Jak nauczyć się szczęścia?

Często bywam we Włoszech. Ciągnie mnie mocno do tego kraju pełnego zabytków, zapachu oliwek i uśmiechniętych ludzi. Kiedyś zapytałem swojego przyjaciela z Rzymu: „Z czego Ty się tak cały czas cieszysz, Andrea?”. Jego odpowiedź natchnęła mnie do napisania tego artykułu.

„Ciekawsze jest, dlaczego Ty się nie cieszysz, Michał. Przecież przytrafiło Ci się dzisiaj tyle pięknych rzeczy” odpowiedział mi Andrea. Wzburzyła się we mnie na te słowa moja polska krew, a melancholijna słowiańska dusza zagrała we mnie pełną bólu nutę, ostrzegając przed zgubnym optymizmem tego włoskiego wariata.

Rozmówki polsko – włoskie

„Andrea, mój dobrze opalony przyjacielu z południa, jakich pięknych rzeczy? Od godziny stoimy w cholernym korku nad morze i w dodatku wychodzi na to, że akurat dzisiaj będzie ten jedyny dzień włoskiego lata, kiedy spadnie deszcz. Pięknie, to mi się co najwyżej udało porządnie wyspać. No i może jeszcze śniadanie było smaczne. Skoro już przy tym jesteśmy – musisz mi dać dla rodziców butelkę tej oliwy wyciskanej przez Twojego tatę, jest naprawdę niesamowita. Przy okazji muszę Ci przyznać, że lodziarnia Fassiego serwuje naprawdę najlepsze lody na świecie. To był świetny pomysł pójść tam z samego rana. Uwierzysz, że znalazłem dzisiaj 1euro? Będzie jak znalazł na wieczorne peroni, w końcu jedno piwko nikomu nie zaszkodzi…”

Jest lepiej niż myślisz

Moja litania trwała jeszcze długo. Każda pozytywna rzecz, jaka mi się przypomniała ukazywała mi kolejne, które się dzisiaj wydarzyły. Andrea z minuty na minutę uśmiechał się coraz bardziej, a żeby w końcu wybuchnąć śmiechem i tym samym wyszydzić mój „nieszczęśliwy” dzień. Nie pozostało mi nic innego niż ratować własną godność i obrażonym głosem powiedzieć „Słoneczko za bardzo mi przygrzało, to dlatego”. Mimo wszystko ze zdziwieniem odkryłem, że poczułem się zdecydowanie lepiej. Ciężko mi było przyznać przed samym sobą, iż nawet proste powiedzenie na głos wszystkich pozytywnych, nawet pozornie nieistotnych rzeczy, sprawiło mi ogromną radość. Czułem jak wzbiera we mnie energia. Nie mogąc powstrzymać śmiechu, a jednak wciąż trochę nadąsany spojrzałem na Włocha: „A więc tak to działa, Ty draniu…”.

Naucz się szczęścia.

Odczuwanie szczęścia i przyjemności jest umiejętnością. Jak możesz się jej nauczyć? To proste. Poświęć 5 minut dziennie aby przygotować Listę Dobrych Rzeczy. Wypisz na niej wszystkie pozytywne wydarzenia, które Ci się dzisiaj przytrafiły. Staraj się dostrzegać nawet najmniejsze dobro, zwracaj uwagę na optymistyczne aspekty nawet w nieprzyjemnych sprawach. Rozmowa z przyjacielem, godzina spędzona z ulubiona książką, udany trening, ciekawy artykuł w gazecie, chwila słońca w pochmurny dzień – wypisz jak najwięcej, a później dokładnie wyobraź sobie te sytuacje raz jeszcze. Bierz z nich energię i zasypiaj z myślą, że dzisiaj był dobry dzień. Tuz po pobudce rzuć okiem na swoją Listę Dobrych Rzeczy i naładuj się pozytywnie na dobry początek.

Pamiętaj, dzisiaj będzie wspaniały dzień!

 Autor: Michał Szymański

Tajemnicza księga, która spełni Twoje marzenia

Księga celów – bo taką ma nazwę, jest lepsza niż lampa z dżinem. Spełnia więcej niż 3 życzenia, w dodatku bez żadnych kruczków pisanych małymi literami. Żeby ją mieć nie musisz zaprzedawać duszy diabłu ani oddawać domu pod hipotekę. Czym jest ta magiczna rzecz?

Jeśli wyobraziłeś zwoje starożytnych papirusów i siebie samego drżącą ręką przeglądającego w blasku lampy naftowej zaginione teksty to trochę się zagalopowaliśmy. Zanim wyjaśnię Ci o co dokładnie chodzi, najpierw przytoczę pewną istotną prawdę.

Skuteczność realizacji naszych celów rośnie 100 krotnie, jeśli za tymi celami stoją marzenia.

Możemy mieć zamiar zostać bogatym prawnikiem, ale zapewne nie dlatego, że śnią nam się po nocach stosy dokumentów, które z ekstazą wypełniamy. Pragniemy zostać tym prawnikiem, gdyż marzymy o rodzinie, której zapewnimy dobry byt. Marzymy o domku nad brzegiem morza niedaleko Neapolu. Marzymy o podróży na Malediwy, słonecznej plaży, złotym piasku i wodzie w kolorze błękitu. To właśnie te marzenia mają moc i myślenie o nich pomoże nam zrealizować nasze plany zawodowe – po to, byśmy później mogli spełnić swoje pragnienia.

Wszyscy ludzie sukcesu zgodnie powtarzają – to marzenia zaprowadziły ich tam, gdzie teraz są.

Księga celów jest narzędziem, które wspiera Cię w dążeniu do ich realizacji. Zasada jest bardzo prosta:

1.   Na górze strony wypisujesz swój cel: stworzyć dochodowy biznes, zostać lekarzem, nauczyć się języka niemieckiego, mieć pięknie wyrzeźbione ciało etc.

2.     Pod spodem wklejasz obrazki, które są wizualizacją Twojego marzenia (tego, który spełni się gdy tylko zrealizujesz wyżej wymieniony cel). Popuść wodze fantazji. Umieszczaj zdjęcia najpiękniejszych miejsc, które chciałbyś zwiedzić. Naszkicuj swój przyszły dom. Wklej grafikę przedstawiająco pięknie zbudowanego człowieka, jakim i Ty niedługo się staniesz.

3.   Najważniejszy swój cel oraz związane z nim marzenie (wraz jego wizualizacją) umieść nad swoim łóżkiem. Tuż przed pójściem spać popatrz na nie przez 5 minut i powyobrażaj sobie najpiękniejsze scenariusze Twojego życia. Po obudzeniu niech to będzie pierwsza rzecz, którą zobaczysz – da Ci to energię na cały dzień.

4.    Przeglądaj swoją księgę celów regularnie. Ustal sobie, że o którejś konkretnej godzinie codziennie poświęcisz 5 minut na cieszenie się swoimi marzeniami. Zyskasz ogromną motywację, a poczucie szczęścia i ekscytacji będzie Ci towarzyszyć o wiele częściej niż dotychczas.

Przyjemnego bujania w obłokach!

 Autor: Michał Szymański

Przyjaciel potrzebny od zaraz, czyli kilka zasad w kontaktach z ludźmi

Masz wielu przyjaciół, którzy nie wahaliby się skoczyć za Tobą w ogień? Na Facebooku systematycznie powiększasz liczbę znajomych, dodając do nich nawet kasjerkę z Tesco, która raz była Ci winna grosika? Wydaje Ci się, że o nawiązywaniu kontaktów z ludźmi wiesz wszystko? A może jednak potrzebujesz kilku wskazówek, jak zdobyć uznanie nie tylko na gruncie towarzyskim, ale również służbowym? Jeśli tak, ten artykuł jest dla Ciebie.

Zjednywanie sobie ludzi to sztuka

Benjamin Franklin, współautor amerykańskiej Deklaracji niepodległości był wspaniałym dyplomatą, a swój sukces zawdzięczał wyznawaniu jednej podstawowej zasady: „Nie powiem źle o nikim, a będę mówił wszystko dobre, co wiem o każdym”. Unikał krytyki i czynienia innym wyrzutów, gdyż doskonale wiedział, że prowadzi to donikąd. Ta złota zasada sprawdza się również dziś i okazuje się niezwykle pomocna w codziennych kontaktach z ludźmi. Zamiast potępiać, strofować i wyśmiewać czyjeś postępowanie, zastanów się, czemu ta osoba zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Odłóż na bok swoje uprzedzenia, pohamuj wychowawczo pedagogiczne zapędy i nie pouczaj. Z pewnością na początku będzie to nie lada wyzwanie, bo przecież trudno powstrzymać irytację, gdy  po półgodzinnym czekaniu do okienka na poczcie, naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem „Przerwa”. Z czasem jednak stanie się to o wiele łatwiejsze, a słowo „krytyka” przestanie istnieć w Twoim słowniku. Kontakty z ludźmi będą przynosić Ci o wiele więcej satysfakcji i staną się cenniejsze niż walizka pełna studolarowych banknotów z wizerunkiem starego, dobrego Franklina.

Potrzeba każdego człowieka – bycie ważnym

Ludzie uwielbiają komplementy. Lubią czuć się ważni, a w ich naturze tkwi głęboko zakorzenione pożądanie, by być docenianym. Czemu więc nie wykorzystać tej (wcale nie tajemnej) wiedzy w kontaktach z nimi? Wystarczy szczera, płynąca prosto z serca pochwała, by sprawić komuś przyjemność i mało tego! – uczynić go szczęśliwszym. Zamiast krytykować coś, co Ci się nie podoba, szukaj cech i umiejętności, które zasługują na uznanie. Jeśli nauczysz się rozbudzać w ludziach entuzjazm i doceniać ich, w zamian ofiarują Ci coś najcenniejszego – swoją przyjaźń. Nawet jeśli znasz kogoś bardzo długo (wydaje się, że całe wieki), a za jego lojalność dałbyś sobie uciąć rękę, nie zapomnij, by raz na jakiś czas powiedzieć mu, jak bardzo go cenisz. Uwierz – okazywanie ludziom uznania naprawdę uskrzydla.

Mów ludziom o tym, czego chcą

Głównym sposobem, który pozwoli Ci usprawnić kontakty z ludźmi i zdobyć na nich wpływ jest mówienie im o tym, czego oni chcą i potrzebują. Brzmi intrygująco? Aby rozjaśnić nieco, na czym polega tajemnica sukcesu, przytoczę pewien przykład. Twój znajomy pali mnóstwo papierosów i nie masz pojęcia, jak odciągnąć go od nałogu. Po lekturze tego artykułu wiesz już, że krytyką nic nie wskórasz. Najlepiej więc uzmysłowić mu szkodliwość nikotyny poprzez subtelne przypomnienie, że papierosy odbiorą mu szansę na grę w piłkę nożną/wygranie maratonu/znajomość z uroczą dziewczyną, która nie lubi palaczy (niepotrzebne skreślić). Jeśli postawisz się na miejscu znajomego i przyjmiesz jego punkt widzenia, łatwiej wzbudzisz w nim chęć do zrezygnowania z nałogu. Aby wywołać w ludziach dążenie do zmian i samorealizacji, nie musisz być magistrem psychologii. Wystarczy, że spojrzysz na problem ich oczami i odpowiesz sobie na pytanie „Czego oni chcą?”. Stąd już tylko krok do zrozumienia ich potrzeb, a co za tym idzie – usprawnienia kontaktów międzyludzkich.

 Autor: Katarzyna Woźniak

Komunikacja interpersonalna jako sygnał ostrzegawczy

Komunikacja interpersonalna stanowi niezwykle istotną – jeśli nie najistotniejszą – część życia codziennego. Stosunki z kolegami z pracy, szefem i bliskimi znacząco wpływają na nasze samopoczucie, jednak na dwoje babka wróżyła: albo mogą nas uszczęśliwić, albo wywołać smutek czy żal głęboki niczym Rów Mariański. W związku z tym tak istotne jest właściwe porozumiewanie się twarzą w twarz z drugim człowiekiem. Tej umiejętności nie da się posiąść ot, tak, jednak można ją zgłębiać dzięki zrozumieniu zarówno procesu komunikowania się, jak i sposobu zachowania ludzi. W poniższym artykule postaram się przedstawić zagadnienie relacji międzyludzkich w nieco innym świetle. Jakim? Czas uchylić rąbka tajemnicy.

Uwaga, uwaga!

Na początek pytanie za sto punktów: jak sądzisz, czy prawidłowe odczytywanie sygnałów, jakie niesie ze sobą komunikacja interpersonalna, może ocalić Ci życie? Uważasz, że to nierealne? W takim razie zacznij kręcić głową z niedowierzaniem, ponieważ to prawda. Udowodniono bowiem, że napastnicy wykorzystują na ogół pewne strategie komunikacyjne po to, aby zdobyć zaufanie swoich potencjalnych ofiar. Owe strategie obliczone są na komunikowanie zaufania i niewinności, a co za tym idzie potrafią doprowadzić do sytuacji, w której istnieje nikła szansa na zauważenie lub przerwanie ataku. Choć brzmi to niczym formułka rodem z podręcznika do walki z bandytami, warto mieć ją na uwadze. Rozpoznanie sygnałów ostrzegawczych, o których wspomnę za chwilę, umożliwi wyplątanie się z niebezpiecznych okoliczności.

Punkt pierwszy: nawiązanie kontaktu

Pierwsza strategia stosowana przez napastników polega na tzw. wymuszonym dołączaniu, kiedy atakujący próbuje zasugerować ofierze, że jadą na tym samym wózku. Przykład? Oczekiwanie na autobus późno w nocy, w miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc, a dookoła, jak okiem sięgnąć, żywej duszy. Nagle podchodzi do Ciebie nieznajomy zagajając rozmowę niewinnym, jak by się zdawało, komentarzem: „Pani/Pana autobus także się spóźnia? W dzisiejszych czasach trudno zaufać rozkładom jazdy”. W takiej sytuacji nie sposób odgadnąć, czy jest to jedynie próba nawiązania relacji i okazywanie przyjacielskiego nastawienia, czy też może wręcz przeciwnie. Nie sugeruję oczywiście, że każda osoba zagadująca do Ciebie na przystanku w środku nocy jest złoczyńcą czyhającym na Twoje życie, jednak wiedząc już, że jest to jedna ze strategii stosowanych przez napastników, warto podwoić swoją czujność.

Punkt drugi: wzbudzanie zaufania

Druga strategia znana jest jako nadmiar „wdzięku i uprzejmości”. Jak sama nazwa wskazuje, polega na natarczywym okazywaniu pozytywnych uczyć, wręcz podlizywaniu się, co ma na celu wzbudzenie zaufania, o co w takiej sytuacji nie trudno, gdyż każdy człowiek ma zakodowane w podświadomości, by na sympatię odpowiadać sympatią. Gorzej, gdy jest to sympatia urojona, która ma zapewnić jedynie fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Podobnie więc jak w poprzednim przypadku, może to być całkiem niewinna wymiana uprzejmości, niemniej równie dobrze można mieć  tutaj do czynienia z dobrze przemyślaną strategią.

Punkt trzeci: opowiem ci moją historię…

„Zbyt wiele szczegółów” to nazwa ostatniej strategii. Pozostając w temacie przystanku autobusowego, wyobraź sobie, że Twój nowo poznany towarzysz niedoli zaczyna opowiadać bardzo interesującą historię, dotyczącą na przykład jego przyjazdu do miasta lub powodów, dla których musi złapać właśnie ten autobus. Czy nie wydaje Ci się to podejrzane? Jeśli gdzieś głęboko zapaliło Ci się nawet najmniejsze światełko ostrzegawcze, zaufaj intuicji i nie daj się wciągnąć w rozmowę. Przeproś grzecznie i oddal się szybkim krokiem w stronę najbliższych zabudowań lub oświetlonej i ruchliwej drogi. Stosowanie wszystkich trzech strategii naraz to sygnał, że sytuacja nie jest tak niewinna, jak by się mogło wydawać. Widać więc, że komunikacja interpersonalna ma również swoją ciemną stronę. Skoro ją już znasz, bez problemu dasz sobie radę w każdej walce (na słowa).

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: buzzle.com

Interpersonalne komunikowanie – jaki jest Twój styl ?

Teoretycznie wszyscy wiemy, czym jest komunikowanie się interpersonalne. No właśnie – teoretycznie. Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że jest to wymiana poglądów, informacji, ot, taka sobie zwykła rozmowa/dyskusja/debata. W praktyce pod pojęciem „komunikowanie się” kryje się o wiele, wiele więcej, a ilość definicji można by mnożyć bez końca, bo wiadomo – ile głów, tyle opinii. Kiedy jednak zbierzemy je wszystkie do jednego worka, możemy spróbować wyłonić z tej swoistej mieszanki jasny i klarowny obraz tego, czym tak naprawdę jest komunikowanie.

Strzała, obieg i taniec

Do najbardziej powszechnych koncepcji komunikowania się należą: teoria strzały, teoria obiegu i teoria tańca. Pierwsza mówi o komunikowaniu jako „strzelaniu z łuku do celu”. Oznacza to, że jest ono postrzegane jako „jednokierunkowe działanie oparte przede wszystkim na umiejętnościach nadawcy”. Tę teorię można przedstawić przy pomocy prostego równania: efektywne wyrażanie = efektywne komunikowanie się. Ma jednak jeden, za to znaczący słaby punkt: określa odbiorcę informacji jako zbyt pasywnego. W drugim modelu (obiegu) przyjmuje się, że komunikowanie jest dwukierunkowe, a jego efektywność zapewniona jest przez zrozumienie. Ostatnia teoria, w której wykorzystano analogię do tańca mówi o tym, że interlokutorzy muszą skoordynować swoje ruchy i wspólnie obrać cel, do którego zmierzają. W tym rozumieniu komunikowaniem rządzą określone zasady i umiejętności, istnieją jednak pewne czynniki zmienne, bowiem „tancerze” mogą nadać rozmowie własny styl. Co ciekawe, mimo, że koncepcja tańca wydaje się być najbardziej trafna, ludzie powołują się na nią najrzadziej, wybierając teorię strzały lub obiegu.

Halo, mówi się

Komunikowanie się interpersonalne wymaga bezpośrednich spotkań jego uczestników. I choć to stwierdzenie nie jest zbyt odkrywcze, to jednak warto je podkreślić. Dlaczego? Otóż większość osób (idę o zakład, że 99% społeczeństwa) wychodzi z założenia, że rozmowa telefoniczna również zalicza się do komunikowania. To nie do końca jest prawdą. O ile przepływ informacji faktycznie następuje, to jednak użycie sztucznego przekaźnika – w tym wypadku aparatu telefonicznego – wyklucza „prawdziwość” rozmowy. Jest to spowodowane tym, że ludzie są skłonni do korzystania z telefonu w bardzo określony sposób, a to wpływa na komunikowanie. Często przecież wybieramy rozmowę „ucho w ucho” zamiast w cztery oczy po to, aby przekazać wiadomość danego typu. Słuchawka stanowi pewnego rodzaju parawan bezpieczeństwa, wyłączając tym samym intymność i naturalność, które zazwyczaj towarzyszą bezpośredniej rozmowie. Podobnie rzecz ma się z komunikowaniem mailowym czy też na portalach społecznościowych.

komunikowanie interpersonalne
foto: vinailor.efoliomn.com

Non stop, na okrągło

Kiedy przychodzi Wam na myśl jakieś wydarzenie, wspominacie coś konkretnego, co miało miejsce w określonym czasie i miejscu. Inaczej rzecz ma się z komunikowaniem, które jest procesem ciągłym, nieprzerwanym. Aby lepiej zobrazować to twierdzenie, posłużę się przykładem: wyobraź sobie, że siedzisz w poczekalni jako jeden z kandydatów na wymarzone stanowisko. Jak myślisz, kiedy rozpocznie się Twoja komunikacja z osobami, które przeprowadzają rozmowę kwalifikacyjną? Czy nastąpi to w momencie, gdy znajdziesz się na terenie budynku, czy może dopiero wtedy, gdy usiądziesz naprzeciwko rekrutującego i odpowiesz na pierwsze pytanie? Nie da się tego określić, bowiem w każdej z tych sytuacji Twoje zachowanie może mieć znaczący wpływ na to, co się dzieje. Wynika to właśnie z ciągle rozwijającego się procesu komunikowania. Widzisz więc, że zagadnienie to tylko na pozór jest banalnie proste, bo czy aby na pewno wiemy, co się za nim kryje?

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: tibbr.com

Co determinuje nasze zachowanie

W wielu pracach poświęconych tematyce komunikacji interpersonalnej pojawia się pojęcie kontekstu społecznego. Badacze kładą na niego silny nacisk, jednak mimo to rzadko kiedy podejmują próbę dokładnej analizy tego zagadnienia. Czym tak właściwie jest kontekst społeczny, jakie elementy się na niego składają, krótko mówiąc – z czym to się je? Odkrycie tej tajemnicy pozwoli nam w pełni zrozumieć każdy proces związany z międzyludzkim komunikowaniem się.

Środowisko to podstawa

Jednym z najważniejszych elementów kontekstu społecznego, bez którego trudno byłoby toczyć dalsze rozważania jest środowisko. Tło i otoczenie, w którym w danej chwili znajduje się człowiek, znacznie wpływa na jego postrzeganie przez innych. Przykład? Idę o zakład, że wykładowca prowadzący zajęcia w pięknie oświetlonej, nowoczesnej i czystej auli będzie cieszył się większym szacunkiem niż ten, który objaśnia studentom skomplikowane zagadnienia z fizyki kwantowej w ciasnej i zalatującej stęchlizną salce. Mimo, że nie ma to nic wspólnego z jego wiedzą i sposobem przekazywania informacji. Taka już ludzka natura  -okazuje się, że nawet kształt i wielkość pokoju, a także odpowiednie oświetlenie mogą wywoływać uczucie niepokoju i rozdrażnienie. Kto bowiem chciałby uczestniczyć w zajęciach w nieprzyjaznym dla oka świetle neonówek? Choć na pierwszy rzut – nomen omen – oka wydaje się to mało prawdopodobne, mała żarówka może wywołać ciąg nieprzyjemnych następstw: irytację, w drugiej kolejności gderliwość, aż w końcu doprowadzić do kłótni i atmosfery tak ciężkiej, że nic, tylko ciąć ją nożem.

Struktura i normy społeczne, czyli jak się zachować

Najprościej strukturę społeczną można rozumieć jako sposób, w jaki dane wydarzenie jest zorganizowane. Przykładem niech będzie ślub. Zauważ, że prawie każda taka uroczystość wygląda podobnie. Ludzie zachowują się w sposób łatwy do przewidzenia, jak gdyby przestrzegali określonego kodeksu postępowania. Niektórzy z nich pełnią konkretną funkcję (np. świadek pana młodego), dlatego też ich zachowanie jest bardzo charakterystyczne. Jakiekolwiek odstępstwo wywołuje poczucie chaosu i zażenowania. Z pewnością każda (przyszła) młoda para dostaje dreszczy na samą myśl o tym, że znalazłby się śmiałek chcący zgłosić veto przeciwko ich zaślubinom. Nie można oczywiście zapomnieć o tym, że zależnie od kultury i religii, uroczystość może się diametralnie od siebie różnić, jednak niepodważalny pozostaje fakt, że uczestnicy w każdym miejscu na świecie rozpoznają “niepisane reguły gry”. Wiedzą, czego się od nich oczekuje i grają swoje role. To właśnie są normy społeczne, które można również nazwać przewodnikiem podpowiadającym, jak się zachować.

Rola godna Oscara?

Każda komunikacja między dwojgiem ludzi pozostaje pod wpływem łączących ich stosunków. Wszystko zależy od tego, czy pozostają w oficjalnej relacji (wykładowca-student,szef-pracownik itp.), czy też bliskiej zażyłości, a także czy występują między nimi różnice kulturowe, różnice płci i różnice wynikające z przynależności do określonej klasy społecznej. Pozostaje jeszcze kwestia ról społecznych, które również stanowią niezwykle ważny element kontekstu społecznego i wpływają na to, jak i co ludzie komunikują. Każda sytuacja zawiera jakieś określenie ról, których się oczekuje od jej uczestników. Z racji tego zazwyczaj łatwo wchodzimy w daną rolę, przystosowując się do okoliczności. W tym miejscu warto zauważyć, że wszystkie opisane przeze mnie części składowe kontekstu społecznego nigdy nie funkcjonują oddzielnie. Otoczenie, w jakim się znajdujemy determinuje pewną strukturę (organizację wydarzenia), struktura określa nasze zachowanie (normy) itp., itd. Podsumowując, powstaje pewien łańcuch elementów, które razem tworzą kontekst społeczny.

Autor: Katarzyna Woźniak

Pozytywne myślenie – jakie są zalety i wady takiego nastawienia?

Harold Wilson, premier Wielkiej Brytanii w latach 60. i 70. ubiegłego wieku, powiedział kiedyś o sobie: „Jestem optymistą, ale optymistą, który bierze ze sobą płaszcz przeciwdeszczowy”. Dla wszystkich tych, którzy mogą utożsamiać się ze stwierdzeniem Wilsona, zawsze istnieje jakieś „ale”: niby optymiści, ALE przygotowani na każdą, niezbyt szczęśliwą ewentualność. Nie lepiej mieć nadzieję (notabene nieodłączną towarzyszkę optymizmu), że deszcz jednak nie spadnie? Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak pozytywne myślenie i postrzeganie świata może zmienić w codziennym życiu. 

Bez nadziei jest beznadziejnie

Nadzieja odgrywa w naszym życiu bardzo znaczącą rolę. Jest nie tylko pociechą w chwilach załamania i pogodnym patrzeniem w przyszłość. Przede wszystkim stanowi przekonanie, że ma się nie tylko chęci, ale także możliwości osiągnięcia obranego celu, bez względu na to, jak wielkie przeszkody staną nam na drodze. Ludzie różnią się wielkością posiadanego potencjału nadziei, co z kolei dzieli ich na pesymistów, realistów i – stanowiących przedmiot tego artykułu – optymistów. Ci ostatni nawet w totalnie beznadziejnej sytuacji, jak na przykład zgubienie się w lesie rodem z horroru „The Blair Witch Project”, będą potrafili zachować zimną krew i z uśmiechem na ustach wytrwale dążyć do celu (czytaj: do miejsca, gdzie nie ma szemrzących niepokojąco drzew). Trzymanie się nadziei oznacza w praktyce ni mniej, ni więcej, że nie poddajemy się przygniatającemu niepokojowi. Stany depresyjne, kiedy nie mamy ochoty na nic innego, oprócz zaszycia się przed telewizorem z pudełkiem lodów lub zgrzewką piwa (zależnie od upodobań), również są nam obce. Krótko mówiąc, pozytywne myślenie i jego siostra nadzieja to wielcy motywatorzy, którzy nierzadko stoją na straży naszego dobrego samopoczucia.

Optymista kontra reszta świata

Przewaga osób optymistycznie nastawionych do życia polega na tym, że swoje niepowodzenia wyjaśniają jako rezultat czegoś, co bez większego problemu można zmienić, udoskonalić, jeśli tylko się o to postarają. Po drugiej stronie barykady stoją pesymiści, którzy zazwyczaj mają o sobie tak kiepskie mniemanie, że biorą na siebie całą winę za poniesioną klęskę. Zazwyczaj przypisują niepowodzenie jakiejś cesze swojej osobowości. Takie podejście znajduje oczywiście swoje odzwierciedlenie w codziennym życiu. Przykładem niech będzie jedno z najbardziej stresujących wydarzeń – zwolnienie z pracy. Udowodniono, jak bardzo różnią się od siebie reakcje optymistów i pesymistów. Pierwsi z nich na wiadomość o rozwiązaniu współpracy z pracodawcą reagują zazwyczaj wzmożoną aktywnością, układając punkt po punkcie plan dalszego postępowania i szukając jednocześnie pomocy lub rady u zaufanych osób. Słowem – skupiają się na znalezieniu rozwiązania. Pesymiści natomiast od razu przyjmują, że do niczego się nie nadają, a ich poczucie własnej wartości niebezpiecznie oscyluje między zerem a minus sto. Nie trzeba chyba dodawać, że nie robią nic, by uporać się z zaistniałym problemem. Kolejny dowód, że pozytywne myślenie przynosi bardzo wymierne skutki.

Jeszcze tylko jedno „ale”…

Na tym prostym przykładzie widać więc, jak wielkie znaczenie odgrywa bycie realnym optymistą. „Realny” to słowo-klucz, a jednocześnie sedno powyższych rozważań. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że o wiele bezpieczniejsze jest podejście do życia właśnie z tym małym „ale”, o którym mowa we wstępie. Zawsze lepiej zostawić sobie margines bezpieczeństwa (bo a nuż ten deszcz jednak spadnie) niż ślepo wierzyć, że zza chmur grubości stratosfery wyjrzy słońce. Zbyt naiwny optymizm może przynieść wiele rozczarowań. Chodźmy więc z głową w chmurach, ale pamiętajmy, by czasem zejść na ziemię. Koniecznie w różowych okularach. 

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: good-life-yoga.com