Kto nas tak urządził, czyli jak Ingvar Kamprad zakłożył IKEĘ

Mało kiedy zdajemy sobie sprawę, że to, co dziś w IKEI wydaje się oczywiste, kiedyś było innowacją na niespotykaną skalę. Aż trudno uwierzyć, że człowiek, który za tym wszystkim stoi, zakładając znaną dziś na całym globie firmę, miał 17 lat.

By wejść w świat biznesu, niepełnoletni Ingvar Kamprad potrzebował pisemnej zgody opiekuna. Wuj Ernst długo zastanawiał się, po co jego młody siostrzeniec miałby zakładać własne przedsiębiorstwo, nie mając żadnej gwarancji powodzenia. Ale po szczerej rozmowie, rozgorączkowany Ingvar uzyskał aprobatę wuja i zarejestrował firmę w urzędzie. Nie tracąc zbyt wiele czasu na wymyślanie skomplikowanej nazwy dla przedsięwzięcia, młody Kamprad skorzystał z najprostszego rozwiązania – połączył własne inicjały z nazwą miejscowości i parafii, w której mieszkał. Tak, bez większych fajerwerków, powstała IKEA.

Chłopiec z zapałkami

Jednak zakładając oficjalnie pierwszą gospodarczą działalność, Ingvar Kamprad wcale nie był amatorem w branży. Drobnym handlem zajmował się już jako 5-cio latek. Zaczął od sprzedaży zapałek z dostawą do domu. Kupione na rynku w Sztokholmie pudełka po atrakcyjnej cenie, odsprzedawał nieco drożej sąsiadom poza farmą Elmtaryd. Z czasem rozwoził rowerem także inne produkty: ozdoby choinkowe, ołówki i nasiona. Dzięki zarobionym pieniądzom było go stać nawet na kupno używanego samochodu. To właśnie te zajęcia w młodzieńczych latach uświadomiły mu, że biznes jest tym, czemu pragnie się poświęcić.

Od pończoch do mebli

Początkowo IKEA nie miała wiele wspólnego ze sprzedażą mebli. Firma uczącego się w Szkole Handlowej w Göteborgu, ciągle niepełnoletniego Ingvara Kamprada, sprzedawała portfele, biżuterię i pończochy. W 1947 roku, cztery lata po założeniu IKEI, Szwed zobaczył w prasie ogłoszenie o wyprzedaży mebli zamieszczone przez konkurencyjną firmę . Wtedy intuicyjnie poczuł, że powinien zająć się właśnie sprzedażą wyposażeń. W branży funkcjonowało już kilka przedsiębiorstw oferujących meble, dlatego Kamprad próbował wpaść na rozwiązanie, które mogłoby sprawić, że to jego marka stanie się najchętniej wybieraną przez klientów. I udało mu się zaoferować coś, czego do tej pory inne firmy nie proponowały – salon ze stałą ekspozycją na wyciągnięcie ręki klienta.

Cios prosto w drewno

Jednak na sukces Kamprad musiał jeszcze trochę poczekać. Po otwarciu pierwszego sklepu w 1953 roku konkurencyjne firmy szybko zorientowały się, że IKEA zabiera im klientów. Dlatego Szwedzki Związek Sprzedawców Mebli wezwał pozostałe przedsiębiorstwa do bojkotu firmy Kamprada. Wysyłały one do producentów i dostawców listy grożące wycofaniem zamówień, jeśli będą one dostarczać czy transportować meble IKEI. Wystraszone fabryki wycofały więc swoje kontrakty z IKEĄ, zostawiając Szweda na lodzie z dnia na dzień. Bojkot ten omal nie zniszczył mu kariery. Gdyby nie jego upór i szczęśliwy splot okoliczności, być może dziś meble kupowalibyśmy w zupełnie innych salonach, a o IKEI nikt nawet by nie usłyszał. Tak się składa, że krajem, który pomógł Kampradowi wyjść z kryzysu była Polska.

Unia polsko-szwedzka

Pierwszą wizytę, będąca początkiem przeszło 50-cio letniej współpracy, Ingvar Kamprad złożył w Polsce jeszcze w 1961 roku. Był to okres uzależnienia kraju od Związku Radzieckiego, zatem handlowe pertraktacje nie przychodziły łatwo. Szwed uzyskał jednak zgodę na wyjazd do Radomska, gdzie mógł zobaczyć, jak działa fabryka, mająca w przyszłości produkować meble na potrzeby IKEI. Na drugi dzień od wizyty Kampradowi udało się dopiąć kontrakt na ostatni guzik i oddać w ręce Radomska część produkcji. 35-letni wówczas Ingvar podpisał umowę, która w przyszłości wygenerowała dla niego obrót rzędu 2 miliardów koron. Dziś trudno orzec, czy decyzja o współpracy z Polską uratowała IKEĘ przed upadkiem, ale z pewnością można stwierdzić, że przyczyniła się do jej prężnego rozwoju. Przeniesienie części produkcji za granicę Szwecji było jednak przede wszystkim zwycięskim posunięciem w walce z rywalami, którzy myśleli, że Kamprad podda się i zamknie IKEĘ. Szwed pokazał im, że pomysłowością i sprytem da się wygrać z nieczystymi posunięciami i nieuczciwością. Właśnie tym zupełnie pokonał konkurentów i to jego meble sukcesywnie zaczęły opanowywać Europę.

Grunt to funkcjonalność

Pierwszy sklep poza Skandynawią Ingvar Kamprad otworzył w Szwajcarii nieopodal Zurychu. Taka właśnie była polityka firmy – budować sklepy na obrzeżach miast. Dziś nikogo to nie zastanawia, jednak w latach powojennych takie rozwiązanie wywoływało wśród klienteli duże zdziwienie. Ale Kamprad wiedział, co robi. Dzięki takiemu rozwiązaniu, chętni na zakupy byli na wyłączność IKEI. Nie mieli możliwości wyjścia do miasta, przejścia do innych salonów, czy zastanowienia się nad kupnem. Skoro przejechali taki kawał drogi , szkoda było im niczego nie kupić. W ten sposób IKEA generowała sobie zyski. Jednak sam pomysł budowy salonu był już wielką innowacją. Budynek, do którego można wejść, obejrzeć meble z bliska, sprawdzić jakość i od razu zapakować do samochodu? Niemożliwe. Dlatego Kamprad pragnął dać ludziom rozwiązania, które byłyby praktyczne oraz meble do bólu funkcjonalne. I właśnie to jest największą tajemnicą sukcesu IKEI. A wydawało się, że IKEOWA rewolucja nie miała końca. Odkręcane nogi od stołów ułatwiały transport, obniżając przy tym koszty przewozu. IKEA to także pierwsze meble, które można było samemu zmontować w domu. I przede wszystkim dobra jakość w niskiej cenie. Ingvar Kamprad dał więc ludziom wiele więcej niż wyposażenie domów. Podsuwał praktyczne rozwiązania, kształtował gusty, dawał poczucie komfortu i spełniał marzenia.

Najbogatszy na świecie?

Obecnie IKEA obsługuje 500 mln klientów rocznie. Nie ma wątpliwości, że to jedna z najlepiej prosperujących, prywatnych firm na świecie. Posiada ponad 300 sklepów w 44 krajach świata, zatrudniając przeszło 75 tys. osób. Aż trudno uwierzyć, że jej właściciel do dziś pozostał skromnym człowiekiem, który od lat jeździ tym samym samochodem, dzieciom kupuje zabawki na przecenach, a na targu dyskutuje o cenie owoców. Mimo że magazyn Forbes od lat umieszcza go w ścisłej czołówce najbogatszych ludzi świata, sam Kamprad dementuje te pogłoski. Pracownicy cenią go najbardziej za to, że często odwiedza ich w salonach, motywuje, daje poczucie misji. Podobno od zawsze potrafił zjednywać sobie ludzi. Może jego sukces tkwi także w tym, że od lat ma jasno wyznaczone cele, które realizuje bez względu na przeszkody. Przy budowaniu marki zależało mu przede wszystkim na tym, by dać ludziom szczęście. Chciał być nie tylko kreatorem, podpowiadał też, jak żyć komfortowo. Jego dewizą było łączenie prostoty i wygody z oszczędnością. Zasady te wydają się tym prawdziwsze, jeśli pomyśleć, że Ingvar Kamprad, poza fotelem po matce, w całości urządził dom meblami IKEA.

Podstawą w tworzeniu tekstu był wywiad rzeka „Historia IKEA: Ingvar Kamprad rozmawia z Bertilem Torekullem” sporządzony przez Bertilla Torekulla.

foto: aftonbladet.se

Autor: Paula Szewczyk

Author: Paula Szewczyk

Polonistka i dziennikarka, absolwentka dwóch uniwersytetów - w Łodzi i w Warszawie, zainteresowana przede wszystkim historią miast, i ludzi, nigdy nie odmawia książki.

2 thoughts on “Kto nas tak urządził, czyli jak Ingvar Kamprad zakłożył IKEĘ”

  1. Ciekawy artykuł. Nie miałem pojęcia o tym, że takie przeszkody miał na początku działalności założyciel IKEA, no i że był tak bardzo innowacyjny. Jak widać w biznesie wytrwałość jest równie ważna (a może i ważniejsza) niż dobry pomysł, i że wszystko co wielkie rodzi się w bólach.

    1. Mniej więcej 9 na 10 biznesów ponosi porażkę (bez względu na to czy są inicjowane przez nowicjuszy czy starych wyjadaczy). Ja osobiście uważam, że sukces w biznesie nie jest sumą Twoich talentów, wiedzy i umiejętności, a wytrzymałości i tego, ile razy jesteś w stanie podnieść się po porażce.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *