Podejmowanie decyzji, czyli jak zwiększyć swą wydajność

Wyobraź sobie (chyba, że wcale nie musisz), że jesteś odnoszącym sukcesy menedżerem w wielkiej korporacji. Masz masę na głowie: kilka ważnych spotkań dziennie, setki nie cierpiących zwłoki zadań do zrealizowania, a czasu wciąż za mało. Co prawda nie musisz się martwić o pieniądze, ale z racji tego, iż time is money, chętnie oddałbyś parę groszy w zamian za cztery godziny, które mógłbyś przeznaczyć na Super Ważne Sprawy. Spokojnie, nie będzie to konieczne, gdyż dzięki temu artykułowi dowiesz się jak właściwe podejmowanie decyzji pomoże Ci wykorzystać swoje zasoby i ułatwić sobie pracę.

Podejmowanie decyzji a priorytety

Często pod koniec ciężko przepracowanego dnia dochodzimy do wniosku, że owszem, zrobiliśmy mnóstwo rzeczy, ale najważniejsze z nich pozostały niedokończone lub nietknięte. Aby uniknąć takich sytuacji, trzeba nauczyć się wybierać rodzaj i objętość zadań, które należy załatwić w pierwszej kolejności. Ustalenie właściwych priorytetów pozwoli Ci zyskać pewność, że skupiasz się tylko nad pilnymi działaniami, a co za tym idzie – wykonujesz je lepiej, bo w wyznaczonym czasie i ze świadomością celu. W codziennej pracy nie należy koncentrować się najpierw na sprawach najłatwiejszych czy najbardziej interesujących, gdyż jedynym wynikającym z tego plusem jest to, że ośmiogodzinna zmiana mija łatwo, miło i przyjemnie. To co prawda nie lada gratka, jednak praca w myśl zasady „co masz zrobić jutro, zrób pojutrze”, czyli pozostawianie ważnych spraw na „wieczne nigdy” przynosi zazwyczaj więcej szkody niż pożytku.

Analiza ABC, czyli hierarchia zadań

Podstawą techniki analizy ABC jest podział na trzy rodzaje zadań, które wynikają z praktycznego doświadczenia. Są to: najważniejsze zadania (typu A), które stanowią ok. 15 % liczby wszystkich zadań, jednakże ich właściwa wartość w osiąganiu wyznaczonych celów to ok. 65 %; przeciętnie ważne zadania (typu B), które stanowią 20 % ogólnej liczby; zadania mniej ważne lub nieważne (typu C), które stanowią 65 % wszystkich zadań, natomiast ich udział w osiąganiu celów wynosi zaledwie 15 %. Analiza ta zalecana jest, jeśli chce się – do czego bardzo zachęcam – rozpoczynać działanie od zadań najważniejszych, które przynoszą jednocześnie najwięcej efektów. Wówczas za pomocą tych niewielu czynności (wspomniane wcześniej 15 % ogółu zadań) można osiągnąć bardzo duży udział w wyniku końcowym. Kolejne w hierarchii ważności zadania typu B również wpływają na wzrost wyników, podczas gdy skupianie się na wielu, za to mało istotnych sprawach (zadania C) daje niewielki przyrost efektu końcowego.

podejmowanie decyzjiSzybka analiza 

Nieco inny podział zadań, który pozwoli Ci na bardziej szczegółową analizę i właściwe podejmowanie decyzji, prezentuje zasada Eisenhowera. Amerykański generał sformułował regułę będącą praktycznym środkiem pomocniczym przede wszystkim wtedy, gdy trzeba szybko rozstrzygnąć, którymi sprawami zająć się w pierwszej kolejności. Priorytety są ustalane tutaj według dwóch kryteriów: pilności i ważności. Pierwszy typ zadań to zadania pilne i ważne, do których należy przystępować natychmiast i poświęcać się im osobiście. Następne w kolejce są zadania pilne i mniej ważne. W tym wypadku łatwo ulec złudzeniu, że przez swoją „pilność” pretendują do miana spraw nie cierpiących zwłoki, jednak z racji tego, że są jednocześnie mniej ważne, ich załatwienie nie musi być natychmiastowe. Trzeci typ to zadania mniej pilne i ważne. Mimo subtelnej różnicy dzielącej je od typu numer dwa, one również mogą poczekać. Trzeba jednak uważać: prędzej czy później staną się pilne i wówczas muszą być załatwione „na wczoraj”. Ostatni rodzaj to zadania mniej pilne i mniej ważne. Im należy się najmniej uwagi, dlatego po raz wtóry podkreślam, że nie warto zaprzątać sobie nimi głowy, podczas gdy na biurku piętrzy się sterta zadań pierwszego typu. Podsumowując: jeśli nauczysz się konsekwentnie dzielić zadania na kategorie, możesz być pewien, że w niedługim czasie Twoja wydajność pracy znacznie wzrośnie, a szybkie i właściwe podejmowanie decyzji stanie się Twoją dewizą.

Autor: Katarzyna Woźniak

Język niemiecki – czy warto się go uczyć?

Niezależnie od tego, czy wybierasz studia w Niemczech, czy naukę w swoim kraju, warto znać więcej niż jeden język obcy. Myślałeś o niemieckim, ale nie jesteś pewien czy warto?

Ostatnie lata rządów Angeli Merkel pokazały, że Niemcy są ważnym państwem na międzynarodowej arenie. To właśnie w Niemczech znajduje się wiele firm napędzających gospodarkę i ekonomię całego kontynentu. Nawet jeśli studia w Niemczech nie są tym, na co chciałbyś postawić, możesz wybrać język niemiecki, jako drugi. Znajomość niemieckiego może w przyszłości dać Ci istotną przewagę na rynku pracy.

7 skutecznych sposobów na szybkie opanowanie języka obcego

nauka języków obcych

Tekst ten uzupełnieniem artykułu Super szybka nauka języków obcych – czyli jak nauczyłem się niemieckiego w 2 miesiące. Opisana tam moja osobista historia wprowadzi Cię do spisanej poniżej listy rzeczy, które pomogły mi opanować język niemiecki w 2 miesiące.

Po przełomowym dla mojej nauki niemieckiego (opisałem je TUTAJ), wyszedłem z założenia, że aby posługiwać się swobodnie obcym językiem nie potrzebuję inwestować swojego czasu w gramatykę i słownictwo z zakresu feminizmu czy historii sztuki.

1. Oparłem swoją naukę o 1000 najczęściej używanych słów w danym języku. Nie znajdziesz wśród nich wyrażeń takich jak „słoń” czy „purpurowy”. Metodą statystyczną wyciągnięto ze słownika 1000 najpopularniejszych słów i udowodniono, że wystarczą one do swobodnej rozmowy w danym języku. Gdy już je opanujesz i zaczniesz bez strachu prowadzić konwersację z obcokrajowcami, bez większego wysiłku i niezwykle szybko podbijesz swój poziom do góry.

Linki, do niezwykle przydatnej aplikacji opierającej się na powyższej zasadzie:

Język niemiecki: http://www.naukaslowek.pl/lessons/start/63

Język angielski: http://www.naukaslowek.pl/lessons/start/186

Przydatne lekcje: http://www.naukaslowek.pl/

2. Kolejny krok jaki zrobiłem, to realizacja postanowienia o otoczeniu się obcym językiem w jak największym stopniu. Usiadłem z czystą kartką przed oczami i wypisałem wszystkie rzeczy, które mogłyby mi pomóc utrzymać kontakt z językiem obcym. Wypisałem oglądanie filmów/seriali, czytanie prasy i książek, słuchanie radia i muzyki.

3. W tamtym momencie nie dysponowałem zbyt dużą ilością wolnego czasu. Musiałem więc wykorzystać te chwile, który do tej pory były marnotrawione – chodzi mianowicie o poruszanie się komunikacją miejską, samochodem lub po prostu moment poruszania się (np. do sklepu lub biblioteki). Idealnie na te warunki nadają się słuchanki. Czasami wystarczy, że po prostu lecą. Nie trzeba się na nich specjalnie skupiać (chociaż jeżeli masz siłę i możliwości staraj się to robić), pewien procent wysłuchanych słówek zostanie zapamiętane przez nasz mózg.

4. Codziennie czytałem sporą ilość prasy informacyjnej. Lubię wiedzieć, co się dzieje na świecie. Postanowiłem, że od tej pory wykorzystam tą swoją małą przyjemność do nauki języka obcego – z polskojęzycznych portali przerzuciłem się na niemieckiego Spiegela (http://www.spiegel.de/). Na początku było to mocno męczące, w jednym oknie otwarty news, a w drugim słownik. Jednak po pewnym czasie zauważyłem, że język prasowy ma swoje powtarzające się sekwencje i słowa. Gdy już je przyswoiłem czytanie niemieckiej gazety stało się proste i przyjemne.

5. Nie mam w domu telewizora i nie śpieszy mi się do jego zakupu, jednak uznałem, że i ten element warto wykorzystać. Niezwykle cenię sobie przemówienia z TED`a (serwis prezentujący najbardziej inspirujące przemówienia ludzi sukcesu). W wielu z nich można wybrać napisy w dowolnym języku. Nie wahałem się długo i ustawiłem wszystkie na niemiecki. Upiekłem tym samym 2 pieczenie na jednym ogniu. Polecam Ci sprawdzić 20 najlepszych wystąpień z TED`a: http://pej.cz/TED-20-najlepszych-wystapien-a4031.

Dodatkowo znalazłem w sieci świetną inicjatywę młodych ludzi pod nazwą „Easy german”. Prezentują tam proste konwersacje, dzięki którym możemy uczyć się rzeczywistego języka wziętego „z ulicy”, czyli takiego jakim naprawdę posługują się zwykli ludzie. Możesz je znaleźć pod adresem http://www.youtube.com/watch?v=_NXDM9XXhQ4&list=PL3936178A38BB5F87.

Podobne inicjatywy widziałem także dla innych jezyków. Gdy zabraknie nam już materiałów warto po prostu odpalić radio w obcym języku lub jakąś internetową telewizję. Wystarczy, żeby leciało w tle. Nawet wykonując inne czynności i słuchając mimochodem nasz umysł zapamięta część słówek.

6. Dogadałem się ze znajomym (który też uczył się języka niemieckiego), że podczas naszych spotkań będziemy mogli mówić jedynie po niemiecku, bez względu na to jak trudne będzie dane zagadnienie – wyzwaniem będzie takie lawirowanie pośród znanych nam słówek, żebyśmy mogli wytłumaczyć to, o co nam chodzi. Kiedy tylko mogłem odzywałem się także do moich niemieckojęzycznych znajomych na skypie lub poprzez maila. Im więcej konwersacji tym lepiej, bez względu na to jak bardzo koślawych.

7. Na koniec rzecz, która pomogła mi dokonać największego przełomu – czytnik e-booków z funkcją dotykowego słownika (klikasz słowo i otrzymujesz natychmiastowe tłumaczenie). Gdy tylko dowiedziałem się o jego istnieniu, wiedziałem, że muszę go mieć. Nazywa się Kindle Paperwhite i od kilku miesięcy jest moim najlepszym przyjacielem.

Uwielbiam fantastykę. Mogę czytać książki o tej tematyce bez ograniczeń. Od dłuższego już czasu miałem ochotę zabrać się za Grę o Tron. I zabrałem się, wykorzystując mój czytnik ebooków z funkcją dotykowego słownika i czytając po niemiecku. Mam za sobą już 4 części dzieła George` R.R. Martina. Nawet nie wiedziałem, kiedy je pochłonąłem. Co najlepsze – nawet nie czułem, że uczę się w tym czasie obcego języka. Mój poziom rósł lawinowo podczas gdy ja bawiłem się w najlepsze. Co prawda na początku musiałem tłumaczyć 80% słów, ale później zadziała ta sama mechanika co przy prasie – pewne słowa i sekwencje cały czas się powtarzają. Pod koniec 3 części już rzadko kiedy musiałem szukać znaczenia jakiegoś słowa.

Wszystkie wymienione wyżej sposoby nauki języka mają jedną wspólną rzecz – otoczenie się nim w jak największym stopniu i wprowadzenie go w swoje codzienne życie. Najlepiej jest połączyć naukę z czynnościami, które sprawiają nam przyjemność. Wtedy nawet nie czujemy, że się uczymy. To po prostu dzieje się samo.

Jeżeli masz jakieś swoje pomysły na niestandardową naukę języka obcego podziel się nimi koniecznie w komentarzach.

Autor: Michał Szymański

Motywacja do działania – skąd ją wziąć?

Objętość Twojej pracy magisterskiej rośnie z zawrotną prędkością pół strony na kwartał? Wykupiony za ciężkie pieniądze karnet na siłownie od miesiąca nie ujrzał światła dziennego?  Na myśl o czekającej Cię nauce do egzaminu z niemieckiego mówisz sobie „nein, danke” ? Motywacja do działania niestety nie spada z nieba, ale w tym artykule dowiesz się jak wygrzebać ją choćby spod ziemi.

Skąd bierzesz swą motywację, drogi Syzyfie?

Codziennie stajemy naprzeciw zadaniom, na wykonanie których mamy mniej więcej tyle ochoty, co konserwatywni politycy na wprowadzenie ustawy o związkach partnerskich. Chcąc nie chcąc musimy zakasać rękawy i raz za razem podejmować rzucane nam przez świat wyzwania. Jednak o ileż łatwiej byłoby nam to czynić, gdybyśmy mieli do dyspozycji niewyczerpane źródła wewnętrznej energii. Chociaż być może one w nas są, tylko sięgamy po nie jedynie w wyjątkowych sytuacjach? W końcu któż z nas zwlekałby z odebraniem 10 milionów złotych, jeśli trafiłby szóstkę w totka? Lub czy gdyby bliska nam osoba zawisła nad przepaścią nie rzucilibyśmy się natychmiast na pomoc? Zastanówmy się, w jaki sposób można ten potencjał wykorzystać w naszych codziennych zmaganiach z rzeczywistością.

Sięgnij w głąb swojej głowy

Naszą największą bronią jest umysł. Ludzki mózg nie rozróżnia fikcji od rzeczywistości, tak więc jeżeli wyobrazisz sobie bardzo ekscytującą dla Ciebie sytuację, całe Twoje ciało zareaguje jakbyś naprawdę ją przeżywał. W związku z tym przy próbie zmotywowania się do jakiejś czynności najważniejsze jest wyobrażenie sobie jej rezultatu z idealnym dla nas wynikiem. Przełóżmy tę teorię na np. czekający nas za 2 miesiące egzamin z języka niemieckiego. Zapewne masz wiele innych, ciekawszych rzeczy do roboty niż ślęczenie nad odmianą przymiotnika w czasie plusquamperfekt, ale mimo to z jakiegoś powodu nie wrzucasz notatek z wykładu do pieca. Co sprawia, że chcesz zaliczyć ten test? Załóżmy, iż Twoim zdaniem języki obce to podstawa funkcjonowania we współczesnym świecie. W znaczący sposób mogą pomóc w znalezieniu dobrej pracy. Celem może więc być płynne posługiwanie się językiem niemieckim, a żeby w przyszłości zarabiać porządne pieniądze i być cenionym specjalistą na rynku pracy.

Wyobraźnia kluczem do sukcesu

Spróbuj sobie dokładnie wyobrazić tę sytuację. Jesteś niezwykle cenionym fachowcem w wielkiej międzynarodowej firmie. Władasz kilkoma językami obcymi, a gdy spoglądasz na wyciąg ze swojego konta twarz rozjaśnia Ci szeroki uśmiech od ucha do ucha. Liczne zagraniczne podróże pozwalają Ci jednocześnie pracować i zwiedzać najpiękniejsze miejsca na świecie. Praca sprawia Ci mnóstwo radości, tak więc każdego ranka wręcz wyskakujesz  z łóżka niesiony pozytywną energią i myślą o czekających na Ciebie, ambitnych zadaniach. Właśnie tak będzie wyglądać Twoja przyszłość. Jeszcze tylko ten egzamin z niemieckiego stoi na drodze do jej realizacji. Nie jest to jednak żaden problem, zwłaszcza gdy przywołasz tę niezwykle ekscytującą fantazję o Twoim wymarzonym stylu życia. Taka nagroda warta jest wysiłku, tak więc przecząco kiwasz głową gdy Twój przyjaciel namawia się na piwo i zamiast tego ochoczo zabierasz się za powtarzanie gramatyki języka Goethego i Kanta.

Prosto i skutecznie

Kolejna istotna sprawa to logistyka. Wiele razy rezygnujemy z realizacji czekających na nas zadań, ponieważ nie ustaliliśmy konkretnie, co mamy zrobić. Dlatego też najważniejszą rzeczą jest sformułowanie (a najlepiej zapisanie na kartce) pierwszej fizycznej czynności, jaką musimy wykonać, a żeby rozpocząć pracę nad daną inicjatywą. Posługując się wspomnianym powyżej przykładem nauki niemieckiego, może to być skserowanie materiałów od kolegi, wypożyczenie książki z biblioteki, zaznaczenie markerem najważniejszych fragmentów w notatkach itd. Do takiej prostej i łatwej w realizacji czynności łatwiej jest się przekonać niż do abstrakcyjnie i ogólnie brzmiącego polecenia „ogarnij niemiecki na egzamin”. Kiedy się za nią weźmiemy reszta zadania idzie już z tak zwanej górki.

Znajdź przyjemność w swoich obowiązkach

W momentach kryzysu zawsze warto przywoływać do umysłu obraz naszej wymarzonej przyszłości związanej z rezultatem podejmowanego wyzwania. Wysilmy zmysły do granic możliwości, poczujmy całą gamę zapachów, smaków i dźwięków. Niech na nasz mózg spadnie prawdziwa lawina rozkosznych fantazji, a konieczne do wykonania zadanie skojarzmy z tymi uczuciami. Motywacja gwarantowana.

Co sądzisz o artykule? Zostaw opinię z komentarzach, z chęcią się z nią zapoznam.

 Autor: Michał Szymański

Poznaj siłę nawyku i dowiedz się, dlaczego najsłynniejsi ludzie sukcesu kochali rutynę

Rutyna zazwyczaj kojarzy nam się wyjątkowo negatywnie. Oznacza nudę, wypalenie, nierzadko stany depresyjne. Czy człowieka naprawdę wykańcza zbyt długie poświęcanie się w wykonywaniu jednej rzeczy? Tak – o ile ta rzecz nie ma swojego uzasadnienia w naszych marzeniach. Gdy trudnimy się pracą nad sprawami, które nie pobudzają naszej wyobraźni i nie motywują nas do działania, wypalamy się szybciej niż urodzinowa świeczka. Jednak nie musi tak być. Rutyna może być najlepszym sposobem na osiągnięcie postawionych sobie celów. W jaki sposób? Odpowiedź zawarłem poniżej.

Immanuel Kant, Thomas Edison, czy Isaac Newton słynęli ze swojego specyficznego trybu życia. Mówi się, że mieli zaplanowaną każdą minutę swojego dnia. W Królewcu (miejscu zamieszkania Kanta) miejscowi podobno nastawiali zegarki widząc spacerującego po ogrodzie Kanta, gdyż robił to zawsze o tej samej porze (z podobno przerażająco co do sekundy punktualnością). Każdy ich dzień miał dokładnie identyczny plan. Czy dosięgła ich rutyna i wypalenie zawodowe? Wręcz przeciwnie, z roku na rok mieli w sobie coraz więcej pasji o dokonywali coraz wspanialszych odkryć. Dlaczego?

Wymienione wyżej osobistości postawiły przed sobą jasno określone cele. Mieli marzenia, w które mocno wierzyli i które dawały im niesamowitą siłę. Ich realizacji podporządkowali całe swoje życie. Dzięki narzuceniu sobie tak sztywnych ram czasowych wyrobili w sobie nadzwyczaj silne nawyki. Pozwoliło im to zwalczyć prokrastynację (uporczywe odwlekanie rzeczy na później) i nie dawali sobie nawet szansy robienia jakichkolwiek wymówek. Po pewnym czasie ich nawyk pracowania nad swoimi marzeniami był tak silny, jak biologiczna potrzeba jedzenia czy spania. Te osoby po prostu same siebie skazały na sukces i przejście do historii.

Gdy przyjrzymy się biografiom współczesnych ludzi sukcesu dostrzeżemy podobne cechu. Steve Jobs, Stephen King, Henry Ford – wszystkie te postacie żyły codzienną rutyną podporządkowaną realizacji postawionych sobie celów.

Jak możesz wykorzystać tą wiedzę? Bardzo prosto – podążaj śladami najlepszych.

Najpierw potrzebujesz ekscytującego celu – marzenia, do którego będziesz mógł dążyć. Polecam Ci przeczytanie artykułu Kilka sprawdzonych i skutecznych sposobów na zmotywowanie się do działania.

Następnie postaw przed sobą kartkę z zapisanym swoim tygodniowym planem zajęć / obowiązków / pracy / czasu wolnego i podporządkuj go tak, aby jak najlepiej pomagał Ci realizować Twój cel. Postaraj się ująć w nim jak najwięcej regularności. Wyznacz sobie stałe pory na swój wolny czas, który możesz wykorzystać jak tylko chcesz. Najważniejsze jednak, aby te elementy Twojego harmonogramu, które odpowiadają za Twoje marzenie były niezmienne i trwałe jak skała. Tak zorganizuj sobie życie, aby nic nie przeszkodziło Ci w pracy nad swoim najważniejszym celem.

Żeby daną czynność przekształcić w trwały nawyk (czyli taki, który będziemy wykonywali z automatu i zabranie się za niego nie sprawiało nam żadnych trudności) trzeba ją powtórzyć 30 razy.

Jestem przekonany, że Twoje marzenia są warte tych 30 prób.

Trzymam kciuki. Podziel się w komentarzach swoją opinią.

Jak znajdować wyjście w sytuacjach bez wyjścia

Sposób, w jaki patrzysz na otaczający Cię świat warunkuje Twoje sukcesy. Używane przez Ciebie słowa, prezentowane postawy czy nawet myśli, jakie przechodzą przez Twój umysł – to wszystko kreuje Twoją rzeczywistość. Pierwsza rzecz jaką powinieneś zrobić, to zadbać o wyżej wymienione rzeczy: słowa, postawy i myśli. W tym artykule przekażę Ci, jak za pomocą pewnej techniki i odpowiedniej ilości ćwiczeń zaprogramować swój umysł na odnoszenie sukcesów.

Najważniejsza sprawa – wyrzuć ze swojego słownika słowo „problem”. Dlaczego? Ponieważ „problem” tak naprawdę nie istnieje. To tylko słowo, które niesie ze sobą negatywne emocje i obietnice trudności oraz automatycznie nastawia nas na porażkę. Od tej pory mówiąc i myśląc o jakimś problemie zamieniaj go na „sprawę do rozwiązania”.

Wyobraź sobie teraz, że w miejsce „problemu”, który maluje przed Tobą przykre wizję, każdą czekającą na Ciebie trudną sytuację zastępujesz „sprawą do rozwiązania”. Myśląc o niej, nie skupiasz się na złych stronach wiążących się okolicznościami w jakich się znalazłeś. „Sprawa do rozwiązania” to tak naprawdę jedynie dane zagadnienie oraz różne możliwości działań, jakie możesz w związku z nią podjąć. Następnym więc razem, gdy coś będzie szło nie po Twojej myśli, nie myśl o „problemie” i negatywnych konsekwencjach tej sytuacji. Twoje zainteresowanie powinno być skierowane tylko na rzeczy, które możesz w związku z tą sytuacją zrobić. Pamiętaj, że każda trudna sytuacja to tak naprawdę co najmniej kilka rozwiązań i działań jakie warto podjąć.

Gdy już przyswoisz sobie powyższe prawdy, pora przejść do działania. Najlepiej jest wykorzystać prostą metodę rysowania mapy myśli, wykorzystującą technikę zwykłej burzy mózgów. Jak to działa? Załóżmy, że prowadzisz firmę. Interesy idą kiepsko, Twoje przedsiębiorstwo notuje straty. Nie ma jednak co płakać, trzeba zakasać rękawy i zacząć coś robić. Na początek wystarcz Ci duża kartka i długopis.

  1. Na samym środku piszesz cel, jaki chcesz osiągnąć – w tym przypadku jest to po prostu „zysk firmy”
  2. Zaczynasz burzę mózgów – bez większego zastanowienia wpisuj pomysły, które mogą Ci pomóc zrealizować cel. Pamiętaj! Na tym etapie nie oceniasz żadnego pomysłu. Po prostu wymyślaj ich jak najwięcej, nawet takich, które wydają się głupie i śmieszne (czasami takie okazują się potem najlepsze).
  3. Do każdego wymyślonego pomysłu spróbuj wygenerować kilka wariantów, lub całkiem nowych idei. Puść wodze swojej wyobraźni i kreatywności.
  4. Gdy już uznasz, że nie jesteś w stanie wykrzesać z siebie nic więcej przyjrzyj się uważnie swoim pomysłom i metodą eliminacji wykreślaj te, które z pewnością Ci nie pomogą.
  5. Z pozostałych idei wybierz najlepsze i opracuj plan wprowadzania ich w życie (co i kiedy dokładnie zrobisz, żeby zrealizować dany pomysł)
  6. Doceń swój wysiłek i ciesz się z wypracowanych przez Ciebie rozwiązań. Zapomnij, że „problem” kiedykolwiek istniał i skup się jedynie na rozwiązaniach i działaniu.mapa myśli

Prosty przykład mapy myśli (Twoja może, a nawet powinna mieć zdecydowanie więcej pomysłów i rozwiązań).

Pamiętaj, że już samo wymyślanie rozwiązań (choćby były słuszne i głupie) nastawią Twój umysł na działanie i sprawią, że Twoje trudności staną się łatwiejsze do pokonania. Technikę mapy myśli można wykorzystywać przy wszelkiego rodzaju problemach, od osobistych po zawodowe.

Ćwiczenie: Postaw sobie za punkt honoru, że gdy znajdziesz się w trudnej sytuacji przynajmniej spróbujesz rozrysować mapę myśli. Nawet jeśli nie stworzysz fantastycznego rozwiązania z pewnością poczujesz się lepiej i otrzymasz zastrzyk energii, który pozwoli Ci poradzić sobie z większością spraw.

Autor: Michał Szymański

Jesteś efektywny czy tylko efektowny?

Standardem w dzisiejszym świecie stały się nadgodziny. Zostawanie w pracy po pracy jest już prawdziwym społecznym przymusem. Jeśli wychodzisz do domu zgodnie z planem, to znak, że pracujesz mało i źle. Kto w czasach kryzysu może pozwolić sobie na taką opinię? Przecież setki innych czekają na naszą posadę.

Nie daj się zwariować, nie musisz grać w tę chorą grę.

Polacy należą do narodów spędzających najwięcej czasu w pracy (40,5h tygodniowo). Najkrócej w Unii Europejskiej pracują Holendrzy – zaledwie 30,5h na tydzień. Pomimo tego pracownicy z kraju tulipanów są w stanie wypracować więcej w krótszym czasie, niż ich koledzy znad Wisły. Jakim cudem?

Pokutuje u nas prawdziwie antyczne podejście do pracy, gdzie wydajność pracownika liczyło się w ilości godzin spędzonych w zakładzie. Model ten sprawdzał się w XIX-wiecznej fabryce podczas wyliczania ilości węgla przerzuconego przez robotnika (tona na godzinę, a więc im więcej godzin tym lepiej).

Odrzuć absurd

W epoce cyfrowej, zdominowanej przez pracę umysłową ta metoda  jest po prostu bez sensu. Wytworzona przez taki schemat myślenia presja społeczna każe nam kreślić kwadraty na pulpicie monitora (żeby szef widział, że nie odchodzę od komputera), a dzieciom zostawiać otwarte książki podczas spania ( „Oj, tak ciężko się uczył, że aż padł z wyczerpania!” – pomyślą rodzice wchodząc do pokoju syna). Sfrustrowani co minutę sprawdzamy skrzynkę pocztową i otwieramy szeroko oczy z podekscytowania, gdy zobaczymy czerwoną cyferkę powiadomienia na facebooku. O kwejku już nawet nie wspomnę.

Ale przecież siedziałem przy komputerze, jestem zmęczony i sfrustrowany – więc gdzie są efekty mojej pracy?!

Kluczem do wyjścia z tej pułapki jest zadanie sobie pytania – „Jestem efektywny czy tylko efektowny? Naprawdę realizuję swoje cele czy zadowalam się pozorami?”. Powieś sobie taki napis nad biurkiem (lub miejscem, gdzie pracujesz). Ja dodatkowo ustawiłem sobie w telefonie komunikat, który raz na 3 godziny budzi mnie z odrętwienia powyższym pytaniem. To wystarczy, żeby przywołać się do porządku.

Korzystaj z metody zorientowanej na cele. Przed rozpoczęciem każdej pracy zastanów się, jaki ma być jej efekt i czemu ma służyć. Następnie co godzinę pytaj się samego siebie – „ Czy to co robię faktycznie przybliża mnie do postawionego celu?”. Nie oszukuj sam siebie i nie dbaj o postrzeganie przez innych. Oni grają w tę grę pozorów i ciężko będzie im znieść myśl, że Tobie udało się przełamać schemat, mogą się więc negatywnie na Twój temat wypowiadać. Pamiętaj jednak, to Twoje marzenia i cele są najważniejsze.

Na koniec najważniejsza rada: jeśli zaczynasz pracować – odłącz Internet! Nic nie odciąga Twojej uwagi bardziej niż świadomość bycia podłączonym do sieci. Ściągnij wszelkie potrzebne materiały, załatw sprawy nie mogące czekać i odrzuć przecz kabel od modemu. Szkoda czasu na facebooka i demotywatory, skoro można realizować marzenia.

Autor: Michał Szymański

Naucz się pracować efektywnie

Ilość czasu, jaki marnujemy w wyniku nieefektywnej pracy, jest zatrważająca. Gdyby podliczyć wszystkie zmarnotrawione godziny wyszłoby na jaw, że straciliśmy pół życia na darmo. Czy nie lepiej byłoby poświęcić ten czas na bliskich, pasje, podróże i radość? Jeżeli uważasz tak samo jak ja, zapraszam Cię do przeczytania pierwszego artykułu z cyklu „Jak pracować efektywnie”.

Nasze staranie o efektywną pracę warto zacząć od samego rana. Powszechnie mówi się, że na początku dnia należy zabierać się za zadanie najważniejsze i najtrudniejsze. To słuszna zasada, gdyż to właśnie w porannych godzinach jesteśmy najefektywniejsi. Z drugiej jednak strony rozpoczęcie pracy od obowiązków wielkiego kalibru może przysporzyć niemało problemów osobom zmagającym się z prokrastynacją, czyli uporczywym odkładaniem zadań na później (jak sobie z nią poradzić możesz przeczytać w artykule Jak zabrać się do roboty).

W jaki sposób można to pogodzić?  – Wyznacz sobie mały cel, który będzie powiązany z najważniejszym zadaniem jakie masz dzisiaj do wykonania i będzie elementem wstępnym dla niego – np. jeżeli masz do przygotowania referat, jako zadanie wprowadzające postaw sobie przygotowanie wszystkich materiałów, rozłożenie ich na biurku oraz otworzenie na właściwych stronach. Nawet tak proste wyzwanie, jeśli wykonasz je dobrze, pozytywnie Cię nastroi oraz da Ci energię do zabrania się za poważniejsze zadanie.

Nie zaczynaj dnia od sprawdzania facebooka. Przestań dawać nabierać się na swoje „zajrzę tylko na sekundę”. Facebook to idealnie skonstruowany mechanizm, który ma jeden cel – zatrzymać Cię tam jak najdłużej. W każdym miejscu znajdziesz dziesiątki odnośników do innych rzeczy, które warto sprawdzić. Każde jedno zdjęcie zaprowadzi Cię do setek innych, każdy nowy status skłoni do przejrzenia kolejnych. Nawet jeśli uda Ci się przejrzeć facebooka na szybko i po niedługim czasie go wyłączyć, Twoje myśli nadal pozostaną pośród społecznościowego świata Zuckeberga. Stracisz impet do pracy, a Twoja podświadomość zamiast skupić się na zadaniu błądzić będzie gdzieś pomiędzy zdjęciami Kaśki z III B, którą ostatni raz widziałeś 15 lat temu.

Zadanie: Wyznacz sobie godziny, w jakich będziesz sprawdzać facebooka. Najlepiej, niech będą to godziny wieczorne, kiedy wykonasz już wszystkie rzeczy jakie sobie postanowiłeś. Zdaję sobie sprawę jak trudne jest oparcie się pokusie czerwonego powiadomienia o otrzymaniu nowej wiadomości, jednak pamiętaj – współcześnie nie ma większego złodzieja czasu niż Facebook. Pozwolisz mi obrabować się ze swoich marzeń tylko po to, żeby poprzeglądać cudze zdjęcia z Egiptu?

Podsumowanie: 

1. Zaplanuj swój rozkład dnia dzień wcześniej. Wykonaj prostą listę rzeczy do zrobienia na jutro (jak efektywnie przygotować taką listę możesz przeczytać w artykule Bądź  5 razy bardziej efektywny i 10 razy bardziej zrelaksowany).

2. Zacznij dzień od wykonania zadań najważniejszych i najtrudniejszych.

3. Rozdziel duże i trudne zadania na mniejsze elementy. Jeżeli na Twojej liście rzeczy do zrobienia stoi: napisz raport – rozbij to na kilka mniejszych zadań, np. przygotuj materiały na biurku, przeczytaj notatkę z wczorajszego zebrania, zadzwoń do Anny dopytać o szczegóły, sporządź raport. Po każdym wykonanym zadaniu skreślaj go z listy – poczujesz niebywałą satysfakcję i chęć do dalszej prac.

4. Nie zaczynaj dnia od facebooka. Nie daj nabrać się na „zajrzę tylko na chwilę”. Facebook jedynie okradnie Cię z czasu, który możesz poświęcić na wartościowsze rzeczy.

5. Ustal sobie godziny korzystania z facebooka (czy innych portali społecznościowych) i trzymaj się ich twardo. Najlepiej niech to będą godziny wieczorne, np. między 20.00-21.00.

Już niedługo kolejna część cyklu Jak pracować efektywnie.

Masz swoje sposoby na efektywną pracę? Podziel się nimi w komentarzach

Autor: Michał Szymański

Super szybka nauka języków obcych – czyli jak nauczyłem się niemieckiego w 2 miesiące

Większość ludzi, z którymi rozmawiam, wyniosło ze szkoły podobne do mnie doświadczenia związane z nauka języków obcych. 9 lat edukacji, zdana matura, przyswojone zasady gramatyczne, a to wszystko po to, żebym w najlepszym razie mógł określić swój poziom jako średnio zaawansowany. Wystarczy potem krótka przerwa aby wszystkiego zapomnieć. Tak też było ze mną – po roku nieużywania języka niemieckiego nie byłem w stanie wydukać nawet najprostszego zdania. Doszedłem do wniosku, że tak nie może być, w końcu zbyt wiele zainwestowałem w ten język żeby go teraz tak po prostu zapomnieć.

Mniej więcej co pół roku zbierałem się do ponownej nauki. Brałem swoją starą książkę do gramatyki, wertowałem licealne czytanki, zapisywałem słówka i powtarzałem je przed snem. Czasami nawet udawało mi się wytrwać w takim postanowieniu miesiąc. Później, zniechęcony powolnością mojej nauki znowu odstawiałem niemiecki na półkę. Za jakiś czas dręczony wyrzutami sumienia zabierałem się za niego znowu.

Rewolucja przyszła niedawno. Przypadkiem miałem okazję rozmawiać z jedną Niemką, która dowiedziała się, że uczę się niemieckiego. Pełna entuzjazmu zapytała się mnie :”ohh, Woher kommst du? (skąd pochodzisz?)”. Zestresowany jak przed egzaminem na prawo jazdy wykrztusiłem z siebie: „Ich…bin…Polen” ( Jestem Polska)i od razu w tym samym momencie miałem ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu, gdyż uświadomiłem sobie jak pokaleczyłem to zdanie.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu moja rozmówczyni nie zwróciła na to najmniejszej uwagi i z uśmiechem zapytała „Und welche Stadt?” (A jakie miasto?). „Warschau” odpowiedziałem nieśmiało. Za chwilę padły kolejne pytania: o studia, pracę, zainteresowania.

Z każdą chwilą stawałem się coraz bardziej pewny siebie i coraz śmielej odpowiadałem w języku Goethego. W tym właśnie momencie doznałem objawienia – mojej rozmówczyni w ogóle nie obchodzi moja gramatyka. Nie za bardzo przeszkadzała jej także moje ubogie słownictwo. Ona po prostu chciała mnie poznać. Gdy brakowało mi jakiegoś słowa pomagałem sobie gestykulacją, a ona mi podpowiadała. Z minuty na minutę przypominały mi się dawno zapomniane wyrażenia i z niewiarygodną szybkością uczyłem się nowych, wykorzystywanych przez Silke (tak miała na imię moja niemiecka koleżanka). Znaczenie słów, których użyłem w tej rozmowie, zapamiętałem już na stałe. Po prostu kojarzyły mi się z kontekstem. Po naszej ledwie godzinnej konwersacji czułem, że zrobiłem większy postęp niż w trakcie 9 lat mojej szkolnej edukacji. Rozmawiałem z prawdziwym Niemcem i przeżyłem (zapewne mój Ś.P. dziadek nie mógłby wyjść ze zdziwienia).

Z tej rozmowy wyciągnąłem wniosek, który pozwolił mi w 2 miesiące doprowadzić mój niemiecki do poziomu, o jakim marzyłem przez tyle lat – ludzi z zagranicy nie obchodzi moja gramatyka oraz sposób wysławiania, oni po prostu chcą mnie poznać i porozmawiać. Żeby zrealizować ten cel wystarczą naprawdę absolutne podstawy języka obcego, a gdy już zaczniemy konwersować w innym języku jego nauka postępuje w niewiarygodnym tempie.

Po tym prostym, aczkolwiek dla mnie osobiście przełomowym wydarzeniu dokonałem prawdziwego przewrotu w swojej metodzie nauki języków obcych. Dzisiaj, kilka miesięcy po tym wydarzeniu swobodnie czytam „Das Lied von Eis und Feuer” (niemieckie wydanie Gry o Tron – mam już za sobą 4 potężne księgi pisane trudnym językiem),  bez problemu oglądam wiadomości na Spiegelu i z przyjemnością rozmawiam z ludźmi posługującymi się językiem naszych zachodnich sąsiadów.

O tym co dokładnie zrobiłem możesz przeczytaj TUTAJ

Autor: Michał Szymański