class="post-9959 post type-post status-publish format-standard has-post-thumbnail hentry category-najnowsze"

Czy warto było walczyć o własny biznes?

Written by , 2016 -10- 15 in Najnowsze

Jestem przedsiębiorcą.

Prowadzę firmę w branży IT, która w krótkim czasie zawładnęła całym moim życiem.

W chwilach zwątpienia myślę o drodze, jaką przez lata przebyłem, aby zrealizować marzenie o własnym biznesie. Czuję się wtedy bardzo stary i zmęczony.

Mam 27 lat.

Bez przekonania rozglądam się po naszym biurze. Przestronne mieszkanie, pełne wysokiej klasy elektroniki i profesjonalnie przygotowane miejsca pracy podnoszą mnie na duchu.

Widzę swojego wspólnika, najbliższego mi człowieka. Od ponad dwóch lat razem dźwigamy ten ciężar, wspólnie przedzierając się przez morze porażek, szydery i niezrozumienia ze strony bliskich nam ludzi.

ja-i-adach

Zauważam, że szczerzy się do monitora – zaraz pewnie wyśle mi coś głupiego.

Po chwili dostaję od niego wiadomość: “Pobiliśmy kolejny rekord sprzedaży. Nasza firma zarabia więcej, niż jest w stanie wydawać. Możemy zatrudnić więcej ludzi”. Nieźle.

Żeby było zabawniej, od ponad roku nie wypłaciliśmy sobie żadnych pieniędzy, cały czas utrzymując się z resztek własnych oszczędności. Każdy grosz (tak naprawdę to cent) jest inwestowany w rozwój spółki. Żyjemy skromnie, bez względu na gwałtownie rosnącą ilość dolarów zarabianych przez firmę. Czuję się jak żebrak siedzący na worku złota i jest mi z tym nadzwyczaj dobrze. Wisi mi, że w garażu nie stoi Ferrari (mieszkam blisko do stacji metra, więc trochę kozaczę).

Wybucham szczerym śmiechem szczęśliwego człowieka. Prowadzenie biznesu to prawdziwa emocjonalna kolejka górska – przygnębienie i euforia przeplatają się każego dnia.

Rozglądam się dalej i patrzę na wlepione w ekrany twarze naszych “dzieciaczków”. W ciągu dwóch miesięcy zatrudniliśmy siedem młodych osób z niewielkim doświadczeniem, za jedyne kryterium rekrutacji przyjmując ich entuzjazm. Do dzisiaj nie możemy się nadziwić jak bardzo trafny był to wybór.

dzieciaczki

Wykazują się godnym podziwu zaangażowaniem. Ich kompetencje rosną niewiarygodnie szybko. Niedługo w swoich specjalizacjach staną się lepsi od nas – a przecież my z sukcesem robimy te rzeczy od lat. Jak to możliwe?

Uwierzyli w naszą wizję i zadeklarowali, że razem z nami chcą wznieść firmę na szczyt. Patrząc na ten zespół wiem, że wspólnie osiągniemy niesamowite rzeczy.

Ja tyłem, żeby nie było widać jak szlocham ze wzruszenia

Ja. Tyłem, żeby nie było widać jak szlocham ze wzruszenia

Chyba się wzruszę. Odwracam się szybko plecami, bo jeszcze ktoś zauważy, że zwilgotniały mi oczy. Wśród tej bandy wariatów trzeba piekielnie uważać, ponieważ w żartach nie ma tu żadnej świętości. Szef, nie szef, nikt nie ma immunitetu. Nie potrafię zliczyć razy, kiedy umierałem razem z nimi ze śmiechu. Mam wrażenie, że znamy się od zawsze, a to przecież dopiero trzeci miesiąc. Dziwne.

Drugi raz w ciągu kilku minut spoglądam w przeszłość i wspominam wszystko co się wydarzyło na mojej drodze po wymarzoną firmę. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę zaledwie kilka lat. Wydaje mi się, że zdążyłem już przeżyć setkę, kilka razy umrzeć i kilka razy urodzić się na nowo.

“Uspokój się szymański” – powtarzam sobie. “Nie bądź takim patetycznym głupcem, jesteś dopiero na początku drogi.”

“Wiem” – odpowiadam, prowadząc dziwny wewnętrzny dialog. “Ale nic nie poradzę. Musi być trochę patetycznie – w końcu mam 27 lat, a już zdążyłem spełnić swoje największe marzenie”.

“W dodatku mam wokół siebie naprawdę niedorzecznych ludzi. Gdy mówię im »za kilka lat lecimy na Marsa« to zamiast popukać się w głowę, oni już rozpisują to na projekt i przydzielają sobie konkretne zadania w Asanie*. I coś mi się, cholera jasna, wydaje, że my naprawdę na tym Marsie wylądujemy.”


Do you want to share?


Leave a reply