Kilka prostych metod, dzięki którym nauczysz się kontrolować złość

Jak brzmi słowo najczęściej (nad)używane przez Polaków? Wystarczy, że podpowiem, że chodzi o wulgaryzm i już wszystko powinno być jasne. Pełen ekspresji wyraz na „k” idealnie pasuje do zobrazowania niemalże każdego uczucia (wszystko zależy od odpowiedniego akcentu), jednak nie da się ukryć, że jego najpopularniejszym towarzyszem jest złość. Co zrobić, aby ograniczyć użycie tak często cisnącego się na usta słowa? To proste – mniej się złościć. Tylko…jak tego dokonać?

Oddychaj głęboko!

Złościmy się praktycznie na wszystko. Rano – wylana na czyste ubranie kawa, korki w drodze do pracy, po południu – kontrolna wizyta u lekarza, kolejki w sklepach, a wieczorem odwołany koncert, na który czekaliśmy wieki. Każda taka sytuacja to punkt zapalny: pstryk! i już jesteśmy gotowi ciskać gromy na wszystkich wokół. Istnieją na szczęście proste sposoby, aby wyzwolić się z tej przytłaczającej niewoli namiętności. Po pierwsze: kilka głębokich oddechów. Choć metodę tę praktykowali zapewne już starożytni Rzymianie, okazuje się skuteczna do tego stopnia, że psychologowie jak świat długi i szeroki polecają ją w pierwszej kolejności. Po dziś dzień pozostaje ona wzorcowym przykładem na to, jak uśmierzać złość. Pozwala odzyskać równowagę fizjologiczną poprzez przeczekanie przypływu adrenaliny. Tak więc kiedy tylko ogarnia cię wściekłość, pamiętaj: wdech i wydech, wdech i wydech…

Odpuść sobie…

Drugi sposób na radzenie sobie ze złością jest nieco trudniejszy i wymaga większego skupienia się na sytuacji, która wywołała tak nieprzyjemne emocje. Należy uchwycić myśli wyzwalające przypływy wściekłości i przeciwstawić się im, ponieważ to właśnie pierwsza ocena zdarzenia „nakręca” wybuch gniewu, a każda następna – jeśli pozostaje taka sama – jeszcze bardziej go podsyca. W związku z tym bardzo ważny jest moment, w którym decydujemy się na przeciwstawienie się owym myślom. Jeśli uda się go uchwycić – pełen sukces. Zamiast więc bez chwili zastanowienia wrzeszczeć na palanta, to znaczy pana, który „przypadkiem” zajechał ci drogę, postaraj się odeprzeć wszelkie obraźliwe określenia cisnące się w tej chwili na usta. Daj spokój ze strzępieniem sobie języka i spróbuj stawić czoło myślom wywołującym złość.  Tym samym zaoszczędzisz sobie i nerwów, i czasu na dyskusje z „genialnym” kierowcą.

„Muszę ochłonąć”

Ostatnią – ale wcale nie najgorszą! – metodą pomocną przy opanowaniu złości jest tzw. wyjście dla ochłonięcia. Jeśli czujesz buzującą w żyłach krew i masz wrażenie, że lada moment zaczniesz przypominać postać rodem z kreskówki z buchającą z uszu parą, wyjdź zaczerpnąć świeżego powietrza. Tylko uwaga! Nie próbuj wówczas wsiadać do samochodu i pędzić w siną dal, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Zdecydowanie lepszą alternatywą będzie spacer lub wysiłek fizyczny, który paradoksalnie pomoże obniżyć pobudzenie organizmu. Pamiętaj tylko o jednej zasadzie: nie poświęcaj ani chwili na analizowanie sytuacji, która skłoniła cię do wyjścia. Każda taka myśl jest bowiem sama w sobie impulsem wyzwalajacym kolejne fale złości. Stąd już tylko o krok do prawdziwego tsunami wściekłości. Jeśli uda ci się opanować wymienione wyżej sposoby na radzenie sobie z tym groźnym uczuciem, gwarantuję, że kwestią czasu pozostaje ograniczenie do minimum używania wspomnianego na wstępie wulgaryzmu.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: politichicks.tv

Author: Katarzyna Woźniak

Z wykształcenia dziennikarka. Wielka pasjonatka języka polskiego i uważna obserwatorka rzeczywistości. Kobieta pisząca, która żadnego tematu się nie boi

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *