Milczenie jest złotem, czyli o komunikacji niewerbalnej


Wiadomo, że komunikowanie się interpersonalne to nie tylko słowa, ale również gesty, mimika, postawa, czyli to wszystko, co nazywamy komunikacją niewerbalną. Dość łatwo odczytać dane sygnały, jednak często nie do końca wiadomo, na czym polega ich rzeczywiste oddziaływanie. Czy wszystkie są jednakowo zrozumiałe? Akwizytor próbujący sprzedać nam odkurzacz najnowszej generacji uzbrojony jest zazwyczaj w uśmiech potrafiący roztopić nawet najbardziej skąpe serce, jednak czy jest on naprawdę szczery? Jakie sygnały niewerbalne towarzyszą oczywistemu kłamstwu?

Kłamca, kłamca

W większości wypadków udawania występujących między interlokutorami, istnieje raczej unikanie myśli lub powstrzymywanie emocji niż celowe mówienie nieprawdy. Nie zmienia to faktu, że pewne elementy komunikacji niewerbalnej to oczywiste sygnały świadczące o tym, że ktoś kłamie podczas rozmowy. Aby nadać większego dramatyzmu ich analizie, rozważę je na przykładzie rozmowy kwalifikacyjnej. Najczęściej wśród kandydatów można zaobserwować zbyt kurczowe trzymanie się krzesła, drapanie się po nosie oraz uśmiechanie się, bez podnoszenia brwi. Te zachowania nie wynikają bynajmniej ze stresu (choć ten zapewne też daje się we znaki), a z mówienia nieprawdy. Są one próbą zamaskowania tego, że zwyczajnie – mówiąc mało elegancko – wciskamy przyszłemu pracodawcy kit. Innym sygnałem, który zwraca uwagę jest nasilenie gestykulacji. Oznacza to, że osoba próbuje zrzec się odpowiedzialności za wszystko, o czym mówi się w trakcie rozmowy. Bardzo niewiele osób prowadzących rozmowy kwalifikacyjne potrafi jednak zauważyć sygnały świadczące o kłamstwie. Dla poszukujących pracy to z pewnością dobra wiadomość.

Jak przyciągnąć uwagę?

To nie koniec dobrych wiadomości. Istnieją elementy komunikacji niewerbalnej, które umożliwiają kontrolę nad tym, która z części Waszego przekazu będzie najlepiej zapamiętana przez inne osoby. Gdy dotrzecie już do komunikatu, na którego podkreśleniu najbardziej Wam zależy, podnieście prawą rękę do prawego oka (zakładając, że jesteście praworęczni). Kiedy dłoń znajdzie się na wysokości oka, powtórzcie ważną informację, którą chcecie przekazać pozostałym. Ten prosty gest potrafi zdziałać cuda. Rozmówca będzie śledził ruch Waszej ręki, a to z kolei zmusi go do nawiązania z Wami kontaktu wzrokowego. Kiedy już go nawiążecie, powtórzenie informacji spotęguje jego znaczenie i pozwoli mieć pewność, że będzie on zapamiętany. Proste? A jakie skuteczne. Inna niewerbalna sztuczka pomoże skupić na sobie uwagę w analogicznej sytuacji: kiedy to Wy jesteście słuchaczami. Jednocześnie, bez wszczynania dyskusji pozwoli na zdemaskowanie ewentualnego kłamcy. Wystarczy, że w trakcie rozmowy odchylicie się lekko na krześle czy fotelu i zaczniecie pocierać brodę. Najprawdopodobniej w tym momencie Wasz rozmówca zmieni kierunek rozmowy, chcąc ratować sytuację. Ten gest zostanie bowiem przez niego odczytany jako sygnał, że nie zgadzacie się z tym, co właśnie powiedział.

Płynność kulturowa

Na koniec kilka słów o zjawisku zwanym „płynnością kulturową”, którego używa się opisując osobę nie tylko posługującą się obcym językiem, ale również zachowującą się w sposób właściwy dla swojego pochodzenia. Każdy naród ma własne, zakodowane w tradycji reakcje i zachowania. W związku z tym tak ważne jest, aby przed wyprawą do innego kraju zapoznać się z najważniejszymi obyczajami mieszkańców. To pozwoli uniknąć popełnienia miażdżącego faux pas, które na zawsze pozostanie w pamięci wzburzonych obywateli. Pół biedy, jeśli wpadka jest „tylko” żenująca, ale co wtedy, gdy zostanie zinterpretowana jako rozmyślnie obraźliwa? Najprostszy przykład to zachowanie w świątyniach na Bliskim Wschodzie, do których nie wolno wchodzić z odsłoniętymi ramionami i kolanami. Złamanie tej zasady jest bardzo źle postrzegane, podobnie jak zaczepianie kobiet, dlatego jeśli chcecie zapytać o drogę, lepiej poproście o pomoc mężczyznę. Różnorodność komunikatów niewerbalnych sprawia, że trzeba być przygotowanym na borykanie się z niejasnościami nie tylko w naszej rodzimej kulturze, ale na całym świecie. Jest to nieodłączny element tak elastycznego systemu, jakim jest mowa ludzka.

Autor: Katarzyna Woźniak

Czy pierwsze wrażenie ma znaczenie, czyli kilka słów o percepcji społecznej

Jak świat długi i szeroki, w naturze każdego człowieka leży ocena i interpretacja charakteru innych osób zaangażowanych w danej chwili w rozmowę oraz otoczenia, w jakim się znajdujemy. Wszystkie procesy, za pomocą których dochodzimy do pewnych wniosków dotyczących współmieszkańców naszej pięknej planety składają się na percepcję społeczną. Brzmi zbyt skrótowo? Najlepiej więc będzie, gdy zilustruję znaczenie percepcji społecznej na jednym z bardzo znanych przykładów.

Nowy wykładowca

Znany amerykański psycholog społeczny, Harold Kelley przeprowadził w 1950 rokueksperyment, który na zawsze zapisał się w historii badań społecznych. Przed jednym z wykładów wręczył on swoim studentom kartki z krótkim opisem nowego wykładowcy. Nie mieli oni pojęcia, że zostały rozdane dwa rodzaje charakterystyki: w jednej, określając wykładowcę użyto słowa „ciepły”, a w drugiej „zimny”. Po zajęciach Kelley poprosił studentów o ocenę nowego profesora. Wyniki eksperymentu były zaskakujące: ci, który wcześniej przeczytali o nim, że jest ciepły, postrzegali go jako szczęśliwego, cieszącego się popularnością i efektywnego. Ci natomiast, którym przypadła charakterystyka ze słowem „zimny”, mieli o wykładowcy zgoła odmienne zdanie. Badanie to pokazuje, jak wiele prawdy jest w twierdzeniu, że widzimy to, co spodziewamy się zobaczyć. Początkowe wrażenie studentów, wywołane przeczytanym opisem, nie zmieniło się do końca, a przecież ich percepcja mogła być zupełnie inna, gdyby nie dostali tychże notatek. Studenci zachowali się zgodnie z tym, co UWAŻALI za prawdę, a nie stosownie do RZECZYWISTYCH zdarzeń.

Przekleństwo stereotypów

Powyższy eksperyment to wierna ilustracja zagadnienia zwanego „samospełniającym się proroctwem”. Polega ono na przyklejaniu komuś pewnych etykiet, szufladkowaniu go, a co za tym idzie – oczekiwaniu, że będzie zachowywać się w określony sposób. Zjawisko to jest niezwykle powszechne wśród aktorów, o których często mówi się, że są bohaterami jednej roli. Taki los spotkał m.in. Piotra Cyrwusa, który pewnie sam nie do końca jest pewny, jak naprawdę ma na imię, gdyż w wyobraźni milionów Polaków już zawsze będzie funkcjonował jako „Rysiek z Klanu”. W badaniach nad indywidualną percepcją często zwraca się również uwagę na to, jak ludzie interpretują rozmaite cechy charakteru. Każdy z nas ma jasno określone wyobrażenie o tym, które cechy osobowości się ze sobą wiążą. Niektóre z tym skojarzeń są bardzo silne. Jeśli pokażemy komuś zdjęcia kilku osób, z których część nosi okulary, a część nie, pewnym jest, że za bardziej inteligentne zostaną uznane osoby w okularach. W ten sposób funkcjonuje nasza percepcja, która opiera się zazwyczaj na pierwszym wrażeniu.

Zgadnij, jak się zachowam

Na koniec pozostaje pytanie, czy można nauczyć się „prawidłowej” percepcji, trafnego interpretowania ludzkich zachowań? Odpowiedź brzmi: nie. Sposób zachowania znacznie się zmienia zależnie od sytuacji. Nie możemy na przykład z góry założyć, że osoba będąca świadkiem wypadku natychmiast rzuci się na pomoc poszkodowanym, gdyż może się okazać, że spanikuje i zwyczajnie weźmie nogi za pas. Nie potrafimy ocenić czyichś cech charakteru, tak więc „prawidłowa” percepcja nie istnieje. Można mówić jedynie o przewidywaniach, przypuszczeniach, ale nigdy nie jesteśmy pewni, czy to, co podpowiada nam świadomość będzie odpowiadało rzeczywistości.

Autor: Katarzyna Woźniak

Tożsamość społeczna, czyli kim jesteśmy i dokąd zmierzamy

Mogłoby się wydawać, że nie ma nic prostszego niż odpowiedź na pytanie „kim jestem?”. To przecież oczywiste: jestem kobietą, mężczyzną, studentem, synem, Polakiem, wielbicielem piłki nożnej, pasjonatką książek…Czy aby na pewno kilka pierwszych skojarzeń wystarczy, by określić naszą tożsamość społeczną? Gdyby tak było, ten artykuł w ogóle by nie powstał, albo w najlepszym razie skończył się po tych paru zdaniach. Czym więc jest tożsamość społeczna? Albo raczej – z czego się składa?

Po pierwsze i najważniejsze – osobowość

W programach typu „talent show” o ewentualnym sukcesie uczestników bardzo często decyduje to, czy – według szacownego jury – mają oni osobowość. Tym samym słowo to błyskawicznie urasta do rangi złotego medalu, który trzeba zdobyć, aby cieszyć się uwielbieniem fanów i niesłabnącą popularnością. Nikt jakoś dotychczas nie pomyślał, że osobowość nie jest czymś, co się nabywa lub co można mieć, albo nie mieć. Uwaga i apel do wszystkim mądrych głów podcinającym skrzydła na oczach milionów widzów ludziom „bez osobowości”: osobowość ma każdy. Niezależnie od tego, czy potrafimy śpiewać, tańczyć, połykać ogień czy jeździć na rowerze bez trzymanki, każdy z nas posiada zestaw indywidualnych, unikalnych cech, które mają wpływ na nasze zachowanie i komunikowanie się z innymi. Jest to pierwszy element tożsamości społecznej, który jednak dopiero w towarzystwie dwóch pozostałych składa się na jej pełny obraz.

Koncepcja „Ja”

Czymś naturalnym jest dla nas fakt, iż potrafimy myśleć o wykonywanych przez siebie czynnościach i reakcjach. Zazwyczaj nie zastanawiamy się jednak, jak wiele rzeczy możemy zrobić dzięki tej umiejętności. Umożliwia nam ona snucie planów na przyszłość i refleksji na temat wcześniejszych życiowych doświadczeń. W skrócie – rozwijanie koncepcji „Ja”. Oznacza to, że możemy również poszerzać swą wiedzę na temat tego, jak inni nas postrzegają i jak my sami chcielibyśmy być postrzegani przez innych. „Ja”, czyli nasz obraz siebie to koncepcja, którą kierujemy się w codziennym życiu, często nieświadomie, niejako niechcący. Pełni ona funkcję „podręcznego organizera”: wiemy, co mamy robić i nie musimy przez cały czas myśleć w najdrobniejszych szczegółach o wykonywanych czynnościach. Jak koncepcja „ja” wiąże się z osobowością? Jeśli masz bardzo ekstrawertyczną osobowość, prawdopodobnie będziesz postrzegał siebie jako osobę towarzyską, lubianą i czującą się pewnie wśród ludzi. To natomiast determinuje przyjmowanie ról, które podkreślą ten wizerunek, takich jak np. wodzirej na imprezie lub organizator przyjęć.

Aktorstwo mimo woli

Wspomniane wyżej wcielanie się w role to ostatni z elementów tworzących tożsamość społeczną. Można tutaj odnaleźć analogię do ról odgrywanych w teatrze przez aktorów – my sami stajemy się aktorami, gdyż większość życia spędzamy na graniu ról, które są w znacznym stopniu ustalone z góry. Już William Shakespeare zauważył, że „świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają”. Mimo, iż społeczeństwo składa się z różnych jednostek, to jednak każda z nich ma określone miejsce w hierarchii, a także rolę wymagającą konkretnych postaw i zachowań. Zakładanie różnych masek pozwala dostosować się do otoczenia, w jakim w danej chwili przebywamy, a także pomaga dowiedzieć się, co i w jaki sposób komunikować innym. Wcielanie się w role, często automatyczne i czynione przez nas zupełnie nieświadomie, ułatwia zrozumienie danego społeczeństwa.

Te trzy elementy ludzkiej natury – osobowość, koncepcja „Ja” oraz role odgrywane w społeczeństwie nie mogą istnieć oddzielnie. Jeśli ludziom narzuci się jakieś role, to może to wpłynąć zarówno na ich postrzeganie siebie samych, jak i na osobowość. Widać więc, że jedynie razem elementy te składają się na zagadnienie, które nazywamy tożsamością społeczną.

Autor: Katarzyna Woźniak

Efektywny i zdrowy sen – czyli jak wydłużyć sobie dobę o kilka godzin

Wielu z nas marzy o dobie trwającej 48 godzin. Jeszcze nie znaleziono sposobu zrealizowania takiej potrzeby, ale wydłużenie dnia o kilka godzin jest jak najbardziej realne. Wystarczy przyjrzeć się dokładnie czynności, która zajmuje nam najwięcej czasu w ciągu dniu – naszemu spaniu. Naukowcy już dawno obalili mit o idealnych 8 godzinach snu. Ani nie jest to naturalne, ani zdrowe i jak sam pewnie już nieraz zauważyłeś rzadko kiedy czujemy się naprawdę wyspani i pełni energii. Efektem tego są badania nad snem polifazowym, które można podsumować jednym zdaniem – są sposoby, żeby spać krócej a efektywniej.

sleep3

Czym tak naprawdę jest sen? To złożony z kilku etapów proces, z których jedne są bardziej istotne dla naszego organizmu a inne mniej. W uproszczonej formie można powiedzieć, że sen składa się z fazy płytkiej oraz fazy głębokiej zwanej REM. To właśnie podczas fazy REM nasz mózg się regeneruje i dla naszego organizmu ona jest najważniejsza. Techniki snu polifazowego wykorzystują tą właściwość i tym samym pozwalają nam spać krócej, a mimo to być bardziej wyspanym niż po tradycyjnych 8 godzinach.

Nasz sen składa się z cykli, które trwają około półtorej godziny (u poszczególnych osób mogą się one nieco różnić – np. mój cykl trwa około 1h 20 min). Najważniejsza zasada dobrego spania głosi, żeby spać wielokrotność owej półtorej godziny. Wychodzi na to, że dla naszego zdrowia najlepszy czas to 4,5h, 6h lub ewentualnie 7,5h.

Uzupełnieniem dla krótszego snu w ciągu nocy jest krótka drzemka w ciągu dnia – maks 15 minut (licząc od położenia głowy na poduszkę). Kiedy czujesz, że już naprawdę dłużej nie wytrzymasz zrób sobie tak zwaną power nap – 15 minutową drzemkę. Uważaj jednak, żeby nie zamieniła się ona w kilkugodzinny sen, gdyż wtedy cały wysiłek pójdzie na darmo. Zazwyczaj po tych 15 minutach ciężko jest zmusić się do wstania, ale gdy już to zrobisz po 5 minutach poczujesz niesamowitą energię do działania.

Około rok temu zacząłem stosować się do wyżej wymienionej zasady. Wcześniej wydawało mi się niemożliwym, żeby być wyspanym po mniej niż 9 godzin. Uwielbiałem spać i gdy miałem wolny dzień nierzadko zwlekałem się z łóżka po 12.00. Powodowało to później u mnie problemy z bezsennością i brakiem energii w ciągu dnia. Coraz bardziej zirytowany tą sytuacją postanowiłem spróbować snu polifazowego.

krótki sen

Przez pierwszy tydzień była to prawdziwa męką. Przeskoczenie z 9-10 godzin spania dziennie, na jedynie 6 h było jednym z większych wyzwań jakie sobie postawiłem. Z dnia na dzień czułem się jednak coraz lepiej. Zacząłem łatwiej zasypiać, spać mocniejszym snem i wstawać bardziej wypoczętym. Dostrzegłem także znaczącą poprawę w mojej kondycji fizycznej. Moją pasją jest bboying (taniec znany jako breakdance), który wymaga dużej wytrzymałości fizycznej. Ku mojemu zdziwieniu moje ciało było teraz zdecydowanie silniejsze na treningach. Miałem więcej energii, mogłem trenować dłużej i intensywniej.

Stosuję tą technikę już 9 miesięcy. Kładę się spać każdego dnia o 23.45 i wstaję około 5.30. Budzę się najczęściej automatycznie kilka minut przed ustawionym budzikiem. Jestem obecnie w tak dobrej kondycji fizycznej, że już wkrótce zamierzam zacząć realizować 4,5h cykl spania na dobę.

Oprócz widocznych efektów dla mojego zdrowia i mojej pracy najbardziej cieszy mnie świadomość, że ograniczając niepotrzebny i niezdrowy sen jednocześnie wydłużyłem swoje życie o około 10 lat. Moje problemy z bezsennością (które potrafiły mnie kosztować nawet 4h na dobę bezsensownego miotania się w łóżku) odeszły w niepamięć. Senność w trakcie dnia, obniżająca moją produktywność i spowalniająca mnie w realizacji moich celów stała się tylko złym wspomnieniem. Słaba kondycja fizyczna i brak energii to problemy, o których już nawet nie pamiętam. Polecam Ci sen polifazowy z całego serca.

Wiedząc jednak z własnego doświadczenia jak ciężkie mogą być początki ze zmianą swojego snu, przygotowałem dla Ciebie Listę 7 rzeczy, które sprawią, że Twój sen będzie zdrowy, a kłopoty ze wstawaniem przestaną Cię dręczyć. Pomogą Ci one wprowadzić nowe przyzwyczajenia do swojego trybu życia i mam nadzieję zmienią je na lepsze w równym stopniu, jak zmieniły moje.

Przeczytaj Listę 7rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen.

Przeczytaj drugą część Listy rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen, część 2.

Podziel się swoją opinią na temat snu polifazowego w komentarzach. Z chęcią poznam Twoje zdanie.

Autor: Michał Szymański

Jak zwiększyć pewność siebie – proste i skuteczne sposoby, cz.1.

Pewność siebie to podstawa we współczesnym świecie. Bez niej poznawanie nowych ludzi, kariera czy spełnianie marzeń to prawdziwy horror. Na szczęście  to umiejętność, którą można łatwo wyćwiczyć. W jaki sposób? Odpowiedź znajdziesz poniżej.

1.      Poznaj swoją wartość

Powodem braku pewności siebie jest niska samoocena. Pracę nad sobą powinieneś zacząć od docenienia własnej osoby. Uświadom sobie, że jesteś wyjątkową jednostką, która pomimo niepowodzeń osiągnie wszystko, co sobie postanowi. Pamiętaj, że jeśli Ty siebie nie zaczniesz doceniać – nikt Cię nie doceni.

Ćwiczenie: Chwyć za długopis i przez kilka minut wypisuj na kartce wszystkie rzeczy, dzięki którym  jesteś z siebie zadowolony. Zwróć uwagę nawet na najdrobniejsze elementy. Może znasz się na piłce nożnej? Może potrafisz zrobić świetne spaghetti? Może znasz język obcy na tyle, że potrafisz dogadać się z obcokrajowcem? Jeździsz na rowerze? Masz dobrych znajomych? To już bardzo wiele. Nawet jeśli te rzeczy wydają Ci się nieistotne pamiętaj – to i tak znacznie więcej niż ma wielu ludzi. Doceń to co masz, uznaj wartość swojej osoby, a niedługo zyskasz o wiele więcej.

2.      „Co sobie inni o mnie pomyślą?!” – właściwie to niewiele.

Najczęstszą barierą jest zastanawianie się, co pomyślą o nas inni ludzie. No właśnie, co pomyślą? Z moich doświadczeń wynika, że ludzie o wiele chętniej niż o nas myślą o sobie samych. Jeżeli więc obawiasz się zrobienia czegoś pamiętaj, że prawdopodobnie większość ludzi nawet nie zauważy Twojego ewentualnego błędu. A jeśli tak się stanie, to szybko o nim zapomną, ponieważ mają własne sprawy na głowie.

Nie zapominaj też, że inni są takimi samymi ludźmi jak Ty i także oni obawiają się Twojej oceny. Gdy zobaczą, że robisz coś, na co oni sami nie mieliby odwagi, nawet jeśli Ci nie wyjdzie, zyskasz ich szacunek.

Ćwiczenie: Wyobraź sobie czynność, której wykonania się obawiasz. Zastanów się jakie konsekwencje mogłoby mieć zrobienie tego oraz co by to dla Ciebie oznaczało. Zapewne nawet przy najbardziej ponurych scenariuszach nie zmieni się kilka rzeczy – będziesz nadal żył, będziesz nadal zdrowy i będziesz mógł spróbować jeszcze raz. Dlaczego cokolwiek innego miałoby mieć dla Ciebie znaczenie?

3.      Małymi kroczkami wychodź poza strefę komfortu

Zapewne oprócz sytuacji, w których czujesz się niepewnie są też takie, dzięki którym masz poczucie bezpieczeństwa. To dobrze, ale pamiętaj, że tylko te pierwsze są w stanie nauczyć Cię czegoś nowego. Stawiaj sobie codziennie małe wyzwania i wychodź poza swoją strefę komfortu.

Ćwiczenie: Boisz się nawiązać kontakt z nowo poznaną osobą? Małe wyzwanie na dziś – zapytaj 5 przypadkowo spotkanych na ulicy osób o godzinę. Proste? Kolejnym razem zapytaj 5 obcych ludzi o drogę (nawet jeżeli ją znasz), a gdy już Ci ją wskażą pozwól sobie na komentarz, że jesteś tutaj pierwszy raz i bardzo Ci się dane miejsce podoba. Podziękuj i odejdź. Następnego dnia spróbuj do powyższej sekwencji dodać pytanie – „ czy może mi Pan/ Pani polecić jakąś dobrą restaurację/kino/klub? Z chęcią poznałbym opinię kogoś miejscowego”. Bądź zawsze kulturalny i nigdy natarczywy. Zawsze podziękuj i idź poćwiczyć z kolejną osobą. Wkrótce ze zdziwieniem odkryjesz, że z każdą kolejną osobą rozmawiasz coraz dłużej i coraz bardziej przyjacielsko.

Ciesz się nowymi relacjami i nie przestawaj ćwiczyć. Ćwiczenie czyni prawdziwego mistrza.

Jeżeli przyswoiłeś już dobrze powyższą wiedzę przejdź do kolejnych części:

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 2.

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 3.

Skuteczne i proste sposoby zyskania pewności siebie część 4.

 Autor: Michał Szymański

Lista 7 rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen

Niniejszy tekst jest uzupełnieniem do artykułu Efektywny i zdrowy sen – czyli jak wydłużyć sobie dobę o kilka godzin. Posiada takżę kontynuację w postaci tekstu Lista rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen, część 2.  Zawarte tu wskazówki są efektem mojej 9 miesięcznej pracy nad zdrowym snem oraz ponad 10 letniej batalii o zdrowie i wysoką kondycję fizyczną, a wszystko podparte upublicznioną wiedzą z badań naukowców na temat zdrowia i snu.

8 godzinny sen jest wymysłem współczesnego świata. Nie jest ani naturalny, ani zdrowy. Nasi przodkowie na przestrzeni wieków spali zupełnie inaczej. Ze źródeł historycznych wiemy, że oni także poznali zalety snu polifazowego, a żyli w zgodzie z naturą o wiele bardziej niż my, ludzie nowocześni. Dzięki zastosowaniu poniższych metod:

– będziesz spał krócej i wydłużysz swoją dobę o kilka godzin (a swoje życie nawet o kilkanaście lat)

– pozbędziesz się problemów z bezsennością – gwarantuje Ci, że śpiąc po 6h dziennie, wieczorem zasypiać będziesz w 15 minut

– będziesz spał mocnym, równym snem

– w ciągu dnia będziesz czuć się pełen energii

– Twoja kondycja fizyczna oraz wytrzymałość Twojego ciała poprawią się

– Twoja zdolność umysłowa oraz umiejętność koncentracji poprawią się

– zwiększy się efektywność i skuteczność Twojej pracy

Mnie te powody przekonują w zupełności. Jeżeli Ciebie także, zapraszam do lektury.

Lista 7 rzeczy zapewniających zdrowy sen.

  1. Pamiętaj, najważniejszą zasadą jest spanie cyklami – śpimy wielokrotność 1,5 h.
  2. Wprowadź regularność w swoje nawyki. Zawsze kładź się spać o tej samej porze i zawsze wstawaj o tej samej porze (nawet jeśli masz wolny dzień). Różne pory zasypiania i pobudek mogą rozregulować cały organizm i zaprzepaścić nasz wysiłek.
  3. Na samym początku możesz mieć problem z zaśnięciem o konkretnej porze (trudno jest czasami obliczyć ile czasu potrzebujemy na zaśnięcie), dlatego potraktuj pierwszy tydzień jako eksperymentalny. Najistotniejsze jest, żeby wytrzymał całe 7 dni śpiąc po 6 godzin. Po tym czasie bez problemu zasypiać będziesz po 15 minutach. Ja stosuję metodę kładzenia się spać o 23.45 i pobudki o 5.30-5.40.
  4. Twój cykl może trwać nieco dłużej lub krócej niż 1,5 h (mój trwa 1h 20 minut). Poświęć pierwsze tygodnie na eksperymentowanie. Sprawdzaj, o której godzinie będziesz budził się naturalnie (samoistnie, jeszcze przed dzwonkiem budzika), a następnie podziel przespany czas przez ilość cykli (6 h to 4 cykle – 4x 1,5h). Wtedy otrzymasz wynik obrazujący dokładną ilość czasu potrzebnego na Twój cykl.
  5. Zadbaj o swoją dietę. Żadne techniki Ci nie pomogą, jeżeli odżywiasz się śmieciowym jedzeniem. Odstaw fastfoody, tłuste potrawy, ogranicz cukier. Warzywa, owoce, chude mięso – możesz z nich zrobić naprawdę smaczne dania, a Twoje ciało Ci za to podziękuje. Pamiętaj, jesteś tym, co jesz.
  6. Spożyj ostatni posiłek co najmniej 4h przed snem. Postaraj się, żeby nie było to nic ciężkiego ani tłustego. Jeżeli najesz się przed zaśnięciem, podczas spania Twój organizm poświęci energię na trawienie zamiast na regenerację. W tym przypadku wstaniesz niesamowicie zmęczony.
  7. Nie pij płynów bezpośrednio po jedzeniu. Gdy pożywienie zmiesza się z sokiem/herbatą/piwem itp. pojawia się niesamowite uczucie sytości. To przyjemna sprawa, ale znacząco zwiększasz swój czas trawienia. Twój organizm będzie potrzebował więcej energii, żeby poradzić sobie z nagromadzonym w żołądku jedzeniem, a Ty poczujesz ogromną senność. Po posiłku wypij łyk wody (możesz nim delikatnie przepłukać gardło, żeby trochę oszukać organizm i przegonić pragnienie), a z napojami poczekaj co najmniej pół godziny.

Dalszy ciąg wskazówek o zdrowym śnie znajdziesz w kolejnym artykule Lista rzeczy, które zapewnią Ci zdrowy sen, część 2.

Autor: Michał Szymański

foto: emmagem.com

Jak Twoi znajomi wpływają na Twoje sukcesy

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak to się dzieje, ze niektórzy ludzie wydają się mieć niewyczerpane zapasy energii do działania? Z drugiej strony może dziwiło Cię, dlaczego pomimo wielkich marzeń nie udaje Ci się zabrać do ich realizacji lub zniechęcasz się po pierwszej trudności? Poznaj jedną z najczęstszych przyczyn takiego stanu rzeczy – wpływ otoczenia.

Daleki byłbym do zrzucania odpowiedzialności za własne niepowodzenia lub sukcesy na innych. Absolutnie nie proponuję Ci także traktowania przedstawionych w tym artykule argumentów jako wymówek przed realizacją Twoich celów. Chciałbym Cię jednak zachęcić, do stworzenia wokół siebie odpowiedniego środowiska, które wspomoże Cię w Twojej drodze do marzeń.

“A nie mówiłem??”

Jesteśmy jak gąbki. Wchłaniamy pozytywną lub negatywną energię od ludzi żyjących obok nas. To tworzy w naszym umyśle określone postawy. Jeżeli przez lata nasłuchałeś się mądrości takich jak: „w tym kraju sukces osiągają tylko złodzieje!” , „Po co się będziesz starał skoro i tak Ci nie wyjdzie?” , lub nieśmiertelne „A nie mówiłam?!” , zapewne na samą myśl o rozpoczęciu realizacji marzeń robi Ci się niedobrze.

Zajrzyjmy na druga stronę medalu. Trzymając się z paczką ludzi, którzy nigdy nie mogli usiedzieć na miejscu, Twój sposób postrzegania świata zmienia się diametralnie. Widząc, jak Maciek kolejny raz próbuje rozkręcić „złoty interes” sprzedając skarpetki na allegro, jak Magda po raz dwudziesty siódmy próbuje się dostać do szkoły aktorskiej, a Rafał dzień i noc biega po lokalnym orliku starając się w końcu trafić jakąś bramkę, dochodzisz do wniosku, że warto próbować. Skoro oni nie przejmują się porażkami i po raz setny zaczynają od nowa, to znaczy, że Ty też możesz.

Zlokalizuj wampira

Zastanów się, kto z Twojego otoczenia najczęściej narzeka i krytykuje innych. Takie osoby to prawdziwe wampiry energetyczne, które wyssą z Ciebie każdą pozytywną myśl w zamian napełniając goryczą i złością do świata. Unikaj takich ludzi jak ognia. Oni nie zniosą, gdy zaczniesz realizować swoje marzenia i z przyjacielską miną będą klepać Cię po plecach szepcząc do ucha „życzliwe” wskazówki o tym, jak to lepiej dać sobie spokój. Gdyby natomiast udało Ci się odnieść sukces możesz śmiało liczyć na ich dozgonną nienawiść. Gdy nie będzie Cię w pobliżu z niemałą satysfakcją opowiedzą wszystkim o Twoich domniemanych oszustwach, skokach w bok i kradzieży pieniędzy z puszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Zacznij otaczać się ludźmi kreatywnymi, aktywnymi, pełnymi radości życia i energii do działania. Nie wiesz gdzie takich znaleźć? Na dobry początek dam Ci jedną podpowiedź: aplikuj o jeden z naszych wyjazdów na zagraniczne projekty. To świetna okazja, żeby zwiedzić kawałek świata wraz z grupą młodych, głodnych życia ludzi takich jak Ty.

Subskrybuj, monitoruj, podróżuj i doświadczaj:

www.biznesflow.pl

https://www.facebook.com/Biznesflow

To łatwiejsze niż myślisz!

 Autor: Michał Szymański

foto: wallpaperswala.com

Jak oceniasz przydatność tego tekstu? Jeżeli podzielisz się swoją opinią w komentarzach z chęcią się z nią zapoznam.

„Nie martw się, bądź szczęśliwy”, czyli jak poskromić ciągły niepokój

„Don’t worry, be happy” – to proste motto płynące z popularnej pod koniec lat 80-tych piosenki Bobby’ego McFerrina powinno być życiową dewizą każdego z nas. Ów refren, nucony po dziś dzień przez miliony ludzi na świecie, rzadko jednak staje się czymś więcej niż tylko prostą melodyjką. Błąd. Martwienie się wszystkim, począwszy od złej pogody, a skończywszy na dwójce z egzaminu tworzy samonapędzającą się autodestrukcję. Czas ją przerwać.

Strach – Twój wróg

Zapewne każdemu z Was (no, może oprócz prawdziwych prymusów) przynajmniej raz w życiu przytrafiła się sytuacja, w której siedząc na Bardzo Ważnym Egzaminie, w głowie mieliście totalną pustkę, tak wielką, że nie majaczyła w niej nawet iskierka nadziei. Co się wtedy z Wami działo? Spocone dłonie, krew pulsująca w skroniach, przyspieszony oddech, słowem – milczące wołanie o pomoc, skąd już tylko krok do ataku paniki. Taka reakcja pod wpływem ogromnego stresu to coś zupełnie naturalnego. Problem pojawia się wtedy, gdy towarzyszy jej lawina myśli – bynajmniej nie na temat egzaminacyjnych pytań. Gorączkowe myślenie o konsekwencjach nie zaliczenia testu (zawiedzione nadzieje, poprawka, kolejne noce nad stertą książek) krępuje umysł, zamykając go całkowicie w pętli lęku. Jedynym sposobem na poradzenie sobie z paraliżującym strachem jest odrzucenie złych myśli. Wbrew pozorom, jest to łatwiejsze, niż się wydaje.

Złe myśli precz!

Niepokój może w znacznym stopniu zakłócać zdolność rozumowania. Skupianie się na negatywnych emocjach ukierunkowuje uwagę umysłu na to, co jest ich przedmiotem, niwecząc całkowicie próby skupienia się na czymś innym. Upośledzeniu ulega wówczas tzw. „pamięć operacyjna”, która przechowuje wszystkie informacje związane ze stojącym przed nami zadaniem. Jeśli zostanie zdominowana przez przykre uczucia – z konstruktywnego myślenia nici. Aby ją przed tym uchronić, należy włączyć pozytywne myślenie. Po prostu. Nawet, jeśli jesteś pesymistą, jakich mało, dla którego szklanka jest zawsze do połowy pusta. Pozytywna motywacja to w tym wypadku najlepsza lekcja, dzięki której nauczysz się patrzeć na świat – i na siebie! – przez jeśli nie różowe, to przynajmniej pastelowe okulary. Uszeregowienie zapału, entuzjazmu i wiary we własne możliwości pozwoli „odblokować” umysł i pozbyć się obawy przed czekającym Cię zadaniem.

Nie daj się frustracji

Entuzjazm i wytrwałość mimo niepowodzeń to dwie główne cechy, które charakteryzują osoby odnoszące sukcesy we wszelkiego rodzaju konkursach i zawodach. Mimo, że często poziom ich zdolności nie odbiega od umiejętności innych osób, to właśnie zaangażowanie i nie poddawanie się porażkom jest gwarancją ich powodzenia. Widać więc, że sukces bazuje głównie na emocjonalnych cechach. Wystarczy zmienić swoje nastawienie i zamiast następnym razem, podczas kolejnego Bardzo Ważnego Egzaminu kulić się na krześle z obawy przed porażką, powtarzać jak mantrę: „Dam radę, jestem zdeterminowany i stać mnie na to, by zdać ten egzamin”. A gdy ujrzysz w indeksie ocenę wyższą od marnej dwói, przekonasz się na własne oczy, że wiara w siebie czyni cuda.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: altmd.com

Jak wzbudzać sympatię? O atrakcyjności personalnej słów kilka

Czy zastanawiałeś/aś się kiedyś, dlaczego bardziej lubisz jedną osobę od innej? Dlaczego z kimś się przyjaźnisz czy w kimś się zakochałeś/aś? Psychologowie wyróżniają kilka determinant atrakcyjności interpersonalnej.

Efekt bliskości i częstości kontaktów

Im częściej widzimy się z drugą osobą, kontaktujemy się z nią, tym istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostanie ona naszym przyjacielem. To bardzo logiczne, bo przecież kiedy spotykasz kogoś codziennie, rozmawiasz z nim/nią często, to poznajesz go/ją coraz lepiej.

Psychologowie przeprowadzili różne eksperymenty potwierdzające tę tezę. Na przykład M. Segal wskazała nieznającym się studentom miejsca w akademikach kierując się tylko kolejnością alfabetyczną. Po pewnym czasie poprosiła każdą osobę o wskazanie 3 przyjaciół. Jak się okazało, wybory studentów poszły po linii bliskości „alfabetycznej”.

Wygląd zewnętrzny

Nie ma różnicy między mężczyznami a kobietami – wszyscy zwracamy uwagę na wygląd fizyczny. Atrakcyjność fizyczną wiążemy z innymi cechami, np. charakteru. Jesteśmy przekonani, że takie osoby są  bardziej inteligentne, zrównoważone, niezależne, przystosowane społecznie, osiągają więcej sukcesów. (Choć z drugiej strony czasem uważa się, że piękne osoby są próżne, egoistyczne, zarozumiałe.)

A. Walster przeprowadziła eksperyment, w którym losowo dobrano początkujących studentów na randki w ciemno. Po spotkaniach osoby oceniały się nawzajem i spędzony wspólnie czas. Z wielu możliwych cech, które mogłyby wpływać na korelacje między ludźmi, zdecydowanie dominująca była właśnie atrakcyjność fizyczna.

Podobieństwo partnerów

Im bardziej kogoś poznajemy, tym więcej czynników zaczyna mieć znaczenie. Dostrzegamy uprzejmość, uczciwość, otwartość, upodobania i zainteresowania drugiej osoby. Istotne stają się wówczas wspólne wartości. Bo jak przyjaźnić się z kimś, kto ma całkowicie odmienny pogląd na ważną dla nas kwestię?

Każdy z nas potrzebuje wsparcia, a można go oczekiwać właśnie od osób, które wyrażają podobne postawy. Świadomość, że nie jesteśmy osamotnieni w danym poglądzie, jest dla nas bardzo ważna.

Przyciąganie się przeciwieństw

Idea dopełniania się (komplementarności) polega na tym, że dla osób nieśmiałych bardziej atrakcyjne są osoby otwarte, dla osób uległych – dominujące, dla milczków – gaduły, dla introwertyka – ekstrawertyk. O ile podobieństwo odgrywa ważną rolę na początku znajomości, to w późniejszej fazie istotna staje się komplementarność. Przecież ciekawsze jest poznawanie osoby innej niż ja sam/a, wyróżniającej się innymi cechami osobowości (ale dalej ważne są wspólne wartości).

Obsypywanie pochwałami

Bardziej atrakcyjne są dla nas te osoby, które nas chwalą i obsypują nas komplementami. Sposób stary jak świat! Ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić, bo paradoksalnie nie lubimy tych, którzy chwalą nas bezkrytycznie. Ceni się tylko te pochwały, które odnoszą się do naszych aspiracji, osiągnięć.

Lubię Cię!

Lubimy być lubiani. To przecież takie proste – kiedy ktoś nas lubi, to i my prawdopodobnie go polubimy. Początkowo wystarczy tylko wiara w to, że ktoś nas lubi – to automatycznie popycha nas w kierunku tej osoby. Nie ważne, czy są to znaki werbalne czy niewerbalna. To, jak bardzo lubią nas inni ludzie, ma też ogromny wpływ na to, czy i jak my siebie samych lubimy  – akceptujemy.

Spójrz przez chwilę „z boku” na swoje znajomości – czy w gronie najbliższych Ci osób nie potwierdza się większość tych elementów?

Autor:  Magdalena Gładysz

foto: kisielkowo.glamblog.pl

Kilka prostych metod, dzięki którym nauczysz się kontrolować złość

Jak brzmi słowo najczęściej (nad)używane przez Polaków? Wystarczy, że podpowiem, że chodzi o wulgaryzm i już wszystko powinno być jasne. Pełen ekspresji wyraz na „k” idealnie pasuje do zobrazowania niemalże każdego uczucia (wszystko zależy od odpowiedniego akcentu), jednak nie da się ukryć, że jego najpopularniejszym towarzyszem jest złość. Co zrobić, aby ograniczyć użycie tak często cisnącego się na usta słowa? To proste – mniej się złościć. Tylko…jak tego dokonać?

Oddychaj głęboko!

Złościmy się praktycznie na wszystko. Rano – wylana na czyste ubranie kawa, korki w drodze do pracy, po południu – kontrolna wizyta u lekarza, kolejki w sklepach, a wieczorem odwołany koncert, na który czekaliśmy wieki. Każda taka sytuacja to punkt zapalny: pstryk! i już jesteśmy gotowi ciskać gromy na wszystkich wokół. Istnieją na szczęście proste sposoby, aby wyzwolić się z tej przytłaczającej niewoli namiętności. Po pierwsze: kilka głębokich oddechów. Choć metodę tę praktykowali zapewne już starożytni Rzymianie, okazuje się skuteczna do tego stopnia, że psychologowie jak świat długi i szeroki polecają ją w pierwszej kolejności. Po dziś dzień pozostaje ona wzorcowym przykładem na to, jak uśmierzać złość. Pozwala odzyskać równowagę fizjologiczną poprzez przeczekanie przypływu adrenaliny. Tak więc kiedy tylko ogarnia cię wściekłość, pamiętaj: wdech i wydech, wdech i wydech…

Odpuść sobie…

Drugi sposób na radzenie sobie ze złością jest nieco trudniejszy i wymaga większego skupienia się na sytuacji, która wywołała tak nieprzyjemne emocje. Należy uchwycić myśli wyzwalające przypływy wściekłości i przeciwstawić się im, ponieważ to właśnie pierwsza ocena zdarzenia „nakręca” wybuch gniewu, a każda następna – jeśli pozostaje taka sama – jeszcze bardziej go podsyca. W związku z tym bardzo ważny jest moment, w którym decydujemy się na przeciwstawienie się owym myślom. Jeśli uda się go uchwycić – pełen sukces. Zamiast więc bez chwili zastanowienia wrzeszczeć na palanta, to znaczy pana, który „przypadkiem” zajechał ci drogę, postaraj się odeprzeć wszelkie obraźliwe określenia cisnące się w tej chwili na usta. Daj spokój ze strzępieniem sobie języka i spróbuj stawić czoło myślom wywołującym złość.  Tym samym zaoszczędzisz sobie i nerwów, i czasu na dyskusje z „genialnym” kierowcą.

„Muszę ochłonąć”

Ostatnią – ale wcale nie najgorszą! – metodą pomocną przy opanowaniu złości jest tzw. wyjście dla ochłonięcia. Jeśli czujesz buzującą w żyłach krew i masz wrażenie, że lada moment zaczniesz przypominać postać rodem z kreskówki z buchającą z uszu parą, wyjdź zaczerpnąć świeżego powietrza. Tylko uwaga! Nie próbuj wówczas wsiadać do samochodu i pędzić w siną dal, bo może to przynieść więcej szkody niż pożytku. Zdecydowanie lepszą alternatywą będzie spacer lub wysiłek fizyczny, który paradoksalnie pomoże obniżyć pobudzenie organizmu. Pamiętaj tylko o jednej zasadzie: nie poświęcaj ani chwili na analizowanie sytuacji, która skłoniła cię do wyjścia. Każda taka myśl jest bowiem sama w sobie impulsem wyzwalajacym kolejne fale złości. Stąd już tylko o krok do prawdziwego tsunami wściekłości. Jeśli uda ci się opanować wymienione wyżej sposoby na radzenie sobie z tym groźnym uczuciem, gwarantuję, że kwestią czasu pozostaje ograniczenie do minimum używania wspomnianego na wstępie wulgaryzmu.

Autor: Katarzyna Woźniak

foto: politichicks.tv