W śmiechu jest metoda. Charlie Chaplin – historia komika wszechczasów

Charlie Chaplin o tym, że początki bywają trudne, wiedział od najmłodszych lat. Dzieciństwo w przytułku, głód czy obłęd matki, to tylko część przeszkód, z jakimi musiał radzić sobie jako mały chłopiec. Aż trudno uwierzyć, że po tym wszystkim zachował optymizm i jak nikt potrafił rozśmieszyć publiczność do łez.

W Londynie u schyłku XIX wieku nie żyło się łatwo. Bogate dzielnice odgradzały się od slumsów, w których każdy dzień był walką o przetrwanie. Przekonała się o tym matka Charliego, samotnie wychowująca dwóch synów. Była wodewilową aktorką, podobnie jak ojciec, którego chłopak prawie nie pamiętał. Charlie senior rzadko interesował się losem syna, nie łożąc na jego utrzymanie. Dopóki pani Chaplin śpiewała w operetkach, sytuacja materialna rodziny była znośna. Jednak któregoś dnia straciła głos, nigdy nie wracając na scenę. Rodzina żyła więc z szycia, parafialnych bonów i zasiłków. A kiedy znalazła się na skraju nędzy, matka zdecydowała się na ostateczny krok, jakim było udanie się do przytułku dla ubogich w Lambeth. Tam całą trójkę rozdzielono, umieszczając w odpowiedniej do wieku i płci grupie. Charlie Chaplin mocno przeżył tę rozłąkę, miał dopiero sześć lat. Od tego czasu był właściwie zdany tylko na siebie.

Z nędzy do obłędu

Charlie nie uświadamiał sobie wówczas krytycznego położenia, bo jak pisał w autobiografii „zawsze byli w krytycznym położeniu”. A z czasem działo się tylko gorzej, dochodziło do kolejnych przenosin i upokorzeń. Chłopca przerzucano od przytułku do przytułku, a najgorsza wiadomość miała dopiero nadejść. Okazało się, że matka Charliego poważnie zachorowała i umieszczono ją w zamkniętym zakładzie dla schizofreników. To był największy cios, jaki dosięgnął małego Chaplina. Sąd zadecydował, że opiekę nad chłopcami przejmie ojciec, ale jego dom nie był dla nich przyjazny. Druga żona Chaplina nie tolerowała dzieci z poprzedniego małżeństwa, często nie wpuszczając ich na noc do domu. Sypiali po parkach i ulicach, zwykle głodni i niedomyci. Charlie nawet się z tego cieszył, bo bał się macochy. Chciał wrócić do „normalnegożycia w przytułku. Przez chwilę wydawało się, że los się do niego uśmiechnie, bo matka ponoć czuła się lepiej i mogła znów opiekować się synami. Wkrótce okazało się, że musi jednak wrócić do szpitala, zmagając się z chorobą praktycznie już do końca życia.

Chłopiec na posyłki

Po tych wydarzeniach Charlie Chaplin maskował swój ból śmiechem. Zaczął od rozśmieszania kolegów w szkole, dzięki czemu sam zapominał o trudach. Szybko poczuł, że rówieśnicy go lubią i chętnie przebywają w jego towarzystwie. Było to, jak sam wspomni, „pierwsze pokosztowanie sławy”. Na sukces jednak musiał jeszcze długo poczekać. Zanim udało mu się stanąć na deskach teatru, sprzedawał kwiaty w okolicznych barach, był chłopcem na posyłki w mydlarni i pomocnikiem lekarza. Próbował swoich sił także jako dmuchacz szkła czy drukarz, a wszystko to przed ukończeniem 12 lat. Pracował dzielnie, marząc o tym, by w przyszłości zostać aktorem. Dlatego w wolnych chwilach chodził do agencji teatralnej i dopytywał o ewentualne zlecenia dla dzieci. Dzięki temu udało mu się dostać małą rólkę w „Sherlocku Holmesie”. To było jak sen, z którego nie chciał się obudzić. Rola była niewielka, ale satysfakcja, jaką przynosiła – nie do opisania. Po 14 tygodniach objazdu z teatrem wrócił do rzeczywistości, ponownie szukając dla siebie miejsca. Brat zatrudnił się w tym czasie na statku, matka wciąż przebywała w zakładzie, pozostało mu więc życie samotnika. Żałował wówczas tylko tego, że nie miał z kim dzielić się swoją radością.

Charlie odkrywa Amerykę

Kolejna sztuka, w jakiej zagrał epizod, okazała się kompletną klapą. Jej recenzje były nieprzychylne, więc o kolejnych angażach Charlie mógł na razie zapomnieć. Czuł się coraz bardziej przybity. Zaczął myśleć o wyjeździe do Stanów. Gdy jego brat wrócił na jakiś czas do Londynu, którejś nocy Chaplin nie chcąc go budzić, zostawił mu w pokoju kartkę „wyjechałem do Ameryki”. Choć moment przybycia do Nowego Jorku był niezwykle ekscytujący, reakcja na skecz, jaki wystawił wraz z grupą brytyjskich aktorów, ostudziła jego zapał. Amerykanów zupełnie nie śmieszyły angielskie żarty, a występ zespołu zakończyły gwizdy. Po latach Chaplin powie „niepowodzenie w obcym kraju jest niezwykle deprymujące”, choć to najłagodniejsze ujęcie totalnej klęski, jaką wówczas poniósł. Wiedział, że musi wymyślić zupełnie inny rodzaj komedii, by podbić serca Amerykanów. Na razie jednak wracał do Anglii z poczuciem porażki. Był jednak przekonany, że przypłynie do USA, gdy tylko znajdzie sposób na rozśmieszenie tamtejszej publiki. Drugi pobyt w Stanach nie skończył się tak szybko. Charlie Chaplin przybył do Nowego Jorku w 1912 roku i został w nim na 40 lat.

Włóczęga wart miliony

Dzięki spotkaniu Macka Sennetta – producenta filmowego, Charlie Chaplin otrzymał przepustkę do studia Keystone, które z nieznanego nikomu aktora uczyniło Chaplina komikiem światowego formatu. To właśnie tu Charlie Chaplin wpadł na pomysł wykreowania postaci włóczęgi, na punkcie której Ameryka oszalała. A stało się to zupełnym przypadkiem, gdy Sennett poprosił go o zabawienie na moment czekającej publiczności. Chaplin wpadł szybko do garderoby, chwycił ubrania, które miał pod ręką, łącząc ze sobą najbardziej sprzeczne elementy: szerokie, workowate spodnie z obcisłą marynarką, ciasny melonik z za dużymi butami i wybiegł na scenę. Publika pokochała Charliego – włóczęgę domagając się stale jego gagów. Filmy „Brzdąc”, „Włóczęga” czy „Gorączka złota” rozsławiły imię Chaplina na całym globie, zaskarbiając sobie przychylność Paderewskiego, Einsteina czy Churchilla. W niespełna kilka lat Charlie Chaplin stał się największą gwiazdą kina niemego w historii filmu. Jako włóczęga, z charakteryzacją Maxa Factora, grał kilkanaście lat, podpisując jako pierwszy aktor w dziejach kontrakt na rolę wart milion dolarów.

Życie za film

Być może jego życie obfitowało w tak wielkie sukcesy, bo nie spoczął na laurach. Mimo popularności i bywania wśród najznakomitszych ludzi sztuki, Charlie Chaplin najlepiej czuł się na planie. Spędzał w studio po kilkanaście godzin na dobę, często zapominając o przerwie i posiłku. Nie wychodził z pracy, póki nie uznawał jej za zakończoną. Był nie tylko niezwykle płodnym aktorem, ale także reżyserem i scenarzystą, niejednokrotnie montującym własne filmy. Wszystko dlatego, że zależało mu na jak najlepszej jakości produkcji. Pracował właściwie cały rok, traktując swoje obowiązki bardzo poważnie. Często wdawał się przez to w konflikty z producentami, którzy nie rozumieli jego zdyscyplinowanego podejścia, domagając się szybszego finalizowania projektów. Charlie Chaplin stawiał jednak przede wszystkim na sztukę, bo film był dziedziną, której oddał życie.

Zmarł w wieku 88 lat w Vevey w Szwajcarii.

Pomocną w tworzeniu tekstu była „Autobiografia” Charliego Chaplina w tłumaczeniu Bronisława Zielińskiego.

foto: polskieradio.pl

Autor: Paula Szewczyk

Author: Paula Szewczyk

Polonistka i dziennikarka, absolwentka dwóch uniwersytetów - w Łodzi i w Warszawie, zainteresowana przede wszystkim historią miast, i ludzi, nigdy nie odmawia książki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *