Samoświadomość emocjonalna oraz jej brak – czy rozumiesz swoje emocje?

W powieści Henry’ego Rotha pt. „Nazwij to snem” pada następujące zdanie: „Jeśli mogłeś ubrać w słowa to, co czułeś, to było to twoje”. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jeżeli brakuje słów na to, by określić swoje uczucia, świadczy to o tym, że nie są one naszymi własnymi. Brzmi intrygująco? Jeszcze bardziej tajemniczy wydaje się być pochodzący z greckiego termin aleksytymia. Co się za nim kryje? Postaram się znaleźć rozwiązanie tej zagadki.

Równoległy strumień świadomości

Zacznijmy od pojęcia samoświadomości. W skrócie można opisać ją jako umiejętność zwracania uwagi na emocje oraz ich nazywania. Warto jednak zauważyć, że nie jest ona motorem napędowym naszych reakcji na zdarzenia. Wręcz przeciwnie – pozwala skupić się na wszystkim, co nas otacza, jednocześnie odgrywając rolę bezstronnego świadka, na zasadzie: „okej, Janek nie oddał mi jeszcze pożyczonej stówki, ale mimo, że przez niego jestem teraz bez grosza, nie będę wszczynać żadnej awantury”. Samoświadomość jest więc neutralnym stanem, dającym możliwość autorefleksji w chwilach, gdy targają nami naprawdę silne emocje. Pozwala pozostawać nieco na uboczu tego, co przeżywamy.

   

Emocjonalne zero

Ludzie odczuwają emocje z różną intensywnością. Choć większość z nas na widok pożaru własnego domu uciekałaby w popłochu lub w panice rzuciłaby się na poszukiwanie gaśnicy, są też tacy, którzy poszliby po nią spokojnym krokiem uznając, że nie ma potrzeby się spieszyć. Co prawda trudno w to uwierzyć, ale tacy ludzie naprawdę istnieją i to właśnie do nich idealnie pasuje wymienione w pierwszym akapicie pojęcie aleksytymii. Mowa o osobach, które pozbawione są jakichkolwiek namiętności, nie odczuwają żadnych emocji nawet w tak alarmujących sytuacjach, do których niewątpliwie należy pożar. Teraz z pewnością z niedowierzaniem kręcisz głową, powątpiewając w to, iż istnieją ludzie zupełnie wyprani z emocji. I tu kolejne zaskoczenie: takich osób jest więcej, niż myślisz, o czym przekonasz się czytając kolejny akapit.

Ach, ta silna płeć

Nie od dziś wiadomo, ze kobiety znacznie intensywniej od mężczyzn odczuwają zarówno pozytywne, jak i negatywne emocje. Romantyczny film wywołuje łzy wzruszenia, wyprzedaż w ulubionym sklepie to czysta radość, a impreza z przyjaciółmi synonim szczęścia. Płeć przeciwna jest – delikatnie mówiąc – nieco mniej uczuciowa. Mogę się założyć, że osiem na dziesięć kobiet pozostających w stałym związku ma do zarzucenia swojemu partnerowi, że jest emocjonalnym analfabetą, który nie potrafi sklecić zdania na temat własnych emocji. Mężczyźni zazwyczaj są niezwykle powściągliwi, a szczytem ekspresji jest dla nich wymruczenie krótkiego „to świetnie” na wieść o tym, że ukochana dostała awans, o którym od dawna marzyła. Mimo, że powyższe przykłady należy traktować z przymrużeniem oka, to jednak z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że mężczyznom częściej brakuje słów na określenie tego, co czują. W związku z tym sprawiają wrażenie, jakby byli zupełnie pozbawieni uczuć, choć wynika to raczej z niezdolności do ich wyrażania niż z rzeczywistego braku emocji. Podsumowując – aleksytymia to stan, któremu brakuje głównego składnika inteligencji emocjonalnej, jaką jest samoświadomość i choć nie należy generalizować, to jednak znacznie częściej dotyka ona mężczyzn, o których nie bez kozery mówi się: „silniejsza płeć”.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: fanpop.com

Author: Katarzyna Woźniak

Z wykształcenia dziennikarka. Wielka pasjonatka języka polskiego i uważna obserwatorka rzeczywistości. Kobieta pisząca, która żadnego tematu się nie boi

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *