumentami, a specjalistami ds. marketingu. Wystarczy stosować się do kilku punktów, aby z tej bitwy wyjść zwycięsko.

1.       Płać najpierw sobie
Złotą zasadą tworzenia tzw. bufora finansowego, przez nasze babki nazywanym „odkładaniem na czarną godzinę”, jest płacenie samemu sobie. Cała operacja jest bezbolesna i polega na tym, iż w przypadku każdorazowego przypływu gotówki – obojętnie czy to kieszonkowe, wypłata czy prezent urodzinowy – odkładać optymalnie 10% kwoty, najlepiej na osobne konto bankowe. Pieniądze te powinny stanowić zabezpieczenie w przypadku utraty źródeł zarobku lub innych nagłych potrzeb. Jeśli zarabiasz 1200 zł to po roku odłożysz 1440 zł + odsetki.
2.       Sprawdzaj ceny inaczej
Nie chodzi o to, byś kupował to, co najtańsze, ale to co najbardziej korzystne. Hipermarkety na wywieszce z ceną podają oprócz ceny za produkt również jej przeliczenie na litr lub kilogram. Porównuj właśnie te ceny, które są zapisane małym druczkiem. Jest to szczególnie pomocne przy mylących wielkościach opakowań oraz przy decyzjach czy lepiej kupić większe czy mniejsze opakowanie – nie zawsze większe znaczy tańsze.
3.       Bądź lojalnym klientem

Masz swój ulubiony sklep, w którym zawsze kupujesz ubrania? A może swojego fryzjera nie zamieniłabyś na żadnego innego? Jeśli jesteś lojalnym klientem wymagaj też tego od usługodawcy. Poproś o kupon zniżkowy lub kartę stałego Klienta. Przejrzyj domowy budżet i zobacz na co wydajesz najwięcej pieniędzy. Jeśli są to np. książki znajdź sklep, gdzie kupisz je najtaniej– nie odmawiaj sobie przyjemności, spraw tylko, żeby była tańsza.

4.       Zadaj sobie krytyczne pytanie
Stoisz przed półką z kolejną czarną sukienką/ nowa wersją gry na PS/ wypasionym tabletem, a zaoszczędzone pieniądze idealnie pokrywają się z kwotą na zakup nowego gadżetu. Zadaj sobie pytanie krytyczne: „Jak do tej pory udało mi się bez tego funkcjonować”? Być może faktycznie ta rzecz jest Ci potrzebna. Jeśli nie – pamiętaj, że przy zakupie jednej rzeczy tracisz możliwość kupienia innej.
5.       Odkryj prawdziwą cenę
W filmie „In time” (pol. Wyścig z czasem) nie istnieją pieniądze, ich funkcję pełni czas. Ludzie zarabiają czas i płacą nim za kupowane dobra. Właściwie niewiele różni się to od rzeczywistości. Spędzamy konkretną ilość godzin pracy, za którą dostajemy różne wynagrodzenie, dlatego cena danego dobra nie dla wszystkich jest taka sama. Jeśli pracujesz 8 godzin dziennie i zarabiasz 2 500 zł i chcesz kupić laptop za 1600 to kosztuje Cię on 108 godzin (14 dni) Twojej pracy, jeśli zarabiasz 1 800 to musisz pracować ponad 149 godzin (19 dni) by go mieć. Przelicz ile otrzymujesz za godzinę Twojej pracy i przy zakupach stosuj tą miarę jako cenę produktu.
6.       Zrób porządki
Nie chodzi tu oczywiście o zwykłe sprzątanie, a o wyprzedanie niepotrzebnych, nieużywanych lub nieprzydatnych rzeczy. Jeśli nie znajdzie się osoba chętna na kupno którejś z nich to pamiętaj, że możesz przekazać je na cele charytatywne. Twój współlokator będzie zadowolony, a Ty zdobędziesz więcej miejsca i pieniędzy.

Autor: Anna Gembalczyk

Foto: zwdia.biz

Jesteś swoją najlepszą inwestycją

W dobie konsumpcjonizmu pieniądze i bogactwo stały się synonimem willi z basenem wraz z stojącym przed nią czarnym Rolls Royce’m, zaparkowanym pod idealnym kątem. Dlaczego więc Kamil Cebulski, „najmłodszy polski milioner”, który skończył pracować mając 25 lat, kojarzony jest z jedną żółtą koszulą, w której udziela wszystkich wywiadów? Z jakiego powodu najbogatsza kobieta świata – Gina Rinehart – ani urodą, ani stylem życia nie przypomina Jennifer Lopez? Pośrednio odpowiedzią na te pytania są historie osób, które zostały milionerami dzięki loteriom. Callie Rogers (wygrana 1,9 mln £) wygraną roztrwoniła na implanty, zakupy i kokainę – dziś pracuje jako pielęgniarka.  Billy Bob Harrell (wygrana 31 mln $) kupił 6 domów, ranczo i mnóstwo samochodów – po wydaniu wszystkich pieniędzy rozwiódł się z żoną i popełnił samobójstwo. Te historie pokazują, że nie wystarczy być milionerem. Trzeba myśleć jak milioner.  Z drugiej strony czy nie po to zarabiamy, by móc wydać? Jak zatem wydawać, aby dalej mieć?

Inwestuj w siebie

Pomyśl, że zaoszczędziłeś 10 tysięcy złotych. Chętnie rozkręciłbyś jakiś biznes, ale nie ma na niego pomysłu; może zainwestowałbyś w czyjś projekt, ale boisz się jego porażki; albo kupiłbyś nowe auto czy wyjechał na luksusowe wakacje, choć trochę Ci szkoda. Jeśli nie masz pomysłu jak wydać pieniądze, to na pewno wydasz je źle. Jedyną dobrą radą jest inwestowanie w to, czego nikt nie może Ci zabrać. Rachunki za ogromny dom pożrą Twoje oszczędności, tak samo jak koszty paliwa i części do drogiego samochodu. Inwestuj w siebie. Kto zabierze Ci dyplom renomowanej uczelni, znajomość obcych języków czy umiejętności nabyte na kursach? Najgorszą wizją naszych czasów stało się widmo utraty pracy. A co gdyby to firma bałaby się stracić Ciebie? Specjalizuj się i bądź najlepszy. Chcesz zostać księgową? Bądź na bieżącą z ustawodawstwem i nowinkami w świecie finansów. Szukaj kursów i szkoleń – nie wszystkie z nich są płatne. A co się stanie, gdy połączysz ten zawód np. ze znajomością języka norweskiego? Twoja konkurencja na rynku pracy zaczyna topnieć. Marzysz o tym by zostać trenerem personalnym? Zrób kurs w tym kierunku, zdobędziesz tam nie tylko wiedzę, ale poznasz ludzi, którzy już pracują w tym zawodzie lub mają podobne aspiracje. Poznaj ich i pomyśl o tym, jak być o krok przed nimi.

Jak to zrobić?

Inwestowanie Unii Europejskiej w edukację Polaków sięga kilku miliardów Euro. Skoro Ty z niego nie skorzystałeś, to znaczy że zrobił to ktoś inny i to on jest o krok przed Tobą. Na lata 2014-2020 przygotowano nowy program dofinansowań. Warto śledzić te informacje na stronie: www.biznesflow.pl. W ofercie znajdą się kursy, szkolenia, studia oraz wyjazdy zagraniczne.

Wyrób sobie markę

Inwestowanie w siebie nie opiera się jedynie na faktycznie wiedzy i umiejętnościach, ale też na poinformowaniu innych, że je posiadamy. Spaw, żeby ludzie Cię poznali, czy poprzez bezpośrednie spotkania z specjalistami z branży (sprawdź ofertę targów i konferencji, na których spotkasz ludzi w interesującym Cię zawodzie), czy przez Internet. Buduj swój wizerunek nie tylko przez profile na profesjonalnych portalach czy w mediach społecznościowych. Nie chodzi tylko o to byś tam był, ale też o to, żebyś wypracował sobie renomę specjalisty w dziedzinie. Dlatego wypowiadaj się na forach, blagach czy stronach tematycznych podpisując się imieniem i nazwiskiem. Pozwól ludziom się poznać, a wszystko, co robisz zaprocentuje. Najlepszą drogą do sukcesu jest działanie niekonwencjonalne. Może sam zorganizujesz szkolenie lub webinar, żeby podzielić się swoją wiedzą? Nie bój się wychodzić poza schematy: sięgaj wyżej, osiągnij więcej.

foto: blog.smartypig.com

Autor: Anna Gembalczyk

 

Zarządzanie czasem – jak go nie marnować?

Codziennie rozpoczyna się pierwszy dzień z reszty Twojego życia. Choć w pierwszej chwili brzmi to jak ostrzeżenie bandyty planującego zaczajenie się na nas w ciemnej alejce, po głębszym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że to święta prawda. Pozostaje tylko pytanie, co zrobić z tą wiedzą? Po pierwsze (i najważniejsze): nie marnować żadnego dnia. Upływ czasu jest nieubłagany i ani się obejrzysz, jak siedząc w bujanym fotelu i dziergając na drutach szaliki dla wnuków będziesz wspominać stare dzieje. Dzięki temu artykułowi dowiesz się, jak świadomie planować swój czas i optymalnie go wykorzystywać. Ale nie marnujmy czasu – do dzieła!

 Przeprowadź mały remanent

Największy paradoks czasu brzmi: „Tylko niektórzy mają dostatecznie dużo czasu, a jednak każdy ma go tyle, ile go jest”. Powiedzmy sobie szczerze, czy nie marzysz o tym, by doba wydłużyła się o kilka godzin? Przecież te dwadzieścia cztery, które mamy do dyspozycji, to jakaś kpina. A ile z nich wykorzystujesz naprawdę efektywnie? Aby nauczyć się umiejętnie gospodarować czasem, przede wszystkim musisz odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań, zrobić tzw. „remanent czasu”. Zastanów się, na co przeznaczasz go najwięcej (nauka, praca, wyjścia z przyjaciółmi) i jakie czynniki zazwyczaj zakłócają wcześniej ustalony harmonogram dnia (telefony, niezapowiedziani goście). Jeśli dodatkowo spiszesz wyniki swoich refleksji na kartkę, będziesz miał czarno na białym (dosłownie!), co należałoby zmienić, aby marnować jak najmniej czasu. Oprócz tego, przy każdej czynności zadaj sobie dwa pytania: czy czynność była konieczna? Czy nakład czasu można czymś uzasadnić? Jeśli przy większości odpowiedziałeś „nie”, znasz już swoje słabe strony. Pamiętaj, że już sama metoda sporządzania notatek przynosi błyskawiczny efekt samopoznawczy.

Jasno określ swój cel

Kiedy już wiesz, na co zwracać uwagę przy planowaniu czasu i jakich „zakłóceń” się wystrzegać, przejdź do kroku numer dwa, czyli określenia celu swoich działań. Przyjmijmy, że masz do zrealizowania ogromny projekt na zaliczenie semestru lub napisanie dwóch rozdziałów pracy magisterskiej. Termin upływa za miesiąc, a Ty zupełnie nie wiesz, jak się do tego zabrać. Aby nie dać się panice, pamiętaj: tylko spokój może Cię uratować. No, może nie tylko, gdyż niezwykle pomocne jest również ustalenie celu na każdy dzień. Ukierunkuj swoje wysiłki na to, co masz do zrobienia w ciągu najbliższej doby. Nie wybiegaj w przyszłość, skup się na jednym, konkretnym zadaniu, którym zajmiesz się dzisiaj. Cele determinują wyniki, gdyż nie chodzi o to, co się robi, lecz po co się to robi. Stają się wyzwaniem i uwalniają energię niezbędną do podjęcia odpowiednich działań. Są również miarą służącą do oceny wydajności. Nie ma co owijać w bawełnę: nawet najlepsza metoda, nadzwyczaj kreatywne działanie stają się bezwartościowe, jeśli nie ustalisz przedtem jasno i jednoznacznie, co właściwie chcesz osiągnąć. Pamiętaj, że cel jest mot(ywat)orem i siłą napędową naszego postępowania.

Planowanie długoterminowe

Praca magistereska obroniona, projekt zrealizowany na piątkę, ale co dalej? Planowanie z dnia na dzień masz już w małym paluszku, teraz pozostaje jedynie zastanowić się, co z tym życiem. Darujmy sobie jednak filozoficzne przemyślenia i przejdźmy od razu do sedna: pora na utrwalenie pragnień i celów życiowych, które będą realizowane w dalszej przyszłości. Jeśli nie masz pomysłu na siebie, weź do ręki kartkę i długopis i stwórz swój własny obraz pożądanej kariery zawodowej. Odpowiedz na pytania: co właściwie zawodowo robiłbym najchętniej? Gdybym miał możliwość wyboru pozycji, funkcji i branży, kim zostałbym najchętniej? Uwierz, że od tak stworzonej wizji promieniuje silna motywacja do wzmożonej pracy. Dzięki jasno określonym celom łatwiej pokierujesz swoimi działaniami i procesem decyzyjnym na drodze do realizacji pragnień. Przelanie myśli na papier sprawia, że życiowe cele nabierają charakteru wyzwania, a Ty sam stajesz się człowiekiem czynu, a nie tylko marzycielem.

Autor: Katarzyna Woźniak