McPotęga – historia podboju świata przez McDonalds

Jak to się stało, że Klaun Ronald jest równie rozpoznawalny przez dzieci, co święty Mikołaj? I kto właściwie wpadł na pomysł złotych łuków, które zdobią ponad 32 tysiące restauracji na całym świecie? Historia firmy McDonalds jest równie długa, co niewiarygodna, a zaczęła się 75 lat temu w Kalifornii.

McDonalds nie byłby najbardziej rozpoznawalną marką świata, gdyby nie wkład i ciężka praca kilku facetów, którzy nie mieli żadnego doświadczenia w branży, ale łączył ich zapał i zdolność znajdowania najprostszych rozwiązań. Kiedy bracia McDonaldowie otwierali swój pierwszy lokal, żaden z nich nie przewidział sprzedaży takiej ilości hamburgerów, że gdyby położyć je jeden na drugim, sięgnęłyby od Ziemi do Księżyca. Nie spodziewali się także, że ich imię nosić będą tysiące restauracji od Ameryki po Azję. Jedyne na co się powoływali, to rozsądek i intuicja, dzięki którym zawdzięczamy powstanie samoobsługowych barów szybkich dań.

Hamburgery na obrzeżach miasta

Richard i Maurice w 1930 roku przenieśli się z niewielkiego rodzinnego miasteczka do Kalifornii, by szukać szczęścia w biznesie. Ich pierwszą wspólną inicjatywą był kinoteatr, ale zdołał przetrwać na rynku jedynie 4 lata. Mimo porażki, bracia nie zniechęcili się do interesów, postanawiając stworzyć restaurację dla zmotoryzowanych. Był rok 1937 kiedy Dick i Mac otworzyli swój pierwszy bar z hamburgerami. Wtedy lokal prawie niczym nie przypominał restauracji znanych nam dzisiaj. Był to ośmiokątny budynek, przeszklony ze wszystkich stron, w którym nie było siedzeń, a jedzenie donosiły kierowcom kelnerki do zaparkowanych przy krawężnikach samochodów. Sam pomysł otwarcia restauracji nie był wcale wyjątkowy. Takie chodnikowe usługi prowadziło na obrzeżach miast wielu innych przedsiębiorców. Pierwszy McDonalds był więc skromną inicjatywą, konkurującą z wieloma podobnymi do siebie punktami. Patrząc na niewielką budkę z hamburgerami, nikt nie podejrzewał, że tu narodzi się nowa generacja branży restauracyjnej.

Mimo coraz większych obrotów, McDonaldowie nie byli zadowoleni z faktu, że odwiedza ich głównie męska klientela w skórzanych kurtkach i nastolatkowie odstraszający swoim zachowaniem spokojne rodziny. Dlatego bracia postanowili przerobić restaurację tak, by stała się atrakcyjna także dla rodzin z dziećmi. Zamknęli lokal na kilka miesięcy, przenieśli lokalizację i powrócili w nowej, przyjaznej odsłonie. Tymczasowe zawieszenie usług baru sprowadziło na braci ryzyko utraty wielu klientów, ale jak się wkrótce okazało, warto było podjąć wyzwanie. Nie tylko McDonalds nie stracił dawnej klienteli, a przyciągnął zupełnie nową. Stał się pierwszą restauracją, w której zamówienie składać mogły dzieci, podczas gdy rodzice spokojnie obserwowali je z okien swoich samochodów. Zyski braci szybko wzrosły dając im zarobek rzędu 50 000 dolarów rocznie, co w tamtych latach było sumą zawrotną, za którą zdołali kupić 25-pokojowy apartament.

Od budki do franczyzy

Choć Dick i Mac szybko się wzbogacili, pozostali tymi samymi ludźmi, kierującymi się w życiu prostymi celami. Tajemnica ich sukcesu tkwiła w jasno określonych działaniach, które wspólnie ustalili. Zależało im przede wszystkim na szybkiej obsłudze, niskich cenach i dużych ilościach serwowanych dań. By przyspieszyć podawanie posiłków, wprowadzili do restauracji taśmy produkcyjne, które niedawno zastosował jako pierwszy w swoich fabrykach Henry Ford. Z czasem ich przydrożny bar stał się czymś w rodzaju mekki, do której ciągnęli Amerykanie z całego kraju. Każdy na własne oczy chciał zobaczyć, jak w piętnaście sekund serwuje się smacznego hamburgera, za jedyne 15 centów.

Złote łuki, symbol rozpoznawany nawet w Afryce, to pomysł, który narodził się dopiero w latach 50. Wtedy nikt poza Mackiem nie miał do nich przekonania. Główny projektant budynku wycofał się z inicjatywy, mówiąc, że nie podpisze się pod czymś tak szpetnym jak żółte łuki, służące nie wiadomo czemu. Ale McDonalds się uparł, twierdził, że jeśli z nich zrezygnuje, bar będzie tylko kolejnym prostokątnym budynkiem. Gdyby nie upór i intuicja Maca, nie byłoby dziś świecącego nocą neonowego M nad budynkami restauracji. Innym odważnym krokiem McDonaldów była decyzja o sprzedaży franczyzy. Bracia jednak zupełnie nie potrafili na niej zarobić, tracąc jedynie na jakości marki. Przyznawali później zgodnie, że nie mieli aspiracji, by stworzyć z restauracji tak ogromną sieć. I gdyby nie dostawca mikserów, Ray Kroc, być może dziś nikt nie znałby historii McDonalds, który pozostałby tylko jednym z tysięcy barów z hamburgerami, jakie wówczas istniały w Ameryce.

Bohater nie manager

Kroc zobaczył w dziele braci ogromny potencjał, który wydobywał przez kolejnych 30 lat, robiąc z McDonalds największą potęgę gastronomiczną wszech czasów. W 1961 wykupił od Dicka i Maca licencję na wyłączność marki za niebotyczną kwotę 2 700 000 dolarów. Żaden z McDonaldów nie spodziewał się, że w przyszłości firma warta będzie 990 milionów! Zresztą sam Ray, gdy rzucał posadę sprzedawcy, nie przewidział, na jaką skale rozbuduje swe dzieło. Podobnie jak bracia pionierzy, nie miał doświadczenia w branży. Postawił na pasję i zaangażowanie, starając otaczać się ludźmi o podobnym podejściu. Mawiał: „jeśli ktoś lubi tylko zarabiać pieniądze, nie jestem nim zainteresowany”. Był nieprawdopodobnie pracowitym i przykładnym menadżerem. Nie znosił niechlujnego wyglądu, gum do żucia, brudnych paznokci. Cenił czystość ponad miarę. Sam własnoręcznie sprzątał parkingi pod restauracjami ze śmieci i kubków. Jak większość pracowników w firmie nie ukończył college’u i twierdził, że dyplom nie jest wcale lepszy od doświadczenia zawodowego i zdrowego rozsądku. Pracował 70 godzin w tygodniu, a przez pierwsze 5 lat nie pobierał żadnej pensji! Zarządzanie restauracjami nie było jego pracą, tylko jego życiem.

Pomysły Ray’a zaskakiwały wszystkich. Ku powszechnemu zdziwieniu w 1957 firma rozpoczęła badania nad technologią smażenia frytek, zakładając własne laboratorium. Dostawcy produktów niejednokrotnie myśleli, że zamówienia składane przez McDonalds to żart. Trudno było uwierzyć, że jedna restauracja potrzebowała tygodniowo 14 worków ziemniaków, gdy inne tylko jednego. McDonlad’s to również innowator w kwestii sprzętu do obsługi restauracji. Jako pierwszy wymyślił aluminiową łopatkę do frytek, która służy firmie do dziś. Podręcznik autorstwa Turnera, najbliższego współpracownika Kroca, zaczynał się od słów MUSISZ BYĆ PERFEKCJONISTĄ i ważył prawie 3 kg. Firma jako pierwsza w branży otworzyła Uniwersytet Hamburgera, w którego salach wykładowych uczono odpowiedniego smażenia mięsa i ziemniaków.

Jedna globalna rodzina

Dziś McDonalds swoją główną siedzibę ma w Chicago. Dysponuje 6.6 procent wszystkich pieniędzy, którą Amerykanie wydają na jedzenie. Wykupuje 5%ziemniaków uprawianych dla celów spożywczych, a co piętnasty amerykański pracownik podjął w nim swoją pierwszą pracę. McDonalds zmienił przede wszystkim nawyki żywieniowe Amerykanów, zrewolucjonizował gastronomię i rynek przetwórczy, a także spopularyzował znaną dziś powszechnie praktykę franczyzy. To prężnie działająca federacja restauracji, obsługująca w ponad stu krajach 52 miliony gości dziennie Taki wynik firma zawdzięcza geniuszowi Ray’a Kroca ,który doskonale dobierał i motywował swoich menadżerów, franczyzobiorców i dostawców. Ale łącznie imperium McDonalds to tysiące pojedynczych firm, z których Kroc zdołał umiejętnie stworzyć jedną rodzinę o wspólnym celu. Mówił „Jesteśmy impulsywni, próbujemy iść szybciej niż to możliwe, ale jednocześnie po mistrzowsku potrafimy po sobie posprzątać”, podkreślając, że bez popełnianych niejednokrotnie błędów, sukces nigdy nie byłby tak wielki.

Przy pisaniu tekstu korzystałam z książki Johna F. Love’a McDonalds. Historia złotych łuków w tłumaczeniu Agnieszki Grzybek.

Autor: Paula Szewczyk

Author: Paula Szewczyk

Polonistka i dziennikarka, absolwentka dwóch uniwersytetów - w Łodzi i w Warszawie, zainteresowana przede wszystkim historią miast, i ludzi, nigdy nie odmawia książki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *