Barack Obama – więcej niż polityk

1

Urodził się w czasach, kiedy czarnoskórzy mieszkańcy Ameryki nie byli jeszcze jej pełnoprawnymi obywatelami. Na południu kraju nieustannie dochodziło do zamieszek między walczącymi o równość i jej niechętnymi. Kilkadziesiąt lat po wyrównaniu praw obywatelskich Barack Obama przypomniał „nie ma Ameryki białej i czarnej, są tylko “Stany Zjednoczone”, wstępując tym samym na polityczną drogę, prowadzącą prosto do Białego Domu.

Przez dekady w siedzibie prezydentów Stanów Zjednoczonych przy Pennsylvania Avenue 1600 w Waszyngtonie czarnoskórzy pełnili przede wszystkim funkcje kamerdynerów. Trudno było sobie wówczas wyobrazić, że kiedyś na fotelu głowy państwa zasiądzie potomek Afryki. A genealogia rodziny Baracka Obamy sięga niewielkiej wioski Alego w Kenii. Dziadek polityka, muzułmanin Hussein był tam szanowanym rolnikiem. Także tutaj na świat przyszedł ojciec przyszłego prezydenta – Barack (co znaczy błogosławiony), którego dzieciństwo wypełnione było nauką i wypasaniem kóz. Sam Obama urodził się w 1961 roku już jako obywatel Stanów Zjednoczonych w Honolulu – stolicy Hawajów. W tym okresie zawieranie małżeństw przez osoby mające różne pochodzenie rasowe było przestępstwem w ponad połowie stanów. Fakt, że „ojciec był czarny jak sadza a matka biała jak mleko”, długo pozostawał w świadomości małego Barry’ego niezauważony. Dopiero później dowiedział się, że jego dziadkowie długo wahali się „czy mają własnej córce pozwolić wyjść za czarnego”…

Pierwszy szok kulturowy

Barack Obama wychowywał się w miejscu nieobjętym zamieszkami na tle rasowej dyskryminacji. W latach 60. Hawaje zamieszkiwało wiele narodowości i ras, więc obecność czarnoskórych nie wywoływała w autochtonach większych emocji. Kiedy miał 3 lata, rodzice rozwiedli się. Tatę miał zobaczyć później już tylko raz. Nic dziwnego, że z dzieciństwa najlepiej pamięta właśnie historie o nieobecnym ojcu, które odegrały ważną rolę w procesie kształtowania się tożsamości przyszłego prezydenta. Momentem przełomu w życiu chłopca było także odkrycie w czasopiśmie „Life” fotografii mężczyzny z uszkodzoną po chemicznym zabiegu rozjaśniania skórą. Te zdjęcia osób chcących zmienić odcień swojej skóry z ciemnego na biały, utkwiły w pamięci Barry’ego na lata. W przyszłości zaś dały podstawę przekonaniu, że jako Afroamerykanin powinien jasno określić swoją przynależność rasową.

Z Hawajów do Indonezji

Wkrótce po rozwodzie, matka Baracka, Ann, ponownie wyszła za mąż. Wraz z drugim mężem i synem przeniosła się wkrótce do Indonezji. W stolicy kraju, Dżakarcie, Barry miał okazję poznać nową, zupełnie inną od amerykańskiej kulturę, chodzić do szkoły i uczyć się języka. Jednak nie był to łatwy okres w życiu chłopca – małżeństwo okazało się nieudane, a rodzina miała coraz większe problemy finansowe. Ann nie chciała jednak zaniedbać wykształcenia syna, wkładając w nie wiele wysiłku. Jako że nie stać jej było na międzynarodową szkołę, zajęła się edukowaniem Baracka na własną rękę, organizując mu kurs korespondencyjny z lekcji amerykańskiego. Codziennie o 4 rano zaczynała dzień od wmuszenia w Baracka śniadania, by przez kolejne trzy godziny odrabiać z nim lekcje. Później odwoziła syna do szkoły, sama jechała do pracy. Po czterech intensywnych dla obojga latach, Ann zdecydowała, że lepiej dla syna będzie, jeśli wróci do Stanów. I choć początki w nowym otoczeniu nie bywały łatwe – dzieci pytały Baracka czy tata Kenijczyk je w Afryce ludzkie mięso, nie wiadomo, czy bez decyzji o powrocie słyszelibyśmy dziś o Baracku Obamie.

Uprzejmość zamiast gniewu

Po powrocie zamieszkał z dziadkami. Czasem kiedy wracał ze szkoły przybity docinkami kolegów, dziadek podpowiadał mu: „pewność siebie – oto tajemnica mężczyzny”, co Barack Obama traktował, jako bardzo cenną wskazówkę. Pewnie dlatego też zmyślanie historii na temat ojca szło mu tak dobrze. Dzieciaki uwierzyły w opowieści o odważnym królu, walczącym o wolność i niepodległość z tubylcami gdzieś w sercu Afryki. Z czasem „odmieniec” zdobył popularność, choć jak przyznawał później, „dobrze czułem się w samotności, najbezpieczniejszym ze znanych mi miejsc”. Barry wiedział także, że jako jedyny chłopiec o ciemnym kolorze skóry w klasie „musi wyrosnąć na czarnego mężczyznę w Ameryce”. Jednak poza wyglądem, który określał tożsamość przyszłego prezydenta, nie składało się na nią jeszcze nic więcej. Dlatego sam szukał dla siebie odpowiedniego stylu życia. Starał się robić to, co sprawia mu radość, choćby grać w kosza. Koledzy z boiska nauczyli go, że nie można okazywać bólu, bo to uczucie, które najlepiej zachować dla siebie. Ale kiedy w siódmej klasie jeden z chłopaków nazwał go asfaltem, bez zastanowienia rozwalił mu nos. Bolało go także to, że na jego widok kobiety w windzie mocniej przyciskały torebki do ramion. Wiedział, że jego babcia zachowuje się tak samo. „Dopiero po paru latach zauważyłem, że jednak kolor skóry się liczy” przyznał Barack Obama w swojej książce „Odziedziczone marzenia”. Dlatego postanowił się nauczyć zdobywać zaufanie ludzi będąc uprzejmym i uśmiechniętym. Czuł, że wściekłością i buntem niczego nie wskóra.

Barack, ty nudziarzu

Liceum skończył bez żadnych problemów. Zdecydował się kontynuować edukację w Occidental College w Los Angeles. Był także na rocznej wymianie na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Przechodził wówczas okres dojrzewania, przejawiający się między innymi w zażywaniu narkotyków i imprezowaniu w akademiku, ale którejś niedzieli doszedł do wniosku, że to strata czasu i postawił na rozwój. Już jako samodzielnie myślący student, wiedział, że jego tożsamość „zaczyna się od pewnego faktu, którym jest rasa, ale na nim się nie kończy”, dlatego poświęcał cały swój czas naukę i próby określenia siebie. Większość kolegów na zmianę zachowania Obamy odpowiedziała: „robisz się nudziarzem”… Po studiach przeprowadził się do Nowego Jorku, a pierwszą pracą w nowym mieście było sprzątanie placu budowy na Upper West Side. W wieku 23 lat został asystentem do spraw badań w doradzającej międzynarodowym korporacjom firmie konsultingowej. Szybko dostał awans i dobrą pensję, i właściwie jego kariera w korporacji mogłaby się z powodzeniem rozwinąć, gdyby nie poczucie, że to jednak nie to, co miałoby go pochłonąć na resztę życia. Czuł że odsuwa się od spraw społecznych, a te niepokoiły go przecież od najmłodszych lat. Szefowie firmy zrozumieli jego decyzję, choć nie wróżyli mu wielkiej kariery.

1 Następna stacja – Chicago

I rzeczywiście początki były trudne. Po sześciu miesiącach od odejścia skończyły mu się wszystkie pieniądze. Nie mógł znaleźć interesującego zajęcia, ciągle szukał sobie miejsca, a żywić zaczął się zupkami z puszki. W końcu udało mu się otrzymać ofertę pracy w Chicago. Bez namysłu spakował się i wyjechał do nowego miasta, by zająć się organizowaniem życia społecznego w jego biednych dzielnicach. Ulubionymi słowami zdeterminowanego do pracy Obamy były wówczas – palące kwestie, działania, pragmatyzm i światowość. Choć nie wszystkie doświadczenia z tego okresu były przyjemne. Szef jednak podtrzymywał go na duchu i uświadomił, że jeśli chce się zajmować pracą na rzecz społeczności, musi przestać się przejmować, czy ludzie go lubią – „nie polubią cię” dodał bezlitośnie. Barack Obama spędzał wtedy z dziećmi i ich matkami po kilka godzin dziennie, obserwował środowisko i wyczuwał, co wymaga zmian. Jednak z czasem zdał sobie sprawę, że aby realnie pomagać, musi znać prawo. Dlatego po dwóch latach zdecydował się na studia prawnicze na Harvardzie. Tam też jako pierwszy w historii uczelni został ciemnoskórym naczelnym prestiżowego czasopisma „Harvard Law Review”. Niedługo potem poznał także przyszłą żonę – Michael, która dziś jest pierwszą damą.

Kierunek polityka

Po Harvardzie wrócił do pracy społecznej, wykładając jednocześnie prawo na chicagowskim uniwersytecie. By móc jednak wpływać na decyzje władz stanu, sam postanowił wejść w skład Izby Reprezentantów. I choć pierwsze wybory okazały się bolesną porażką, nie zrezygnował z dalszych starań, przedstawiając swoją kandydaturę w kolejnej kadencji. Tym razem odniósł oszałamiające zwycięstwo z 70% poparciem. Zostając Senatorem Stanu Illinois wszedł świat wielkiej polityki. Jego kariera potoczyła się błyskawicznie. Szybko dał się poznać amerykanom jako niezwykle inteligentny i charyzmatyczny mówca. Nie było więc zaskoczeniem, że mający poparcie tylu obywateli Barack Obama zdecydował się wziąć udział w wyborach prezydenckich. Jego proste hasło wyborcze „zmiany” uświadomiło ludziom, że Ameryka rzeczywiście potrzebuje transformacji. Cóż innego mogło zmienić kondycję kraju, który od dziesiątek lat walczył o zastosowanie haseł demokracji w praktyce, jeśli nie wybór ciemnoskórego polityka na prezydenta? Dlatego zwycięstwo Obamy, to nie tylko polityczny, ale także symboliczny sukces. Nie ulega wątpliwości, że Barack Obama, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, na zawsze zmienił oblicze świata, udowadniając, że wszystko jest możliwe, a wiara w amerykański sen ma także drugi, głębszy wymiar.

Cytaty pochodzą z książki Baracka Obamy „Odziedziczone marzenia” w tłumaczeniu Piotra Szymczaka.

Autor: Paula Szewczyk

foto: www.msnbc.com, fakty.interia.pl

Author: Paula Szewczyk

Polonistka i dziennikarka, absolwentka dwóch uniwersytetów - w Łodzi i w Warszawie, zainteresowana przede wszystkim historią miast, i ludzi, nigdy nie odmawia książki.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *