Kilka prostych metod, dzięki którym nauczysz się kontrolować złość

Jak brzmi słowo najczęściej (nad)używane przez Polaków? Wystarczy, że podpowiem, że chodzi o wulgaryzm i już wszystko powinno być jasne. Pełen ekspresji wyraz na „k” idealnie pasuje do zobrazowania niemalże każdego uczucia (wszystko zależy od odpowiedniego akcentu), jednak nie da się ukryć, że jego najpopularniejszym towarzyszem jest złość. Co zrobić, aby ograniczyć użycie tak często cisnącego się na usta słowa? To proste – mniej się złościć. Tylko…jak tego dokonać?

Oddychaj głęboko!

Złościmy się praktycznie na wszystko. Rano – wylana na czyste ubranie kawa, korki w drodze do pracy, po południu – kontrolna wizyta u lekarza, kolejki w sklepach, a wieczorem odwołany koncert, na który czekaliśmy wieki. Każda taka sytuacja to punkt zapalny: pstryk! i już jesteśmy gotowi ciskać gromy na wszystkich wokół. Istnieją na szczęście proste sposoby, aby wyzwolić się z tej przytłaczającej niewoli namiętności. Po pierwsze: kilka głębokich oddechów. Choć metodę tę praktykowali zapewne już starożytni Rzymianie, okazuje się skuteczna do tego stopnia, że psychologowie jak świat długi i szeroki polecają ją w pierwszej kolejności. Po dziś dzień pozostaje ona wzorcowym przykładem na to, jak uśmierzać złość. Pozwala odzyskać równowagę fizjologiczną poprzez przeczekanie przypływu adrenaliny. Tak więc kiedy tylko ogarnia cię wściekłość, pamiętaj: wdech i wydech, wdech i wydech…

Odpuść sobie…

Drugi sposób na radzenie sobie ze złością jest nieco trudniejszy i wymaga większego skupienia się na sytuacji, która wywołała tak nieprzyjemne emocje. Należy uchwycić myśli wyzwalające przypływy wściekłości i przeciwstawić się im, ponieważ to właśnie pierwsza ocena zdarzenia „nakręca” wybuch gniewu, a każda następna – jeśli pozostaje taka sama – jeszcze bardziej go podsyca. W związku z tym bardzo ważny jest moment, w którym decydujemy się na przeciwstawienie się owym myślom. Jeśli uda się go uchwycić – pełen sukces. Zamiast więc bez chwili zastanowienia wrzeszczeć na palanta, to znaczy pana, który „przypadkiem” zajechał ci drogę, postaraj się odeprzeć wszelkie obraźliwe określenia cisnące się w tej chwili na usta. Daj spokój ze strzępieniem sobie języka i spróbuj stawić czoło myślom wywołującym złość.  Tym samym zaoszczędzisz sobie i nerwów, i czasu na dyskusje z „genialnym” kierowcą.

„Muszę ochłonąć”

Ostatnią – ale wcale nie najgorszą! – metodą pomocną przy opanowaniu złości jest tzw. wyjście dla ochłonięcia. Jeśli czujesz buzującą w żyłach krew i masz wrażenie, że lada moment zaczniesz przypominać postać rodem z kreskówki z buchającą z uszu parą, wyjdź zaczerpnąć świeżego powietrza. Tylko uwaga! Nie próbuj wówczas wsiadać do samochodu i pędzić w siną dal, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Zdecydowanie lepszą alternatywą będzie spacer lub wysiłek fizyczny, który paradoksalnie pomoże obniżyć pobudzenie organizmu. Pamiętaj tylko o jednej zasadzie: nie poświęcaj ani chwili na analizowanie sytuacji, która skłoniła cię do wyjścia. Każda taka myśl jest bowiem sama w sobie impulsem wyzwalajacym kolejne fale złości. Stąd już tylko o krok do prawdziwego tsunami wściekłości. Jeśli uda ci się opanować wymienione wyżej sposoby na radzenie sobie z tym groźnym uczuciem, gwarantuję, że kwestią czasu pozostaje ograniczenie do minimum używania wspomnianego na wstępie wulgaryzmu.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: politichicks.tv

Lista rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen, część 2.

Ten artykuł jest kolejną częścią tekstu Lista 7 rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen. Polecam Ci także zapoznanie się z artykułem Efektywny i zdrowy sen – czyli jak wydłużyć sobie dobę o kilka godzin

Na samym początku swojej walki o zdrowy i krótki sen będziesz zmagał się ze starymi przyzwyczajeniami swojego organizmu. Przez kilka dni dręczyć Cię będzie senność oraz trudności z przekonaniem samego siebie do regularnego wstawania i zasypiania. Doświadczyłem tego samego na początku mojej przygody ze zmianą stylu spania, dlatego wypracowałem kilka sposobów, które pomogły mi pokonać wyżej wymienione trudności. Wiele z nich będzie dla Ciebie przydatne także później i pomoże Ci wprowadzać swoją efektywność oraz zdrowie na kolejne poziomy.

  1. Na godzinę przed zaśnięciem nie czytaj żadnych wiadomości ani nie oglądaj pobudzających materiałów. Poświęć ostatnią godzinę swojego dnia na zrelaksowanie. W innym przypadku andrenalina i podekscytowanie uniemożliwią Ci zaśnięcie. Dla mnie osobiście najlepszym rozwiązaniem jest czytanie książki, nauka języka obcego lub medytacja.
  2. Zorganizuj sobie bufor czasowy na godzinę przed planowanym pójściem spać. Często wyskakują nam niespodziewanie jakieś sprawy, które mącą nasz spokój i za które często chcemy się wziąć od razu. Czasami ktoś do nas wpadnie późno wieczorem i nawiązuje się dłuższa konwersacja. Wszystkie takie sprawy mogą opóźnić Twoje zaśnięcie i tym samym rozregulować organizm. Załatw wszystkie swoje sprawy na godzinę przed zaśnięciem, napisz smsa do mamy/dziewczyny, że życzysz im dobranoc i już idziesz spać a następnie wycisz zupełnie lub nawet wyłącz telefon. Absolutnie nie sprawdzaj maila lub facebooka. Ta ostatnia godzina poświęcona jest tylko na Twój relaks.
  3. Korzystaj ze stoperów do uszy. Zminimalizujesz ryzyko nocnej pobudki, które obudzą Cię w trakcie cyklu i zniweczą wszystkie wysiłki. Ja korzystam ze stoperów do ugniatania ( wyglądają jak modelina). Na początku trudno się przyzwyczaić i ma się wrażenie, że jak wsadzimy je do uszu to już tam zostaną na zawsze. Nigdy jednak nie przytrafiło mi się z nimi nic nieprzyjemnego, a ich skuteczność jest naprawdę wysoka.
  4. Po porannej pobudce spróbuj się wręcz zerwać z łóżka. Nie daj się nabrać na słodko brzmiące w Twojej głowie „jeszcze tylko 5 minutek”. Jeśli zaśniesz znowu, nawet na chwilę, wstaniesz o wiele bardziej zmęczony i niewyspany. Wyskocz z łózka jak oparzony, przemyj kilka razy twarz lodowatą wodą i zrób sobie mocną herbatę (odradzam kawę, gdyż ma zbyt mocne i uzależniające działanie). Powtarzaj sobie cały czas, że jeśli wytrzymasz jeszcze chwilę, to zaraz poczujesz się lepiej. I tak właśnie będzie. Te same zasady obowiązują podczas popołudniowej drzemki. Uważaj, żeby nie przekroczyć magicznej granicy 15 minut.
  5. Puść energetyczną muzykę, która pobudzi Cię do życia.
  6. Gdy poczujesz się naprawdę senny w ciągu dnia utnij sobie 15 minutową drzemkę. Zminimalizuj ryzyko przerwania Twojego wypoczynku ( wyłącz telefon, zamknij drzwi od pokoju). Jeżeli za kilka godzin będziesz znowu potrzebował drzemki, nie wahaj się. 2 drzemki w ciągu dnia są akceptowalne.
  7. Musisz mieć ekscytujący cel, dla którego wstajesz każdego ranka. Powieś sobie nad łóżkiem zrobiony przez siebie plakat obrazujący Twoją wymarzoną przyszłość ( piękny dom, egzotyczne podróże, rodzina, samochód – wszystko, o czym najbardziej marzysz) i tuż po wstaniu wpatruj się w niego i wizualizuj sobie realizację swoich planów. Gdy już nasycisz się energią swoich marzeń, zabierz się do pracy i staraj się je urzeczywistnić.
  8. Stwórz swoją listę rzeczy, które Cię pobudzają i ekscytują – pozwolą Ci przełamać senność, kiedy nadejdzie. Na mnie osobiście najlepiej działa oglądanie filmików z walk tanecznych albo z koncertów Gogola Bordello, a także wizualizacja marzeń i planowanie podróży. Wybierz takie, które zadziałają najlepiej na Ciebie.
  9. Spróbuj poćwiczyć medytację i techniki właściwego oddychania. Potrafią dać naprawdę niesamowity efekt.

I na koniec mały wspomagacz – mieszanka cynku, magnezu i witaminy B6. Korzystam z tej witaminowej kombinacji ponieważ wzmacniają nocne zdolności regeneracyjne organizmu oraz zapewniają spokojny sen. Jest to szczególnie pomocne dla osób aktywnie uprawiających sport, gdyż pomaga naszym mięśniom odzyskać swoje maksimum w trakcie snu. Osobiście kupuję witaminy o nazwie Scitec MZB6 (60 kapsułek za 29 zł – to najkorzystniejsza cena przy wysokiej jakości jaką udało mi się znaleźć). Łykam jedną kapsułkę dziennie pół godziny przed snem. W moim przypadku (zwłaszcza podczas treningów) efekty były widoczne od razu.

To już wszystkie porady jakie dla Ciebie miałem w kwestii związanej ze zdrowym i krótkim spaniem. Jestem przekonany, że jeżeli uczciwie będziesz się do nich stosował uzyskasz efekty co najmniej tak dobre jak ja. Powodzenia!

Przeczytaj także:

Lista 7 rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen – część 1

Efektywny i zdrowy sen – czyli jak wydłużyć sobie dobę o kilka godzin

Autor: Michał Szymański

foto: blogs.nvcc.edu

Samoświadomość emocjonalna oraz jej brak – czy rozumiesz swoje emocje?

W powieści Henry’ego Rotha pt. „Nazwij to snem” pada następujące zdanie: „Jeśli mogłeś ubrać w słowa to, co czułeś, to było to twoje”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jeżeli brakuje słów na to, by określić swoje uczucia, świadczy to o tym, że nie są one naszymi własnymi. Brzmi intrygująco? Jeszcze bardziej tajemniczy wydaje się być pochodzący z greckiego termin aleksytymia. Co się za nim kryje? Postaram się znaleźć rozwiązanie tej zagadki.

Równoległy strumień świadomości

Zacznijmy od pojęcia samoświadomości. W skrócie można opisać ją jako umiejętność zwracania uwagi na emocje oraz ich nazywania. Warto jednak zauważyć, że nie jest ona motorem napędowym naszych reakcji na zdarzenia. Wręcz przeciwnie – pozwala skupić się na wszystkim, co nas otacza, jednocześnie odgrywając rolę bezstronnego świadka, na zasadzie: „okej, Janek nie oddał mi jeszcze pożyczonej stówki, ale mimo, że przez niego jestem teraz bez grosza, nie będę wszczynać żadnej awantury”. Samoświadomość jest więc neutralnym stanem, dającym możliwość autorefleksji w chwilach, gdy targają nami naprawdę silne emocje. Pozwala pozostawać nieco na uboczu tego, co przeżywamy.

   

Emocjonalne zero

Ludzie odczuwają emocje z różną intensywnością. Choć większość z nas na widok pożaru własnego domu uciekałaby w popłochu lub w panice rzuciłaby się na poszukiwanie gaśnicy, są też tacy, którzy poszliby po nią spokojnym krokiem uznając, że nie ma potrzeby się spieszyć. Co prawda trudno w to uwierzyć, ale tacy ludzie naprawdę istnieją i to właśnie do nich idealnie pasuje wymienione w pierwszym akapicie pojęcie aleksytymii. Mowa o osobach, które pozbawione są jakichkolwiek namiętności, nie odczuwają żadnych emocji nawet w tak alarmujących sytuacjach, do których niewątpliwie należy pożar. Teraz z pewnością z niedowierzaniem kręcisz głową, powątpiewając w to, iż istnieją ludzie zupełnie wyprani z emocji. I tu kolejne zaskoczenie: takich osób jest więcej, niż myślisz, o czym przekonasz się czytając kolejny akapit.

Ach, ta silna płeć

Nie od dziś wiadomo, ze kobiety znacznie intensywniej od mężczyzn odczuwają zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje. Romantyczny film wywołuje łzy wzruszenia, wyprzedaż w ulubionym sklepie to czysta radość, a impreza z przyjaciółmi synonim szczęścia. Płeć przeciwna jest – delikatnie mówiąc – nieco mniej uczuciowa. Mogę się założyć, że osiem na dziesięć kobiet pozostających w stałym związku ma do zarzucenia swojemu partnerowi, że jest emocjonalnym analfabetą, który nie potrafi sklecić zdania na temat własnych emocji. Mężczyźni zazwyczaj są niezwykle powściągliwi, a szczytem ekspresji jest dla nich wymruczenie krótkiego „to świetnie” na wieść o tym, że ukochana dostała awans, o którym od dawna marzyła. Mimo, że powyższe przykłady należy traktować z przymrużeniem oka, to jednak z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że mężczyznom częściej brakuje słów na określenie tego, co czują. W związku z tym sprawiają wrażenie, jakby byli zupełnie pozbawieni uczuć, choć wynika to raczej z niezdolności do ich wyrażania niż z rzeczywistego braku emocji. Podsumowując – aleksytymia to stan, któremu brakuje głównego składnika inteligencji emocjonalnej, jaką jest samoświadomość i choć nie należy generalizować, to jednak znacznie częściej dotyka ona mężczyzn, o których nie bez kozery mówi się: „silniejsza płeć”.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: fanpop.com

Jak przełamać swój lęk i przestać bać się zmian

Często zdarza Ci się czuć potrzebę przeprowadzenia w życiu jakieś zmiany? Właściwie myślisz o tym od dawna, ale ciągle trudno Ci sobie wyobrazić, jak to będzie. Nie martw się, każdy choć raz czuł tak samo. Jednak niektórzy skutecznie przełamali ten lęk. Jak to zrobić? Continue reading “Jak przełamać swój lęk i przestać bać się zmian”

Czy wysokie IQ to gwarancja sukcesu?

Mogłoby się wydawać, że nasze IQ jest wizytówką, która wiele może powiedzieć o człowieku. Często ulegamy wrażeniu, że wysokość ilorazu inteligencji jest również wyznacznikiem osobowości, w myśl zasady „pokaż mi swoje IQ, a powiem ci, kim jesteś”. Kiedy słyszymy, że ktoś może poszczycić się wynikiem zbliżonym do Einsteina czy Dody (tak, tak, to nie żart!), patrzymy na niego z szacunkiem, mówimy: „ale łebski facet!”, „ta to ma głowę!”. Warto się jednak zastanowić, czy wysoki iloraz inteligencji jest równoznaczny z tzw. inteligencją życiową, emocjonalną? Sprawdźmy, jak jest naprawdę.

Wiedza = sukces?

Inteligencja, która pozwala nam osiągać rewelacyjne wyniki w nauce i wygrywać różnego rodzaju konkursy ma niewiele wspólnego z życiem emocjonalnym. Nie da się przewidzieć, czy osoba, która była największym bystrzakiem na studiach będzie równie łatwo radzić sobie w życiu prywatnym. Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż świadectwa z czerwonym paskiem nie gwarantują sukcesu w przyszłym życiu. Decyduje o nim przecież jedynie 20 % umiejętności, a pozostała część to wypadkowa kilku zmiennych, między innymi szczęścia. Nie bez powodu mówi się o kimś, komu wszystko się udaje, że ma więcej szczęścia niż rozumu. Choć zwykle towarzyszy temu stwierdzeniu żartobliwy ton, jest w nim ziarnko – a nawet kilka ziarenek – prawdy.

 

 

Emocje mają znaczenie

Inteligencja emocjonalna jest pojęciem nowym, jednak ten zbiór cech, na który składają się m.in. zdolność motywacji, wytrwałość w dążeniu do celu mimo niepowodzeń czy optymistyczne patrzenie w przyszłość ma często olbrzymi wpływ na nasze życie. Nie twierdzę, że bycie prymusem i umiejętność panowania nad emocjami nie mogą iść ze sobą w parze, jednak zdarza się, że te dwa zagadnienia nigdy się ze sobą nie łączą. Warto bowiem zauważyć, że inteligencja teoretyczna, wiedza, którą błyszczymy podczas całego procesu edukacji, praktycznie nie przygotowuje do skutecznego odpierania przeciwności losu. Niestety, nasza kultura koncentruje się wyłącznie na zdolnościach naukowych, ignorując te, które składają się na charakter każdego człowieka. Społeczeństwo skupia się głównie na wiedzy fachowej i pozostaje mieć tylko nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

Testom na inteligencję mówimy „nie”!

Współczesny świat opiera się na „myśleniu w kategorii ilorazu inteligencji”, jak to niezwykle trafnie ujął Howard Gardner, amerykański psycholog i wykładowca Harvardu. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że ludzie albo są bystrzy, albo nie i takimi się rodzą, a zweryfikować to mogą jedynie testy IQ. Takie podejście wydaje się lekko groteskowe, gdyż jak można oceniać człowieka przez pryzmat tego, ile punktów uzyskał w „jakimś tam” teście, wymyślonym zaledwie sto lat temu? Nie dajmy się zwariować, bo przecież nie istnieje tylko jeden rodzaj uzdolnień, który weryfikuje, kim będziemy w przyszłości i jak wielki sukces osiągniemy. Skupmy się raczej na naszej osobowości, poglądach, podejściu do życia. Najczęściej właśnie te cechy wyznaczają nam drogę do kariery i życiowego powodzenia.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: inovizion.com

Naucz się, jak kontrolować własne emocje

Wydawać by się mogło, że głównym wyznacznikiem postępowania ludzi, ważniejszym nawet od wszelkiego rodzaju kodeksów i spisanych wieki temu reguł jest zasada „najpierw pomyśl, potem rób”. Nie wierzę, że istnieją osoby, którym rodzice już od wczesnego dzieciństwa nie wpajaliby tej złotej myśli, dzięki której można było uniknąć wielu stresujących sytuacji. „Zastanów się, zanim palniesz coś głupiego”, „zamiast płakać, poproś Jasia, by pożyczył ci rower” i inne tego typu kazania to prawdziwe zmory dzieciństwa. A jak jest z kontrolowaniem emocji w dorosłym życiu? 

Kto za tym wszystkim stoi?

Przekraczając progi dorosłości musimy zmierzyć się z szeregiem sytuacji o wiele trudniejszych niż kłótnie w piaskownicy o wiaderko. Stajemy przed ciężkimi wyborami, rządzą nami emocje, które nie poddają się tak łatwo w walce z racjonalnym myśleniem. Niezwykle trudno spotkać osoby, które odznaczałyby się tak wielkim opanowaniem, że nawet w sytuacji nagłego stresu zachowują pełną przytomność umysłu i są oazą spokoju niczym kwiat lotosu na nieruchomej tafli jeziora. Jeśli do nich należysz, jesteś prawdziwym szczęśliwcem. Jeśli nie, zastanawiasz się pewnie, kto, albo raczej co stoi za emocjonalnymi eksplozjami, które zadają kłam wspomnianej na początku zasadzie. „Przewrotów” w systemie nerwowym dokonuje jeden z ośrodków układu limbicznego o smacznie brzmiącej nazwie – ciało migdałowate.

Poskramianie przeciwnika

Teraz, zamiast marzyć o niebieskich migdałach, zastanów się, jak często tracisz nad sobą kontrolę, wybuchając złością na przyjaciela czy wrzeszcząc na kierowcę innego samochodu. Później, analizując sytuację „na chłodno” dochodzisz z pewnością do wniosku, że Twoja reakcja była przesadzona, jednak co się stało, to się nie odstanie. Czasu co prawda nie da się cofnąć, ale możesz nauczyć się poskramiać emocje, by w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Jak to zrobić? Kiedy coś Cię zdenerwuje, weź kilka głębokich wdechów lub policz do dziesięciu. Ciało migdałowate, specjalizujące się w reakcjach emocjonalnych będzie miało czas „ochłonąć”, a Ty spojrzysz na całe zdarzenie z innej perspektywy.

Wszystkie uczucia w jednym miejscu

Ciało migdałowate zyskało już etykietkę „sprawcy”, jednak warto wiedzieć, że nie takie ciało straszne, jak je malują. Nie bez powodu nazywane jest siedliskiem WSZYSTKICH namiętności, nie tylko tych złych. Gdyby odciąć połączenie między nim a resztą mózgu, ludzie popadliby w stan określany mianem „ślepoty uczuciowej”, gdyż kontakty z innymi, jeśli są pozbawione znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. Tworzy to przerażającą wizję siedmiu miliardów osób o twarzach bez wyrazu, nie posiadających zdolności do tego, by kochać, pożądać czy odczuwać radość. W związku z tym nie potępiajmy tak naprawdę Bogu ducha winnego ciała o migdałowym kształcie, ponieważ zarówno ono, jak i oddziaływania, które zachodzą między nim a korą mózgową składają się na rdzeń inteligencji emocjonalnej. Zresztą, przyznajcie: lepiej chyba nauczyć się kontrolować emocje niż żyć będąc zupełnie pozbawionym zdolności do ich odczuwania.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: natashasharma.com/

Emocja kontra racjonalne myślenie – czym warto się kierować?

Adam Mickiewicz w balladzie „Romantyczność”, manifeście światopoglądowym swojego pokolenia zestawia „szkiełko i oko”, będące symbolem racjonalności z „czuciem i wiarą”, które zdaniem narratora utworu znacznie poszerzają horyzont poznawczy człowieka. Nawet dziś bezustanna walka między Sercem a Rozumem spędza sen z powiek psychologom, a sami zainteresowani stali się bohaterami medialnej rzeczywistości, grając główne role we wszystkich reklamach pewnej pomarańczowej sieci. Kto wygrywa tę racjonalno-emocjonalną potyczkę? 

Emocje to potęga

Od zarania dziejów ludzie kierowali się przede wszystkim emocjami. Możemy tylko domniemywać, jednak wydaje się to oczywiste, że już żyjący miliony lat przed naszą erą neandertalczyk uciekał gdzie pieprz rośnie przed mamutami, kierowany tylko i wyłącznie strachem. Wraz z pojawieniem się człowieka myślącego niewiele się zmieniło. Homo sapiens potrafił co prawda racjonalnie przeanalizować zagrożenie, jednak nadal to właśnie emocje brały nad nim górę. Tak zostało do dziś, a ewolucja wyznaczyła emocjom centralną rolę w ludzkiej psychice.

Porywy serca na pierwszym miejscu

Kiedy najczęściej kierujemy się emocjami? Przede wszystkim wtedy, gdy życie stawia przed nami zadania i wyzwania zbyt ważne, by rozum sam sobie z nimi poradził. Należą do nich sytuacje, w których grozi nam niebezpieczeństwo, kiedy mimo rzucanych nam pod nogi kłód dążymy do obranego wcześniej celu lub wówczas, gdy staramy się zdobyć partnera i założyć z nim rodzinę. No właśnie, to jak to jest z tą miłością? W tym wypadku repertuar emocjonalny człowieka trudno ogarnąć – nomen omen – umysłem. Uczuciu zakochania towarzyszą tak silne emocje, że często z łatwością zapominamy, iż oprócz serca mamy jeszcze jeden niezwykle cenny organ – mózg. Buzujące hormony, poziom endorfin bliski górnej granicy Absolutnego Szczęścia dają nam to, czego nie może zaoferować labirynt poskręcanych zwojów skryty w głowie, którą niemalże sięgamy chmur.

Dwa umysły

W toczącej się na przestrzeni tysięcy lat bitwie między Sercem i Rozumem nastąpił przełom. Okazuje się bowiem, że Matka Natura wyposażyła nas w nie jeden, ale dwa umysły – emocjonalny i racjonalny. Wydawałoby się, że daje to ogromną przewagę, ba! nawet wygraną ludzkiemu mózgowi. Zanim jednak zwolennicy „szkiełka i oka” wzniosą toast za zwycięstwo, warto zauważyć, że umysł, który „czuje” jest nierozerwalnie związany z naszymi emocjami. To dzięki temu połączeniu możliwe jest istnienie impulsywnego sposobu poznawania. Mimo, iż często jest ono sprawcą naszego nielogicznego postępowania, to jednak nie sposób nie docenić potęgi „czującego” umysłu. Podział na dwa umysły jest więc idealnym odzwierciedleniem mickiewiczowskiego spotkania intelektualnego podejścia do rzeczywistości i kierowania się sercem.

Bezustanny spór rozsądku z uczuciem   

            Mimo, iż rozum racjonalny i emocjonalny „żyją” ze sobą zazwyczaj w ścisłej harmonii, zdarzają się między nimi kłótnie, często naprawdę zażarte. Nie zapominajmy o tym, że obydwa są niezależnymi władzami i kiedy ogarnia nas fala namiętności, równowaga przestaje istnieć. Zazwyczaj w takich utarczkach górę bierze Serce i to jemu należy przyznać palmę pierwszeństwa. Cóż, romantycy mieli rację: namiętności co rusz przeważają nad rozsądkiem, dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak kierować się mottem płynącym z „Romantyczności”: Miej serce i patrzaj w serce!”.

foto: vimeo.com

Autor: Katarzyna Woźniak

Jak zwiększyć pewność siebie – proste i skuteczne sposoby, cz.4.

Niniejszy tekst jest ostatnią częścią cyklu „Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie”. Poprzednie znajdziesz tutaj: Część 1, Część 2, Część 3 .

1. Przygotowanie

Henry Ford powiedział, że dobre przygotowanie się jest najważniejszym czynnikiem sukcesu. Brak pewności siebie może wynikać nie tylko z niskiej samooceny, lecz także ze świadomości, iż nie jesteśmy gotowi sprostać danemu zadaniu. Często nawet mistrzowie w danej dziedzinie mają tremę przed sprawdzianem ich kompetencji, jeżeli nie poświecili wystarczająco wiele czasu na przygotowania. Dołóż wysiłku, aby przystąpić do czekającego Cię wyzwania z myślą, że zrobiłeś wszystko co się dało aby się do niego przygotować. Twoja pewność siebie będzie miała wtedy solidne fundamenty.

Ćwiczenie: Wybierz jedną czynność, przy której Twoja pewność siebie Cię zawodzi. Wypisz na kartce wszystkie możliwości, które mogłyby Ci pomóc się do niej przygotować. Ustal sobie harmonogram realizacji tych pomysłów (na każdy dzień przydziel sobie jakieś zadanie), a następnie przystąp do wypróbowania swoich umiejętności i podejmij wyzwanie (nawet bardzo małe), które wcześniej było dla Ciebie stresujące.

2. Sąd ostateczny

„Świadomość tego, że pewnego dnia będę martwy jest jednym z najważniejszych narzędzi, jakie pomogły mi w podjęciu największych decyzji mojego życia. Prawie wszystko – zewnętrzne oczekiwania wobec ciebie, duma, strach przed wstydem lub porażką – wszystkie te rzeczy są niczym wobec śmierci. Tylko życie jest naprawdę ważne. Pamiętanie o tym, że kiedyś umrzesz jest najlepszym sposobem jaki znam na uniknięcie myślenia o tym, że masz cokolwiek do stracenia. Już teraz jesteś nagi. Nie ma powodu, dla którego nie powinieneś żyć tak, jak nakazuje ci serce”  – Steve Jobs.

Być może brzmi to nieco makabrycznie, ale to właśnie dzięki świadomości istnienia śmierci ludzie często odważają się na wielkie czyny. Pamiętaj, że tak naprawdę nie masz nic do stracenia. To Twoje życie i będziesz mógł je przeżyć tylko raz. Czy potrzebny jest jakiś inny powód, żeby odegnać niepewność i śmiało zacząć realizować swoje marzenia?

Ćwiczenie: Postaw przed sobą wyzwanie, które wystawia Twoją pewność siebie na próbę. Następnie chwilę przed jego realizacją przypomnij sobie powyższe słowa Steva Jobs`a. Uświadom sobie ich znaczenie oraz moc i zrób to, co należy.

3. Twoje otoczenie

Znasz takie powiedzenie „jesteś tym co jesz”? Odnosi się do zasad zdrowego żywienia i ostrzega nas, że rodzaj i jakość produktów, które spożywamy warunkuje nasze zdrowie i kondycję ciała. Dokładnie ta sama zasada działa wobec umysłu – to co wchłaniasz z otoczenia formułuje Twój charakter i nastawienie. Zastanów się nad ludźmi jacy Cię otaczają. Jeżeli są to same marudy, hejterzy czy energetyczne wampiry bądź świadomy, że wkrótce staniesz się jednym z nich. Jeżeli chcesz być pewnym siebie, spełnionym i szczęśliwym człowiekiem to dokładnie takimi ludźmi musisz się otaczać.

Więcej na ten temat znajdziesz w artykule „ Jak Twoi znajomi wpływają na Twoje sukcesy”.

Aby Twoja pewność siebie była trwała i mocna poświęć wystarczająco dużo czasu na treningi. Przeczytaj raz jeszcze wszystkie artykuły z niniejszego cyklu i wykonaj ćwiczenia. Każdego dnia stawiaj przed sobą wyzwania i staraj się choćby w najmniejszym stopniu osiągnąć nieco więcej, niż dnia poprzedniego. Po miesiącu intensywnych starań zobaczysz niesamowity efekt i poczujesz się jak nowo narodzony, pewny siebie człowiek.

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 1.

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 2.

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 3.

Powodzenia!

Autor: Michał Szymański

Kocha, LUBI, szanuje… – rady, jak być lubianym

„Nie polubię cię, jak powiedzieć prościej? Zbliżysz się o krok, porachuję kości” – śpiewała Monika Brodka. Więc jak to jest z tym lubieniem? Najczęściej w kilka minut po poznaniu kogoś potrafimy stwierdzić, czy obdarzymy tę osobę sympatią. Ale zaraz… co zrobić, żeby inni polubili nas? Jeśli dręczy Cię wizja zostania adresatem podobnych słów, jak te w piosence Brodki, najwyższy czas na małą lekcję „bycia lubianym”.

Po pierwsze – szczere zainteresowanie

Prawda stara jak świat głosi, że to, co najbardziej interesuje ludzi, to oni sami. W związku z tym każda próba zaimponowania drugiej osobie własnymi osiągnięciami najpewniej skończy się jej cichą modlitwą, by ten chwalipięta nareszcie zniknął z pola widzenia. Krótko mówiąc – porażka na całej linii. Najszybszą drogą do sukcesu będzie więc szczere zainteresowanie ludźmi i bezinteresowny podziw. Zadawanie tysiąca pytań o rodzinę, zdrowie, a nawet ulubiony film z Robertem de Niro sprawi, że będziesz postrzegany jako osoba potrafiąca słuchać, a to, jak wiadomo, jedna z najważniejszych cech dobrego przyjaciela.

Uśmiech proszę!

Nawet zwykłe „cześć” okraszone szerokim uśmiechem ma siłę rażenia sto razy większą niż to samo powitanie wypowiedziane ze smętną miną. Wydaje się to oczywiste, ale żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić tę „najprawdziwszą prawdę” przeprowadź mały eksperyment. Jednego dnia w drodze do pracy lub szkoły uśmiechaj się do każdego mijanego człowieka. Mogę się założyć, że 99 % odpowie ci tym samym. Zdziwisz się, ile korzyści, i to obopólnych, płynie z tak prostego gestu. Zarówno Tobie, jak i wszystkim tym ludziom nawet najbardziej ponury dzień wyda się piękniejszy, a ochota do pracy czy nauki przyjdzie ze zdwojoną mocą. W tym tkwi magia uśmiechu.

Mów o tym, co ważne dla rozmówcy 

Droga do serca drugiej osoby nie zawsze wiedzie tylko przez żołądek. Nie musisz być mistrzem kuchni, by zdobyć czyjąś sympatię. Wystarczy, że nauczysz się mówić o rzeczach, które są ważne dla Twojego rozmówcy, a z pewnością zyskasz w jego oczach. Zasada jest prosta: jeśli wiesz, że kolega interesuje się żeglugą, rozmawiaj z nim z o tym, mimo że Ty nie masz na ten temat bladego pojęcia. Bez obaw, nie uzna Cię za nieduouczonego laika, a wręcz przeciwnie – będzie mile zaskoczony, że chcesz dowiedzieć się więcej o jego pasji. Taka rozmowa niesie ze sobą o wiele więcej emocji (pozytywnych!) niż nawet najbardziej zażarta dyskusja o pogodzie.

Możesz powtórzyć swoje nazwisko?

Na koniec rada, która może Cię zaskoczyć. Przeciętny człowiek z racji tego, że – tak jak zostało wspomniane wcześniej – najbardziej zainteresowany jest samym sobą, uwielbia także własne nazwisko. Jest ono dla niego ważniejsze niż imiona i nazwiska z całego świata razem wzięte. Możesz wykorzystać tę świadomość, aby zdobyć czyjąś sympatię. Wystarczy, że nauczysz się zapamiętywać imiona nowo poznanych osób, by przy kolejnym spotkaniu móc przywitać się bez gorączkowego zastanawiania się, czy masz do czynienia z Olą, Alą czy Ulą. Najlepiej zaraz po przedstawieniu się powtórz kilka razy w myślach imię nowego znajomego. To nie tylko świetne ćwiczenie na pamięć. Prawidłowe zapamiętanie imienia to również subtelny i bardzo skuteczny komplement, dzięki któremu już nigdy nie usłyszysz złowrogo brzmiacych słów z refrenu Brodki.

 Autor: Katarzyna Woźniak

Przypowieść o słoniu i paliku

Kilka lat temu byłem w cyrku. Widziałem tam akrobatów, klaunów, połykaczy ognia, tresera lwów. Był też słoń. Ogromny słoń.

Wielkie i potężne zwierzę przykute do małego palika. Bardzo małego palika.

Słoń bez żadnych oporów trzymał się w zasięgu łańcucha przykutego do tego małego kawałka drewna. Posłusznie wykonywał polecenia tresera ku uciesze publiczności.

„Dlaczego nie ucieka?” Zastanawiałem się w myślach. Przecież gdyby chciał, dałby nogę nie tylko z samym palikiem, ale i połową tego cyrku. Na pewno są rzeczy, które wolałby robić bardziej niż dawać się dręczyć na oczach głupiego tłumu.

Po występach podszedłem do tresera i zapytałem: „Jakim cudem ten gigant jest tak pokorny i uległy?”.

„Widzi pan – odpowiedział cyrkowiec – gdy zwierzak jest jeszcze mały, od razu przyczepia się go do tego palika. On wtedy szarpie i szarpie, jakby się wściekł. Ale nic z tego, łańcuch nie puści. W ten właśnie sposób słoń uczy się posłuszeństwa i dzięki temu w przyszłości może spełniać oczekiwania moje i innych ludzi. A potem, gdy już dorasta, cały czas pamięta o tym paliku i swojej nieudanej walce. Nawet nie zdaje sobie sprawy, że teraz jest wielki, silny i mógłby zerwać ten łańcuch przy odrobinie wysiłku. Już do końca życia będzie wykonywał moje polecenia, ot co”. Na potwierdzenie swoich słów z miną pełną pychy treser zdzielił kijem słonia po zadzie, a ten potulnie usiadł.

Odszedłem bez słowa z dręczącym mnie w myślach pytaniem – do jakiego palika mnie przykuto w dzieciństwie i jakie łańcuchy od tamtej pory ciągnę za sobą?

Autor: Michał Szymański